Bartosz Muszyński – Ulica Święty Marcin

230-bartosz-muszynski-ulica-swiety-marcinur. 1974

Poznań. Wielki tydzień
W toku. Marcin
Jest święty i święte
Są wszystkie słowa
Wymówione przez tę panią,
Która wargami szczytuje
Z powietrza litery. Marcin
Jest święty a Marek jest
Obok. Gołębie szukają tego
Co bywa jak szybka
Rozmowa w czerwonej strefie
Mroku. Sen, przydymiony
Słońca kontur na bruku, negatywy
Powiek: wszyscy są
Odwróceni.

dawne lektury

W jednym ze swoich wierszy Adam Zagajewski opisuje Wielki Piątek, który spędza w korytarzach metra. Wspomina Pasję Mateuszową Bacha i Todesfuge Paula Celana, przemieniające ból w piękno. „W korytarzach metra ból się nie przemienia, / tylko trwa, boli bez wytchnienia” – pisze nowofalowy poeta i podobnie można by pomyśleć o wierszu Bartosza Muszyńskiego. Na poznańskiej ulicy ból nie przemienia się w piękno. Poeta przywołuje tytułowe dawne lektury – utwór Marka Hłaski z cyklu izraelskiego Wszyscy byli odwróceni czy Wielki Tydzień Jerzego Andrzejewskiego.
Dawne lektury to pozornie impresja z przelotnego pobytu w Poznaniu, opis spaceru Świętym Marcinem do Starego Rynku, wszak z tym kojarzą się stada gołębi. Wiersz unosi się za mgłą, odkonkretnia się przez metaforyczne zabiegi. Obserwator-opisywacz Poznania porusza się w innym tempie niż spieszący się ludzie, zamyśla się nad Zagładą. Prawdopodobnie ma w dłoniach aparat fotograficzny (negatywy powiek), zwraca uwagę na szczegóły. Czuje się samotny w goniącym tłumie, stąd smutna puenta „wszyscy są / Odwróceni” (od bohatera wiersza, od Jezusa, od Giordana Bruna…). Nie jest pewne, czy po tym Wielkim Piątku, po tej – niepozornej, bo być może jednostkowej – katastrofie nadejdą niedziela i czas świętości. Epifania wydarzająca się na ulicach Poznania przynosi ciemność. Heine przepowiadał, że gdzie palą księgi (motyw liter w powietrzu), później będą palić ludzi. W każdym wersie utworu Muszyńskiego czai się śmierć. Czai się przy sklepowych wystawach, jak wcześniej na Campo di Fiori, gdy palono Giordana Bruna wśród krzyków sprzedawców cytryn, jak w Warszawie, z której getta widać było karuzelę.
Bartosz Muszyński, poeta i tłumacz, mieszka w Słupsku. Wydał tomy wierszy: Języki obce (1999), Kajmany (2000), Gwiazdobloki (2001), Lane Limbo (2002), meine kleine babylon (2006). Laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich, m.in. im. Haliny Poświatowskiej, Rafała Wojaczka, Jana Śpiewaka. „Muszyński nie lubi wszelkich kategoryzmów. I kto wie, być może właśnie z tego bierze się niezwykły klimat tych wierszy, wśród których znaleźć można wiele prawdziwych perełek. […] Nostalgia, zimno, ciepło, ucieczka i poetycka matematyka – oto co kojarzy mi się z tą poezją” – pisał o nim Piotr Kępiński. Jarosław Jakubowski pisze o rozedrganiu poetyckich obrazów Muszyńskiego: „jakby filmował rzeczywistość z ręki, a jego zoom przybliżał się, to znów oddalał.
Poeta stara się być sobą, to znaczy rocznikiem siedemdziesiątym, świadomym miejsca (bez względu na to, czy mówienie o pokoleniowości ma sens) w sztafecie roczników, ale równolegle usiłującym zaznaczyć swój teren. Horyzont Muszyńskiego jest rozległy, nie ma zahamowań, pożywką dla wiersza może być wszystko, pełno tu śladów podróży, lektur i spotkań. Zdaje się, że Muszyński chce się okopać resztkami rzeczywistości, które tak skrupulatnie zbiera. Dzięki temu gdziekolwiek się nie obraca, wszędzie jest w domu”. A może ma właśnie dotkliwą świadomość, że domu już nie ma.
Nigdzie.

Joanna Roszak


Ulica Święty Marcin

Święty Marcin to jedna z najważniejszych ulic Poznania i chyba jedyna w Polsce hucznie fetująca swoje imieniny. Solenizantka święto obchodzi 11 listopada, dzięki czemu w Poznaniu najprzyjemniej w Polsce uczcić można Święto Odzyskania Niepodległości. Rokrocznie wielki korowód wyrusza za patronem ulicy – rycerzem św. Marcinem z Tours – który jadąc na białym koniu, prowadzi poznaniaków z kościoła św. Marcina pod Zamek, gdzie przejmuje od patronów miasta (Piotra i Pawła) klucze do miasta. Poznaniacy bawią się na towarzyszących uroczystości imprezach oraz zajadają się świętomarcińskimi rogalami z ciasta francuskiego z nadzieniem z białego maku, migdałów i orzechów, które uzyskały już status wyrobu regionalnego i są przedmiotem dumy uwielbiających słodycze mieszkańców.
Osoby przybywające do Poznania mówią o ulicach św. Marcina czy św. Wojciecha, poznańskie św. Marcin i św. Wojciech traktując jako irytujący regionalizm lub po prostu błąd językowy. Tymczasem w nazwach tych zapisana jest historia miasta, które otoczone było wsiami noszącymi imiona świętych, a po ich włączeniu w granice miejskie nazwy wsi stały się nazwami ulic. Osada Święty Marcin istniała już w XI w., w granice miasta włączona została w 1797 r. Pod koniec XIX w. zaczęto tu budować okazałe kamienice, a na początku XX w. powstało forum cesarskie z Zamkiem, budynkami Ziemstwa Kredytowego, Dyrekcji Poczt i Akademią.
Od 40 lat najważniejszą dominantą ul. Święty Marcin jest grupa budynków handlowo-biurowych Alfa, zbudowanych w latach 1965-1972, na którą składa się 5 dwunastokondygnacyjnych biurowców połączonych dwukondygnacyjnymi powierzchniami handlowymi, które zajmują północną pierzeję od ul. Ratajczaka do ul. Gwarnej. Były one pierwszym etapem większej koncepcji, zakładającej wyburzenie kamienic w centrum i zbudowanie na ich miejscu wielkiego centrum handlowo-biurowego, jednak ze względu na brak środków idea ta nie była kontynuowana.
Wspomnieć jeszcze należy o kościółku u zbiegu ul. Święty Marcin z al. Marcinkowskiego. Na przedwojennych pocztówkach jest on znacznie większą, czteronawową świątynią, otynkowaną na biało, z wysoką wieżą. Po zniszczeniach wojennych, został odbudowany w latach 1949-1954 bez dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych dobudów i dokonano jego regotyzacji, stąd dziś jest małym kościółkiem z czerwonej cegły.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *