Agnieszka Kuciak – Ulica Słowackiego 22

186-agnieszka-kuciak-ulica-slowackiego-22ur. 1970

Pewnego razu pan Hoffmann, zamiast wsiąść jak zwykle do tramwaju, w roztargnieniu wsiadł na hipogryfa. I zamiast pojechać do pracy, długo unosił się i bujał: w obłokach, czarach, zaklęciach. Nie zorientował się zresztą, bo przez całą drogę – lot nad ziemią – czytał pilnie Księgę Skarg i Wniosków. A lecieli nad Ultima Tule, nad Pustynią i nad Atlantydą: dzielny urzędnik państwowy na hipogryfie Ariosto. […] Hipogryf ma mocny grzbiet konia i ostre pazury orła, ptasie skrzydła i skrzywiony dziób. Żywi się wiatrem, podszeptem i poematami w oktawach. I leci tam, dokąd chce. To znaczy tam, gdzie chce czar. […] zamiast do biura jak zwykle, doleciał na wyspę Genesis. Była to wyspa czarodziejska. I rósł tam zaklęty las. […] Nie potrzeba było wcale zaklęć, by zaczarowane czarodziejki zaczęły słać magiczne faksy, parzyć herbatę z mandragory, układać rejestry zmyśleń i księgować wpływy sił nieczystych. Tymczasem skromny pan Hoffmann wprowadził podatek od cudów, zreformował całą fantastykę i zbiurokratyzował czarodziejstwo. […] Niektórzy mówią, że hipogryf podrywa się wzwyż na hasło „Eliasz”, frunie prosto i równo na „Fajdros”, przyspiesza pod wpływem marzeń jeźdźca a wędzidłem bywa mu ironia. Lecz pan Hoffmann nie mógł tego wiedzieć. „Że też przyszło mi księgować czary!” – westchnął i poczuł, jak Ariosto już wyraźnie zniża się ku ziemi. Zaparkował zatem hipogryfa przed Urzędem Podatkowym w Poznaniu, Słowackiego 22, za wozem straży pożarnej. Bo wszędzie szerzył się pożar. Przynajmniej tak się zdawało.

Animula Blandula

Agnieszka Kuciak – poznanianka, choć urodzona w Szczecinie, doktor nauk humanistycznych (2000), wykładowca na UAM, tłumaczka literatury włoskiej i poetka. Naukowo zajmuje się romantyzmem, tradycją włoską (dantejska, ariostyczna, petrarkizm), napisała: Dante romantyków (2003), tomów wierszy Retardacja (2001), Dalekie kraje. Antologia poetów nieistniejących (2005), przekładów Boskiej Komedii Dantego (2002-2004), Sonetów Petrarki (2002), kazań Savonaroli (2003), Historii piękna i Trzech opowieści Umberta Eco (2005), a wreszcie twórczyni bajkowo-baśniowych tekstów, niekoniecznie dla dzieci. Jej poezję tłumaczono na język angielski, rosyjski, niemiecki, słowacki, słoweński, flamandzki i francuski. Laureatka licznych nagród: w 2002 r. Nagrody Wydawców za przekład Piekła Dantego, w 2003 r. Nagrody Wydawców za tomik wierszy Retardacja, w 2004 r. Nagrody Feniksa za przekład Piekła i Czyśćca.
Dante w tłumaczeniach Agnieszki Kuciak jest romantyczny i współczesny, tragiczny i komiczny. Ona sama mówi o przekładzie jak o pracy konserwatorskiej, rekonstrukcji czegoś, co zostało zniszczone.
W pierwszym tomie, Retardacja, Agnieszka Kuciak zaznaczała swoje poetyckie istnienie i dobitnie, i subtelnie. W otwierającym go wierszu za patronkę obrała Emily Dickinson. Odnalazła w sobie takie same cechy konstrukcji duchowej, jakie przypisuje się mieszkance prowincjonalnego miasteczka Amherst, której prawie tysiąc osiemset wierszy leżało w kufrze aż do jej śmierci. Trzydzieści cztery liryki składające się na Retardację ułożone są chronologicznie, pierwszy z nich powstał w 1993 r., ostatni w 2000 r. Siedem lat to dla życia poetyckiego dużo, zatem można mówić o retardacji, opóźnianiu wydania tych wierszy (jak u Dickinson). Łacińskie tardare znaczy „czynić coś pomału, cyzelować”, a wiersze Agnieszki Kuciak są misternie tkane. „Opowieść przecież jest kobietą / Opowieść musi być tkana” – pisze poetka. „Skoro nie mogłam mieć wszystkiego – / Nie dbałam o brak mniejszych rzeczy” – w podobnym rytmie, także myślowym, pisała Dickinson (przeł. S. Barańczak). W tomie poznańskiej poetki pojawiają się elementy charakterystyczne dla świata Amerykanki (choćby słynne zatrzaskiwanie drzwi duszy). W wydaniu Agnieszki Kuciak to „Życie jest od środka zakluczone” (liryk Pokój). Zwraca się ona w pierwszym wierszu do Dickinson: „Może Ty jesteś Pierwszym Wersem / a ja do Ciebie – Rym?”. Bronisław Maj uważał Retardację za najwybitniejszy debiut w polskiej poezji lat dziewięćdziesiątych.
Omawiając drugi tom Agnieszki Kuciak, mistrzowsko operujące ironią Dalekie kraje, warto przywołać kategorię utopii, gdyż zebrane zostały w nim wiersze poetów nieistniejących (są wśród nich Bionda – podfruwajka, stypendystka piękna, Kamila L.B. – siostra norwidianka, męczennica pewnej kroniki życia i twórczości Norwida, P.P. – poeta przepaści, popieprzony psychik, Schizus Ch.): bez biografii, bez nazwiska, tylko z internetowymi nickami. W Dalekich krajach trwa nieustanna gra z konwencją, z już na- pisanym, na porządku dziennym jest cytowanie bez cudzysłowów, mówienie wieloma językami, poetykami, stylizacjami i jednoczesne nicowanie źródła (stąd może „nicki nicości”). Wiersz bywa tu ćwiczeniem z języka, poetka mówi swoje pod innym nazwiskiem: czyli bez wstydu, bez żenady, przyznaje się do tych wierszy i jednocześnie nie przyznaje. Jedna z siedmiu części tomu zwie się Dantyszek i inne wiersze – sięga zatem aż do polsko-łacińskiego poety renesansu, autora metafizycznego Nagrobka sobie samemu. Agnieszka Kuciak zamieszcza w tej części wiersz Zmartwychwstałka albo apokatastazka na niechwalebne niewstanie z martwych panny wiekuistej Agnieszki K., śpiocha paskudnego.
Paweł Mackiewicz komentował tę praktykę nicowania wersem z Wiersza (Trackless) Andrzeja Sosnowskiego: „wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca. Wiersz traci pamięć za rogiem ulicy”. Tytułowy utwór tomu Kuciak, autorstwa domniemanego wielebnego, zamyka tom. Słowa ze wstępu: „Dalekie kraje to kraje, gdzie nas nie ma. Jest jednak wielu w nich poetów” tworzą stabilną ramę dla poczynań Agnieszki Kuciak jako poetki i antologistki. Katarzyna Kuczyńska-Koschany zwie ten tom łże-antologią. Wiersz wychodzi z domu, pan Hoffmann wychodzi z domu. I wraca na Słowackiego.

Joanna Roszak

 

Ulica Słowackiego 22

Jan Sztaudynger kazał Don Kichotowi podjechać na Rosynancie pod pawilony Powszechnej Wystawy Krajowej, a chłodno przyjęty przez pozbawionych poczucia humoru poznaniaków, zamienił się w pomnik. Kazimiera Iłłakowiczówna pisała o panu Gulczyńskim, który chciał dosiąść Pegaza z Opery, czemu przeszkodziła poznańska milicja. Bohater Agnieszki Kuciak – pan Hoffmann samodzielnie dosiadł hipogryfa i nie czekając na niczyje interwencje, sam dobrowolnie zaparkował swego hipogryfa przed urzędem podatkowym. Dzięki temu mógł wybrać urząd skarbowy, a przy wyborze kierował się względami estetycznymi i wybrał ten mieszczący się w najładniejszym budynku.
Kamienica willowa przy ul. Słowackiego 22 wzniesiona została na przełomie 1910 i 1911 r. według projektu spółki Paula Lindnera i Karla Roskami dla konsorcjum, w którego skład wchodziło: dwóch bankierów Gustav Wolf i Gustav Strohman, fabrykant Wilhelm Wolff, major Karl Rapmund, adwokat Samuel Jarecki, hrabia Hektor Kwilecki oraz kupiec Nepomucen Kierski. Jej właścicielem w 1917 r. został samodzielnie hrabia Dobiesław Kwilecki, a od 1933 r. była własnością Antoniego Cendlera. Lista lokatorów wskazuje na osoby, które zamieszkiwały tego typu wille miejskie. Tutaj mieszkali między innymi: fabrykant Ludwig Asch, naczelny redaktor „Posener Tageblatt” i propagandzista Ostmarkenvereins Emanuel Ginschel, właściciel firmy Wagner & Co. Moritz Golland, wdowa po przemysłowcu Jenny Kantorowicz, fabrykant Wilhelm Wolff, właściciele firmy odzieżowej Simon i Hedwig Weichselbaum.
Narożna kamienica była czterokondygnacyjnym budynkiem z mieszkalnym poddaszem, bardzo interesującą linią dachu i narożną wieżyczką, a jej niesymetryczne elewacje na wysokości okien zdobił roślinny ornament. Pierwotnie pełniła funkcje mieszkalne, a na każdej kondygnacji znajdowały się dwa luksusowe mieszkania, których pomieszczenia gospodarcze zgrupowane były wokół centralnie usytuowanego świetlika.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *