Aleksander Janta-Połczyński – Dobski

124-aleksander-janta-polczynski-dobski1908-1974

Kiedy około szóstej wieczorem zajść na kawę do dawnego Dobskiego (przejął lokal i nazwisko syn jubilera poznańskiego, Kruka; chodzi się więc „na kawę do Kruka”), ogromna kawiarnia z ogrodem pełna jest ludzi. Orkiestra przygrywa skocznie lub marzycielsko, wszystko się zdaje podobne na pozór do czasów sprzed wojny. Siedzą przy stolikach nowi i dawni dygnitarze, ludzie teatru, uniwersytetu, literatury, cały Poznań towarzyski, kupiecki i osobistościowy, wszyscy się znają, niepodobna przejść, aby nie wpaść od razu w oko, a czasem w objęcia dziesiątków dawnych znajomych. Tradycja dawnych obyczajów Poznania utrzymuje się […].

W Poznaniu

Aleksander Janta-Połczyński – prozaik, reporter, poeta, bibliofil, zapalony podróżnik, który okrążył ziemię, nazywany przed wojną „Reyem polskiego reportażu” i stawiany na równi z Melchiorem Wańkowiczem i Ksawerym Pruszyńskim – urodził się 11 grudnia 1908 r. w rodzinie poznańskiego lekarza. Współpracował z „Wiadomościami Literackimi”, był korespondentem wojennym w Paryżu, przebywał w niewoli niemieckiej, walczył we francuskim ruchu oporu. W 1950 r. zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie prowadził sławny antykwariat z polskimi dziełami. Zmarł 19 sierpnia 1974 r. w szpitalu w Southampton, a urna z jego prochami znalazła się na Powązkach, gdzie na płycie nagrobnej widnieją słowa z wiersza Do Bronisława Z. Cypriana K. Norwida: „Z rzeczy tego świata zostaną tylko dwie / Dwie tylko: poezja i dobroć, i więcej nic”.
Rozgłos przyniosły mu teksty z ZSRR: Patrzę na Moskwę, W głąb ZSRR. Pobyt w Japonii opisał w Made in Japan. Wśród ważnych tytułów Janty-Połczyńskiego warto wymienić: Księgę podróży, przygód i przypomnień, Nowe odkrycie Ameryki, Pamiętnik indyjski. Obserwator i twórca sugestywnych obrazów także w tomikach poetyckich: Śmierć białego słonia, Krzyk w cyrku, Psalmy z domu niewoli, Po samo dno istnienia. Przeprowadził wywiady m.in. z Mannem, Chaplinem, Sikorskim, Paderewskim, jest autorem pozycji A History of Nineteenth Century American-Polish Music with Annotated Bibliography and Illustrations. Przejdźmy do poznańskiego wątku. Przemysław Czapliński posłowie do książki Duch niespokojny zatytułował Poznaniak niespokojny: „To brzmi jak oksymoron, jak gorący śnieg czy sucha woda; w końcu poznaniak to człowiek porządny czy nawet porzundny, a nie żaden niespokojny. Ale trudno inaczej niż oksymoronicznie nazwać ducha, który łączył w sobie głód podróży i tęsknotę za krainą dzieciństwa […]”.
Tak Janta-Połczyński wspominał jeden z najwcześniejszych „poznańskich” obrazów: „Mieszkamy teraz na stałe w Poznaniu. Rok 1916. Ojca nie ma. Jest >>na wojnie<< Urzekł mnie fragment zatytułowany Misja beludżystańska: „Niezgorszą próbką zuchwałego poznańskiego humoru, ale także wyobraźni wcale żywej, jaka cechowała młodzież tamtego czasu, będzie wspomnienie figla, wypłatanego przez grono pomysłowych i śmiałych studentów aktorów dosłownie całemu miastu”. Sprawcą zamieszania był młody poznański aktor Romuald Gantkowski, a rzecz działa się krótko po wystawie w Wembley w 1924 r., i rzekomo stamtąd przyjechać miała do Poznania misja gości egzotycznych. Gantkowski doniósł „Przeglądowi Porannemu”, gdzie pracował wówczas Kazimierz Piekarczyk, że 12 czerwca zjawi się w Grodzie Przemysława dwóch gości z azjatyckiego Beludżystanu i będą oni podejmowani przez tutejsze Towarzystwo Polsko-Tureckie. Gazeta, rzecz jasna, newsa podchwyciła i niebawem dowiedzieli się o nim jej liczni czytelnicy. Turbany, monokl i fatałaszki pożyczył Gantkowski z garderoby teatru. Tak zaczęła się historyczna dla Poznania maskarada. Fotograf Markiewicz przy ul. 27 Grudnia wykonał gościom zdjęcie, książęta mieli zobaczyć Zamek (w którym wówczas mieścił się uniwersytet) i Ratusz. Gdy szydło wyszło z worka, rektor – wbrew naciskom ze strony ponuraków – wykazał się poczuciem humoru i uznał tę akcję za jeden z lepszych kawałów. Nie chciał wyciągać wobec żaków konsekwencji.
W Duchu niespokojnym Janta-Połczyński wspomina Konstantego Troczyńskiego, Artura Swinarskiego, kabaret Różowa Kukułka, pracującego w „Kurierze Poznańskim” Witolda Noskowskiego – Nosa z Wesela. O tym, ile znaczyło dla Połczyńskiego miasto dzieciństwa, można się przekonać, czytając wiersz Poznań, napisany podczas wojny: „To już jest tak daleko, a jeszcze tak blisko: / tamto miasto mi było światem i kołyską / lat młodości najlepszej i dróg co są szersze, / a często mniej szczęśliwe i pełne zawodów, / ale pachną mi jeszcze rozkwitem ogrodów, / ale jeszcze się teraz zaplatają w wiersze / owe czasy / poznańskie, lata gimnazjalne, / niewinnych buntów pełne i jak lont zapalne”.

Joanna Roszak

no images were found

Dobski

W międzywojennym Poznaniu określenie Dobski było synonimem najlepszej kawiarni w mieście. Wincenty Dobski prowadził dwie: „duży Dobski” mieścił się przy ul. Fredry 12, „mały Dobski” zaś tuż za rogiem przy ul. Mielżyńskiego 19. U Dobskiego odbywały się koncerty, grano w brydża i w szachy, spotykała się poznańska śmietanka towarzyska.
Po wojnie na miejscu Dobskiego mieściła się popularna restauracja z dancingiem o „warszawskiej” nazwie WZ, a przy niej malutka kawiarenka, gdzie oferowano najlepsze „wuzetki” w mieście. Renomowany poznański optyk Andrzej Ciszak tak ją wspomina: „Największy sentyment mam do kawiarni WZ. Całe moje życie towarzyskie to właśnie to miejsce: pierwsze zabawy, kontakty z różnymi ludźmi. Rano na kawce, wieczorem na dancingach bywał tam cały Poznań. Można było spotkać wykładowców i profesorów z Akademii Medycznej, Ekonomicznej, Uniwersytetu, babcie z wnuczkami, panów, którzy handlowali złotem i dewizami, niebieskie ptaki. Nawet dzisiejsi gangsterzy zaczynali kariery właśnie tam. […] Robiło się też pierwsze interesy, uczyliśmy się, jak liczyć dewizy i jak zarabiać. Pamiętam też dancingi i polowania… O wiele ciekawiej niż teraz. […] To było normalne być między 12.00 a 2.00 w WZ”.
Na początku XXI w. miejsce to znowu stało się ważnym punktem na kulturalnej mapie Poznania. Nowym właścicielem restauracji został Jan Babczyszyn, który zmienił jej wystrój, menu i nadał nową, choć nawiązującą do tradycji WZ, nazwę – Wielkopolska Zagroda. W rustykalnej chacie znalazło się miejsce zwane O.B.O.R.A. (Ostatni Bastion Obrony Rozumu Artystycznie), którego gwiazdą został Zenon Laskowik. Twórca legendarnego kabaretu TEY, po 13 latach pracy listonosza na Osiedlu Bajkowym, dał się namówić na powrót i wraz z Władysławem Sikorą z zielonogórskiego kabaretu POTEM stworzyli stałą scenę kabaretową. Drogi restauratora i artysty jednak się rozeszły, Kabareciarnię Laskowika można było później oglądać na Scenie Rozmaitości Radka Lewandowskiego (w sali dawnego kina Grunwald), następnie w kinie Apollo, a obecnie kabareciarz występuje wraz z Jackiem Fedorowiczem w całym kraju. Babczyszyn zrezygnował z prowadzenia restauracji w legendarnym miejscu i wkrótce zapewne poznamy nowy rozdział historii restauracji i restauratorów działających przy ul. Fredry 12.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *