Bartosz Żurawiecki – Ulica Wroniecka

406-bartosz-zurawiecki-ulica-wronieckaur. 1971

Spotkali się w tej Cafe, której nazwy nigdy nie mógł zapamiętać: Epilepsja? Depresja? Eutanazja? Hipochondria? Hipokryzja. Cafe Hipokryzja. Słońce świeciło pięknie i właściwie należałoby usiąść w ogródku, ale Krzyś nie cierpiał słońca.

Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny.

Główny bohater debiutanckiej powieści Bartosza Żurawieckiego Trzech panów w łóżku (2005) – Adam – właśnie znalazł się na życiowym rozdrożu. Stracił pracę i wdał się w intensywny romans, który przybrał kształt ménage á trois. Niestety, pierwszy żar przygasa i romans zaczyna przygasać. Na domiar złego do mieszkania partnerów Adama ma się wprowadzić siostra jednego z nich, co nie wróży dobrze ani stabilności związku, ani sprawie „własnego kąta” w ich mieszkaniu. Adam spotyka się zatem ze swym przyjacielem, malkontentem Krzysiem, by się zwierzyć ze swych wątpliwości. Spotykają się w Cafe Hipokryzja, która rzeczywiście do niedawna funkcjonowała w Poznaniu przy ul. Wronieckiej, niedaleko Starego Rynku. Autor twierdzi, że nigdy w niej nie był, a po prostu spodobała mu się nazwa.
Bartosz Żurawiecki jest poznaniakiem z urodzenia. Tu kończył liceum i tutaj na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza studiował kulturoznawstwo (specjalizacja filmowa i teatralna). Współpracował z poznańskim dwutygodnikiem literackim, nieodżałowanej pamięci „Nowym Nurtem”, a także zajmował się kulturą w poznańskim oddziale „Gazety Wyborczej” (w latach 1998-2000). Niestety, wyprowadził się z Poznania – do Warszawy. Żurawiecki to – jak czytamy na okładce jego powieści – „z zawodu krytyk filmowy, a z zamiłowania domator nihilista”. I o ile to drugie nie jest łatwo sprawdzić, na potwierdzenie pierwszego znajdujemy wiele dowodów: współpracował z miesięcznikiem „Film”, kanałem Kino Polska, I programem TVP, Canal+, „Przekrojem” i „Aktivistem”, a w 1996 r. otrzymał Nagrodę im. Krzysztofa Mętraka dla młodego krytyka filmowego. Opublikował wiele recenzji, szkiców w licznych pismach. Jest również współautorem książki zbiorowej Homofobia po polsku. Debiut powieściowy Żurawieckiego został przyjęty bardzo ciepło i przez czytelników, i krytyków. Powieść rozgrywa się między Poznaniem a Warszawą w środowisku gejów-inteligentów: czasami cynicznych, czasami ironicznych, rzadko romantycznych. Spotkali się w tej Cafe, której nazwy nigdy nie mógł zapamiętać: Epilepsja? Depresja? Eutanazja? Hipochondria? Hipokryzja. Cafe Hipokryzja. Słońce świeciło pięknie i właściwie należałoby usiąść w ogródku, ale Krzyś nie cierpiał słońca.
Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny To romans, w którym jest wszystko z wyjątkiem miłości (romantycznej). Jak celnie zauważa w swej recenzji Alessandro Amenta: „Pod maską gejowskiego harlequina ukrywa się kpina i manipulacja konwencjami literackimi, ze sporą dawką ironii i cynizmu przedstawia autor konstrukcje i dekonstrukcje tożsamościowe, rzuca subtelne i wyrafinowane spojrzenie na dynamiki społeczne, z inteligencją sugeruje nowe geometrie uczuciowo-erotyczne jako próbę przekroczenia tradycyjnych paradygmatów i kulturowych wyobrażeń o miłości”.
W 2006 roku wyszła kolejna książka Żurawickiego Erotica alla polacca. Nowele dramatyczne, zbiór trzech opowiadań, które przypominają sztuki dramatyczne, natomiast w 2007 r. Ja czyli 66 moich miłości.

Błażej Warkocki

no images were found

Wroniecka Hipokryzja
Cafe Hipokryzja znajdowała się do niedawna przy ul. Wronieckiej – jednej z uliczek poznańskiej dawnej dzielnicy żydowskiej. Nie wiadomo co kierowało właścicielem gdy nadawał jej taką właśnie nazwę, ale gdy czytamy o stosunku poznaniaków do ich żydowskich współmieszkańców, to słowo „hipokryzja” jest jednym z tych, które najlepiej oddają istotę tych relacji.
Pierwsi Żydzi przybyli do Poznania w XIII, uciekając przed prześladowaniami w zachodniej Europie, a zwłaszcza w Niemczech. Wyznaczono dla nich obszar miasta, na którym mogli się osiedlać – pierwotnie była to ul. Sukiennicza (obecna Żydowska), potem zezwolono im zamieszkiwać także na sąsiadujących uliczkach: Mokrej, Stawnej, Kramarskiej i Wronieckiej. Przybyszom przyznano autonomię, która wiązała się z prawem sądzenia członków gminy, ale nie nadano im praw miejskich, co wyłączało ich z miejskiej społeczności.
Między chrześcijanami i Żydami wciąż istniał antagonizm, podsycany z reguły przez silniejszą stronę chrześcijańską. Nietolerancji sprzyjały opowieści o groźnych rytuałach czy oskarżenia o bezbożność i profanację świętości, z których najważniejszą była legenda o trzech hostiach, szerzej przedstawiona przy hasłach o Daneckim i Hoffmanie. Oprócz zatruwania studni, sprowadzania morowego powietrza, Żydom zarzucano także wywoływanie pożarów. Po pożarze z 1536 r. władze miejskie chciały wygnać ich z miasta, ale skończyło się na ograniczeniu obszaru żydowskiego getta. Przywoływana często w literaturze bieda i brud panujące w dzielnicach żydowskich nie wynikały wcale ze jakiejś szczególnej predestynacji Żydów do bałaganu, ale z niezwykle trudnych warunków życia i administracyjnego zablokowania możliwości osiedlania, co sprawiało, że ich dzielnica była bardzo przeludniona w stosunku do innych rejonów miasta. Poznańscy Żydzi wystąpili do króla z prośbą o wskazanie dodatkowego ternu, na którym mogliby się osiedlić, co wywołało petycje rady miejskiej, która poza pożarami, truciem, zarzuciła Żydom także dwulicowość, powodowanie drożyzny w mieście, łamanie umów oraz pogarszanie sytuacji poznańskich kupców – miejscy rajcy określili swoich współmieszkańców wyznania mojżeszowego mianem okrutnego zwierza, żydowskiej szarańczy, która pożera kwiat miasta. Przy takiej postawie władz nie dziwi, że często dochodziło do tumultów i rozruchów, wiążących się z niszczeniem żydowskich sklepów…
Sytuacja ludności żydowskiej poprawiła się, gdy Poznań znalazł się w zaborze pruskim. Gminy żydowskie pozbawione zostały autonomii, ale włączono Żydów w system normalnych praw miejskich. Po wielkim pożarze dzielnicy żydowskiej w 1803 r. zezwolono im na osiedlanie się poza wytyczoną dzielnicą. W 1805 r. pierwszy Żyd stał się właścicielem działki przy Starym Rynku, a pod koniec XIX wieku do nich należała już większość kamienic przyrynkowych.
Postawa władz pruskich spowodowała, ze Żydzi poznańscy gremialnie opowiadali się za państwem niemieckim, które nadało im równe prawa i pozwoliło funkcjonować jako równoprawnym obywatelom miasta, czego nie uzyskali przez wieki funkcjonowania w Rzeczypospolitej. Dzięki otwarciu miasta na tą część mieszkańców Poznań zyskał takich dobroczyńców, jak Kronthal, Kantorowicz, Petersdorf, Loevy, Master, Simon czy Alport. Czas już najwyższy by skończyć z wielowiekową hipokryzją i zacząć ukazywać Poznań, jako miasto, w którym ścierały się i które kształtowały trzy żywioły: polski, niemiecki i żydowski.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *