Bogusława Latawiec – Ulica Różana

194-boguslawa-latawiec-ulica-rozanaur. 1939

Dom z Figurą jest świeżo odnowiony, a wnęka ze świętym Jerzym znajduje się znacznie niżej, niż myślałam. Święty ma na sobie lśniącą zbroję i trzyma w dłoniach włócznię. Pod stopą obutą w wysoko sznurowany sandał – głowa przebitego smoka. […] Przez te wszystkie lata dźwigałam w pamięci ślad, miejsce po Figurze. […] Ulica Różana zatacza szeroki łuk po skarpie. W tym miejscu zaczynałam biec, równo w połowie drogi, kiedy za zakrętem na wzniesieniu pojawiał się dach szkoły. Po lewej stronie mijałam jeszcze sklepik z papierem, tu zazwyczaj zwalniałam, bo na wystawie leżały kolorowe obrazki, nalepianki.
Wielki, zajmujący całe wzgórze, pruski gmach, pełen chłodu. Moja klasa była najpiękniejsza w całej szkole, z owalnymi oknami z jednej strony, a kolumnami z drugiej. Stały między nimi akwaria. Ryby, świetlne refleksy przepływały między ławkami, wplatając się w karty podręczników. […]
Chciałam wejść jedynie na boisko, ale teraz nie umiem się już cofnąć. Uchylam bramę wolno, jak najwolniej. Jest ciężka, okuta czarnym metalem. Otwieram ją bezszelestnie. Poręcz nad schodami też jest metalowa (zapomniałam o tym).

Gęstwina

Bogusława Latawiec jest archeologiem pamięci, szperaczką we wspomnieniach i w miejskich zaułkach. W powieści Kochana Maryniuchna, stworzonej na kanwie odnalezionych listów dziadków z okresu I wojny światowej, przekazów rodzinnych i materiałów prasowych, zbudowała obraz „poznańskiego fyrtla”, ulic i kamienic, z lat 1914-1915. Język powieści obfituje w archaizmy i zawiera elementy gwary wielkopolskiej. Dziadek Bogusławy Latawiec napisał w liście do żony 10 sierpnia 1914 r.: „Moja najukochańsza Maryniuchno i najmilsze moje dziatki” i ta apostrofa tak rozczuliła Bogusławę Latawiec, że posłużyła jej za tytuł książki. Opisuje w niej czasy, gdy po wódkę szło się na Stary Rynek, czytało się „Wielkopolanina”, na tramwaj mówiono „elektryjka”, a zdjęcie prababci w stroju bamberskim można było wywołać w zakładzie K. Ignatowicza. Bogusława Latawiec podąża w Kochanej Maryniuchnie szlakami, jakie dyktują jej listy dziadków i zdjęcia: „Zaczęło się od ulicy, przy której dziadkowie mieszkali od ślubu aż do roku 1927. […] to były Jeżyce, gdzieś blisko Rynku, Ogrodu Zoologicznego i niezbyt daleko od Moltkego (dzisiaj ul. Staszica)”. Zastanawia się, czy w Poznaniu opisywano wtedy ulice i po polsku, i po niemiecku, rozszyfrowuje nazwy, odszukuje miejsca obciążone pamięcią: „Minęłam numer 46, 48, wyraźnie już słyszałam głośne tętno Rynku Jeżyckiego, szum aut na wąskiej, ale ruchliwej przecznicy Kraszewskiego i nagle jeszcze z daleka, po drugiej stronie jezdni, na samym rogu, zobaczyłam trzypiętrową, niską, jak na tutejsze wysokości, popielato tynkowaną kamienicę”.
Wracają obrazy znane z listów dziadków, Latawiec zbiera ich tajemnice i tajemnice Poznania, szuka znaków, doznaje olśnień. Bogusława Latawiec to poetka (jej wiersze tłumaczono na: angielski, francuski, grecki, niemiecki, rosyjski, węgierski, estoński), prozaiczka, krytyczka literacka, redaktorka, nauczycielka języka polskiego. Córka Janiny Wypiśniakówny i Czesława Latawca, nauczyciela-pasjonata (np. na tajnych kompletach, w Państwowym Gimnazjum św. Marii Magdaleny, w III LO, VII LO). W książkach Bogusławy Latawiec, m.in. Nie widziałam tak długiej chorągwi, czy w Ciemni, pojawia się postać ojca. Stał się on też pierwowzorem cudownego polonisty, profesora Dmuchawca z cyklu powieści Małgorzaty Musierowicz. W 1961 r. Bogusława Latawiec ukończyła studia polonistyczne na UAM. W latach 1974-1982 pracowała w redakcji miesięcznika „Nurt”, w latach osiemdziesiątych prowadziła w Poznaniu gazetę mówioną „Struktury III”, od 1991 r. do 2003 r. była redaktorką naczelną miesięcznika „Arkusz”. Laureatka Nagrody „Ugrupowania 66” im. Tadeusza Peipera za tomik Całe drzewo zdania, nagrody PEN Clubu za całokształt twórczości poetyckiej, Nagrody im. Józefa Łukaszewicza „Posnaniana 2003” za Kochaną Maryniuchnę. Autorka powieści Nie widziałam tak długiej chorągwi (1965), tomu opowiadań Solarium (1969), powieści Ogród rozkoszy ziemskich (1976), opowiadań Pusta szkoła (1987), powieści Ciemnia, zbioru Gęstwina (2001). Jako poetka debiutowała tomikiem Otwierają się rzeki (1965). Później pojawiły się: Całe drzewo zdania (1970), Przestrzenie (1975), Z żywych jeszcze źrenic (1981), Powidok. Wiersze z lat 1980-1991 (1992), Razem tu koncertujemy (1999). Piotr Łuszczykiewicz pisze: „Uwodzi ją urok jasnego mówienia o otaczającym świecie, raz po raz pociąga ją chęć operowania słowem przejrzystym i potocznym”.
W wierszu Miasto z tomu Całe drzewo zdania elementy miasta Bogusława Latawiec przekłada na drogą osobę. „Tego miasta założonego w tobie / niczym gniazdo / szukam”. W Pytaniu pisała: „między tobą a dłońmi mymi / zdążę złożyć / (plantacje dachów / stąd jak jeziora białych zwierząt świecą / park zarosły wilgocią / ciężki / z drzewem każdym jak miasto)”. Takie opisy zdają się mieć korzenie u Juliana Przybosia. To miasto biegnie w mieszkających w nim ludziach.

Joanna Roszak

 

Ulica Różana

Przewodniki informują, że ul. Różana zawdzięcza nazwę znajdującemu się tu niegdyś różanemu ogrodowi Otto Sterna. Sugerować by to mogło, że pan Stern był ogrodnikiem specjalizującym się w hodowli pięknie pachnących kwiatów. W rzeczywistości jednak „różany ogród” to „Rosengarten” – jeden z licznych wtedy ogródków rozrywkowych (znajdujący się przy obecnej Górnej Wildzie, między Żupańskiego a Chwiałkowskiego), w którym na początku XX w. bawili się wyłącznie wyżsi urzędnicy niemieccy. Właścicielem tego kompleksu gastronomicznego był Otto Stern, który w wyniku nieudanego tłumaczenia zapamiętany został jako hodowca róż.
Szkoła przy tej ulicy, do której spieszyła poetka, wzniesiona została w latach 1913-1915, a jej projekt udanie łączy swobodne malownicze rozwiązanie szczytu budynku i przybudówek z symetrycznym układem głównego skrzydła. Warto zwrócić uwagę na wykusz na pierwszym piętrze, gdzie znajdują się płaskorzeźby przedstawiające postaci z bajek: Czerwonego Kapturka, Jasia i Małgosię oraz Kopciuszka.
Uczniem tej szkoły był także Zbigniew Zakrzewski, który wspominał w książce Ulicami mojego Poznania: „Okna naszej klasy wychodziły na Różaną. Na dziedzińcu szkolnym i w okalających go podcieniach toczyliśmy zażarte boje piłkarskie małą piłką gumową lub szmacianką”. Futbolowe zmagania chłopców dziewczęta śledzić mogły z wychodzących ku boisku podcieni, ale z chłopcami zbyt wielu kontaktów nie miały, gdyż budynek był podzielony i dziewczęta wchodziły wejściem przy narożniku ul. Różanej i Niedziałkowskiego, a chłopcy przez wejście w przeciwległym końcu budynku.
Poetka wspomina o figurze świętego Jerzego znajdującej się w ediculi wspartej na jońskiej kolumnie, stanowiącej ozdobę domu przy zbiegu ulic Różanej i Żupańskiego. Uzbrojony w włócznię i miecz, uskrzydlony rycerz zabijający smoka to jednak nie św. Jerzy, a św. Michał Archanioł. Rzeźbę zakupił zaś na wystawie światowej w Paryżu w 1900 r. ówczesny właściciel domu – Michał Bayerlein.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *