Arkady Fiedler 1894-1985
Szkoła Realna im. G. Bergera

076-arkady-fiedler-szkola-realna-bergera

Tak przebywszy trzy lata w Szkole Obywatelskiej, a mając ukończone dziewięć lat, po Wielkanocy 1904 roku wstąpiłem do klasy sexty Wyższej Szkoły Realnej im. Bergera. Zostałem gimnazjalistą w szkole, chyba – jak się później okazało – najmniej przydatnej. Chemia i fizyka nie odpowiadały mi, a jeszcze mniej odpowiadali mi koledzy szkolni: byli to przeważnie synowie pruskich urzędników państwowych, element polakożerczy.
Ale stało się. Pod koniec kwietnia (rok szkolny w Niemczech zaczynał się po Wielkanocy) zacząłem chodzić do Bergera. Ważny skok w nowe życie odbył się w okolicznościach wyjątkowo pomyślnych. […] Spiesząc rano przed ósmą godziną do szkoły, mieszczącej się przy ul. Strzeleckiej, szedłem przez cały czas w kierunku wschodnim, stale pod słońce, a gdy schodziłem w dół miasta ulicą Podgórną, słoneczny potok zalewał mi oczy i napełniał mnie błogim uczuciem, trudnym do opisania. Był to dobry znak dla drogi, którą teraz kroczyłem.

Mój ojciec i dęby

Autobiograficzna książka Arkadego Fiedlera Mój ojciec i dęby jest przede wszystkim hołdem złożonym jego ojcu Antoniemu, znanemu poznańskiemu poligrafowi i wydawcy. Antoni Fiedler urodził się w leśniczówce w Jedlcu (powiat pleszewski) i z rodzinnego domu wyniósł niezwykłą miłość do przyrody, którą zaraził potem syna. Wolny czas spędzali razem na wyprawach do Puszczykowa, aby w ujściu Wirynki łowić szczupaki. Za Górczynem (wtedy przedmieście Poznania) urządzali polowania na kuropatwy i zające. W Kunowie (kilka kilometrów od Buku), obfitującym we wszelką zwierzynę, razem z innymi myśliwymi zasadzali się na sarny. Nad Wartą po raz pierwszy młody Fiedler marzył o wyprawie nad Amazonkę. Ale najsilniejszych doznań przyrodniczych doświadczał w Puszczykowie i Rogalinie. Rogalińskie dęby, pamiętające zamierzchłe czasy Piastów, zachwycały go niezwykłym pięknem, tajemniczością i majestatem. W ich otoczeniu Arkady planował wraz z ojcem dalekie podróże, odkrywanie dalekiego świata i wielkich puszcz.
Opowieść Fiedlera to także zapisana z perspektywy młodego człowieka historia Poznania i dzieje zmagań miasta z niemieckim zaborcą. Pisarz urodził się przy ul. Murnej, potem cała rodzina przeprowadziła się do domu przy ul. Berlińskiej (dziś ul. 27 Grudnia), gdzie jego ojciec założył zakład fotochemiczny. Sześcioletni Arkady rozpoczął naukę w Bürgerschule (Szkole Obywatelskiej), a po trzech latach wstąpił do Wyższej Szkoły Realnej im. Bergera (przy ul. Strzeleckiej).
Jesienią 1905 r. Fiedlerowie zamieszkali przy ul. Długiej 11. Prowadzili dom otwarty, często gościli przyjaciół: polskich patriotów, działaczy społecznych, artystów – także tych, którzy wywodzili się z poznańskiej cyganerii literacko-artystycznej. Jesienią 1918 r. spotykali się tutaj dowódcy Powstania Wielkopolskiego. Sam Arkady brał czynny udział w działaniach Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego. 27 grudnia 1918 r. wybuchło powstanie, Fiedler został adiutantem i kierownikiem Działu Organizacyjnego przy Dowództwie Żandarmerii Krajowej. Niestety, radość ze zwycięstwa Wielkopolan przyćmiła mu śmierć ojca.
W książce odnajdziemy również portrety znanych poznaniaków zasłużonych dla sprawy narodowej, a także artystów – choćby samego Przybyszewskiego, związanego wtedy z poznańskim dwutygodnikiem „Zdrój”. Fiedler opowiada też o swoich przygodach czytelniczych (fascynacja Sienkiewiczem i jego Listami z Ameryki, pierwszych próbach pisarskich, o wielkich przyjaźniach, miłosnych niepowodzeniach i małżeństwie z Janką Ritterówną w 1920 r.
Dzieciństwo i młodość Arkadego Fiedlera miały zasadniczy wpływ na jego późniejszą biografię. W powieści odnajdziemy to wszystko, co każe potem pisarzowi wędrować po świecie i odkrywać jego tajemnice. Lektura tej książki, tak bardzo „niewspółczesnej” i „nienowoczesnej”, budzi wiele emocji. Zadziwia i porusza miłość Fiedlera do przyrody, wzrusza jego ogromne przywiązanie do ojca. Jak napisali we Wprowadzeniu Marek i Arkady Radosław Fiedlerowie: „Mój ojciec i dęby to książka o wielkiej miłości i przyjaźni między ojcem i synem. O ich niezapomnianych przeżyciach pod dębami rogalińskimi oraz wśród łąk i lasów nadwarciańskich, przeżyciach, które kształtowały osobowość i budziły twórcze pasje przyszłego pisarza i podróżnika. Jest to również barwna opowieść o ówczesnym Poznaniu i o mieszkaniu Fiedlerów, w którym zbierała się cyganeria poznańska i zawsze było gwarnie i hucznie, o przejściach wojennych i powstaniu wielkopolskim. Aż trudno uwierzyć, ile zajmujących wspomnień wskrzesił pamięcią nasz ojciec”.

Paweł Cieliczko

no images were found

Szkoła Realna im. G. Bergera

Arkady Fiedler nie interesował się przedmiotami ścisłymi, stąd brak entuzjazmu, gdy pisze o swoim gimnazjum. Podkreślić jednak warto, że była to szkoła zbudowana według najnowszych europejskich wzorów, posiadała 24 klasy lekcyjne, 12 dużych sal, 3 laboratoria i pierwszą w Poznaniu salę gimnastyczną. Co najważniejsze jednak, kształciła młodych Niemców, Polaków i Żydów, gdyż jej fundator Gotthilf Berger, który w 1861 r. przeznaczył na wzniesienie obiektów szkolnych ogromną kwotę 70000 talarów, przekazując szkołę miastu, zastrzegł, że „mają być do niej przyjmowani po wsze czasy uczniowie każdego wyznania i każdej narodowości, bez jakiejkolwiek różnicy”. Potem nastąpiły jednak lata kulturkampfu i dlatego uczęszczający do niej na początku XX w. Arkady Fiedler odczuwał konflikt między Niemcami i Polakami.
Gotthilf Berger uważany jest za niemieckiego odpowiednika Edwarda Raczyńskiego, a budynek Szkoły Realnej im. G. Bergera zestawia się często z budynkiem Biblioteki Raczyńskich. Oba wzniesione zostały wbrew władzom, ze środków prywatnych, by służyć ogółowi obywateli. Zalicza się je do tzw. architektury mówiącej. Budynek biblioteki, stylizowany na paryski Luwr, miał być „przybytkiem nauki”, połączonym z galerią – „świątynią sztuki”; natomiast podobną do średniowiecznego zamku z wieżami szkołę nazywano „świątynią uszlachetniającej ludzkość Oświaty”.
Na miejscu dawnej Miejskiej Szkoły Realnej przy ul. Strzeleckiej 11 mieści się obecnie Wydział Informatyki i Zarządzania Politechniki Poznańskiej. Sam budynek został podczas wojny doszczętnie zniszczony, a odbudowano go w bardzo ograniczonej formie. Pierwotnie zbudowany był w kształcie podkowy, cztery naroża wieńczyły wieże, płaskie dachy nie były widoczne, bo zasłaniały je ozdobne attyki, a nad trzykondygnacyjnym budynkiem głównym wyniesiony był obszerny belweder, w którym mieściła się aula. Trzynastoosiowy korpus zdobiły półkoliście zamknięte okna z ozdobnymi gzymsami. Do szkoły prowadziły doskonale wykonane włosko-romańskie ceglane portyki.
Fundator uhonorowany został popiersiem umieszczonym na drugim piętrze szkoły, jego imieniem nazwano zaś nie tylko szkołę, ale i dom starców na Wildzie, na którego budowę przeznaczył w testamencie 150000 talarów. Po odzyskaniu niepodległości Polacy zachowali dobrą pamięć o Gotthilfie Bergerze, do dziś jego imię nosi mała uliczka na Wildzie.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *