Eugeniusz Morski – Chwaliszewo

222-eugeniusz-morski-chwaliszewo1909-1975

Stado gołębi spływa siwych
z karniszów średniowiecznych mansard,
oksydowana lśni patyna
architekturą renesansu.
Rynek i Ratusz, rusztowania –
niedawnej sławy żywy pomnik,
znów orzeł wzbił się nad Poznaniem
w zdobywczej sławie żywych wspomnień.

Pamiętam Poznań – miasto kupców
i piwiarń, gdzie grywano w bilard,
gdzie neonowy wznosząc uśmiech
sfinks Haberbuscha lśnił i Schiela.
Bazar i Adria, Esplanada,
kobiety – białe ćmy w jedwabiach,
kelnerskie fraki i obiady,
dzwoniący kiesą dziedzic-hrabia. […]
I Tum prastary, co purpurę,
fioletów blask przywdziewał,
aby tym bardziej patrzeć z góry
na szarą czeladź Chwaliszewa. […]
Lata, nazwiska, prezydenci,
Fort VII, Niemcy, bolszewicy,
Reichstagu brawurowe wzięcie,
Greisera cień na szubienicy. […]

Moje miasto

Eugeniusz Morski urodził się 27 sierpnia 1909 r. w Petersburgu, jako syn inżyniera kolejowego, ale dzieciństwo spędził w majątku dziadka – lekarza, niedaleko Smoleńska. Tam zastała go rewolucja październikowa, w jego biogramach z okresu PRL wskazywana jako najważniejsze zdarzenie, które od dzieciństwa ukształtowało jego poglądy i zdeterminowało życie oraz twórczość. Konsekwencją rewolucji było opuszczenie przez rodzinę Morskiego Smoleńszczyzny, która znalazła się w ZSRR i, po krótkim pobycie w Wilnie, osiedlenie się w Poznaniu. Tu studiował w Państwowej Wyższej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki (1930-1934), działając równocześnie w Akademickim Kole Miłośników Sztuki „Promethidion” oraz współzakładając Klub Poetów „Prom” (1932-1939). Józef Ratajczak pisał, że „nie wychodził poza ogólnikowe sformułowania i ciągotki w kierunku modnej naówczas poezji Norwida, o czym świadczyć może sama nazwa, będąca skrótem od Promethidion. Program ten głosił krzykliwie bałwochwalczy kult piękna, bezinteresownego >>oddania się światu, tragicznego donkichotowskiego<< heroizmu, dobrej woli i czystości intencji każdego ludzkiego czynu”. W ukazującym się nieregularnie piśmie „Prom” debiutował w 1932 r. wierszami: Czekam, Zazdrość i Mur. W tymże roku został członkiem Związku Zawodowego Literatów Polskich, a jego poezję drukowały przed wojną także „Wiadomości Literackie” i „Skamander”.
Krótko przed wybuchem wojny wyjechał do Wilna, w którym pozostał po wkroczeniu do niego Armii Czerwonej. Zaczął pisać po rosyjsku, współpracował z teatrzykiem literackim, a w „Prawdzie Wileńskiej” publikował przekłady poezji radzieckiej. Po wkroczeniu Niemców wyjechał do Warszawy, gdzie pracował jako szewc, a po aresztowaniu w 1943 r. przez gestapo, więziony był przez kilka miesięcy na Pawiaku.
W 1947 r. powrócił do Poznania, gdzie pracował w Polskim Radiu oraz w „Świecie” – dodatku literackim do „Głosu Wielkopolskiego”. Zaangażował się w nowy ustrój, czego wyrazem było wstąpienie w 1948 r. do Polskiej Partii Robotniczej. W 1958 r. Morski wraz ze starymi „Promowcami” (Edwinem Herbertem i Zygmuntem Psarskim) oraz młodszymi o prawie pokolenie Bogusławem Kogutem i Stanisławem Kamińskim powołali „Nowy Prom”, którego manifestem był artykuł Koguta Pan Poeta, czyli rozmowy na Nowym Promie ogłoszony w 30 numerze „Tygodnika Zachodniego”. W artykule programowym stwierdzali, że społeczna rola poezji się wyczerpała i potrafi tylko „rezonować i trzymać fason”. Poezja znalazła się w tyle za innymi sztukami pięknymi ze względu na specyfikę konwencji poetyckiej ograniczającej jej nowatorstwo, a Przybosiowy pomysł na opisanie świata poprzez wiersz jest niemożliwy do zrealizowania, bo rozwój techniki czyni poezję bezużyteczną. Zapewne dlatego po opublikowaniu jedynej kolumny poezji grupa nie podjęła żadnej innej aktywności.
Eugeniusz Morski związany był nadal z poznańskim „Głosem Wielkopolskim”, kierując od 1960 r. jego biurem ogłoszeń. Poza tomikami poezji: Magnolie (1932), Ryże bogi (1938), Słońce na talerzu (1958), Kręgi pajęczyn (1967), Żona na raty (1970), Uroda świata (1976), napisał kilka książek dla dzieci: Skrzydlaty świat (1946), Przygody Janka Sobiepana (1947), W pogoni za Czarnym Karłem (1957), O Drapusiu, co był skory na muchomory (1960), tłumaczył z rosyjskiego Puszkina, Lermontowa, Jesienina, Błoka, Majakowskiego i Wozniesienskiego, a także radzieckie sztuki wystawiane w wielkopolskich teatrach: W. Wiszniewskiego, Pierwsza konna (Teatr Polski w Poznaniu, 1962) oraz A. Łunaczarskiego, Don Kichot wyzwolony (Teatr w Gnieźnie, 1970).

Paweł Cieliczko
Joanna Roszak

no images were found

Chwaliszewo

Chwaliszewo było silnym ośrodkiem rzemieślniczym już średniowieczu, stąd szarych czeladników zawsze było tam wielu. Powstało ono na wyspie – Grobli Kapitulnej, połączonej przeprawą mostową z Ostrowem Tumskim. Lokował je w 1444 r. król Władysław Warneńczyk i od początku było własnością kapituły poznańskiej, choć nazwa wywodzona jest od władającego nim w przeszłości rodu Chwaliszewskich.
Już w XIV w. działało tu 13 cechów rzemieślniczych, a na św. Piotra i Pawła oraz na św. Michała organizowano duże jarmarki. Miasteczko posiadało dwa kościoły – św. Wawrzyńca oraz św. Barbary, przy którym znajdował się szpital dla ubogich. W XVII wieku na Chwaliszewie osiedlili się Ormianie, Grecy oraz Włosi, których pobyt zapisany został w nazwie zamieszkiwanej przez nich uliczki – Wenecjańskiej.
Z Chwaliszewem wiążą się liczne, ważne zdarzenia z dziejów Poznania. Z katedry na Ostrowie Tumskim, przez Chwaliszewo i ul. Wielką, na Stary Rynek, do zamku na Górze Przemysława wiódł trakt królewski, którym podążały orszaki kolejnych władców. Największym testem wytrzymałości dla mostu Chwaliszewskiego był kilkudniowy przemarsz armii Napoleona ciągnącej na Moskwę. Na wysokości ul. Wenecjańskiej doszło w 1843 r. do awarii powozu wiozącego cara Mikołaja I, zwanego „żandarmem Europy”, co dało asumpt do spekulacji o zamachu na cara. Tu wreszcie, w pruskiej zasadzce, rozbity został w 1846 r. oddział powstańców z Kórnika, który chciał opanować Cytadelę.
Pomimo że Chwaliszewo rywalizowało z Poznaniem i było dla niego niewygodną konkurencją, to istniały pola zgodnej koegzystencji. Od XVI w. posiadało własną szubienicę, ale wyroki wykonywał poznański kat, który mieszkał przy pobliskiej ul. Woźnej, za co Chwaliszewo płaciło mu ryczałtem 12 groszy rocznie. Niechlubną kartę stanowi fakt, że tutaj właśnie podpalono pierwszy w Polsce stos, na którym spłonęła czarownica.
Położone na regularnie zalewanej wyspie Chwaliszewo chroniło się sukcesywnie podnosząc wały, jednak po wielkich powodziach w 1888 i 1899 r. przyjęto plan skierowania głównego biegu Warty między Chwaliszewo i Ostrów Tumski. Dokonano tego dopiero w 1968 r., przy okazji budowy tzw. Trasy Chwaliszewskiej, która przecięła Stare Miasto oraz rozpołowiła Ostrów Tumski. W konsekwencji zasypano koryto Warty i rozebrano najważniejszą przez wieki poznańską przeprawę – most Chwaliszewski. Ta przebudowa oraz zniszczenie w czasie walk o Poznań 90% zabudowy przypieczętowały upadek tego założenia urbanistycznego. Szansa na powrót do świetności rysuje się dopiero teraz dzięki ustanowieniu Traktu Królewsko-Cesarskiego i rewitalizacji tego rejonu.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *