Gabriela Zapolska – Ulica Młyńska

400-gabriela-zapolska-ulica-mlynska1857-1921

Poznań, XI 1886

Szanowny Panie!
[…] Chcę zawsze pracować u Pana, bo „Przegląd” [Tygodniowy] to dobra i stara firma, zawsze jak mur stać będzie. […] Jeśli można, proszę o natychmiastową wysyłkę pieniędzy, posłużą mi na wykupienie futra na zimę. Czekam listu i łączę wyrazy szczerego szacunku i poważania.

G. Zapolska

Zechciej Pan kazać mi wysłać numer „Kaśki” od 1 września i nadsyłać mi dalej „Przegląd” pod adresem: G. Z., art. dram., Teatr Polski. Adres mój dla listu: Poznań, ul. Dolna Młyńska, nr 6.

List do Adama Wiślickiego

„Przegląd Tygodniowy Życia Społecznego, Literatury i Sztuk Pięknych” wychodził w Warszawie od 1866 r., a jego redaktorem był Adam Wiślicki. Misją tygodnika, było propagowanie postępowych idei oraz wtajemniczanie czytelników w arkana nauki i literatury, raz w miesiącu do gazety dołączano powieść lub książkę popularnonaukową, a trzy razy w roku – zeszyt Popularnej Encyklopedii Powszechnej. Zapolska, która w nim publikowała, zwraca się w liście do redaktora „Przeglądu Tygodniowego” o niezwłoczną wysyłkę pieniędzy, bo potrzebuje ich by kupić futro na nadchodzące zimowe dni w Poznaniu.
Życiorys Marii Gabrieli Korwin-Piotrowskiej (bo tak nazywała się pisarka) obfituje w burzliwe wydarzenia, polemiki, skandale i skandaliki, sprzeczki, utarczki, związki i rozstania. Temperamentna, kłótliwa, prowokatorska pisarka zapewne wyznawała zasadę, że nieważne jak, byle o niej mówili. Jej ojciec był ziemianinem i chciał zostać zakonnikiem, lecz zakochał się i pobrał z primabaleriną baletu Opery Warszawskiej – Marią z Karskich. Rodzina przymusiła pisarkę do zawarcia w 1876 r. małżeństwa z porucznikiem gwardii carskiej Konstantym Śnieżko-Błockim herbu Leliwa, ale nikt nie mógł sprawić by stała się przykładną żoną i męża porzuciła, a małżeństwo unieważniono w 1888 r. Decyzja o rozpoczęciu kariery aktorskiej, definitywnie skłóciła Gabrielę z rodziną i wykluczyło ją ze świata ziemian, gdyż aktorstwo uważano wówczas za zajęcie pokrewne prostytucji. Wkrótce nawiązała romans z M. Gawalewiczem, pisarzem kierującym amatorski teatr, w którym występowała. Zaszła z nim w ciążę i aby nie powiększać skandalu wyjechała urodzić w Wiedniu, dziecko jednak umarło, kochanek odszedł, a niedoszła matka wpadła w depresje. Nie wróciła do Warszawy, lecz zaczęła występować w ogródkowych teatrzykach Krakowa, potem teatrach Krakowa, Poznania, Lwowa, Lublina i Petersburga. W 1889 r. wyjechała do Paryża, gdzie . W 1889 r. wyjechała do Paryża, gdzie kształciła się w najlepszej szkole aktorskiej i występowała na renomowanych scenach – Théâtre Libre oraz Théâtre de l’Oeuvre.
Pisać zaczęła w 1881 r., by zdobyć środki niezbędne do utrzymania. Pierwszym ważnym utworem była Małaszka (1883), która oburzyła ziemiańskich czytelników opisem miłości dziedzica do ukraińskiej chłopki. Mieszczanie byli zbulwersowani treścią Kaśki Kariatydy (1885-86), opisującej wykorzystywanie młodej dziewczyny, która przybyła na służbę do miasta. Największym skandalem stało się jednak Przedpiekle (1889), w którym opisała więzienne metody wychowania dziewcząt stosowane na pensjach, które prowadzą do złamania ich charakterów i erotycznych histerii. Piekło kobiet wykorzystywanych przez mężczyzn i ponoszących pełnię winy za ich grzechy opisała w Menażerii ludzkiej (1893), gdzie w serii literackich obrazków przedstawiła typy kobiece – Oślica, Kundel, Małpa, Papuzia, czy Żabusia. Ostatnie z opowiadań dało tytuł jednemu z najpopularniejszych dramatów Zapolskiej, którego bohaterka zachowująca się jak trzpiotka, perfidnie zdradza męża, ten jednak udaje, że tego nie widzi, podobnie jak reszta mieszczańskiej rodziny, która w ten sposób sankcjonuje moralne zepsucie dziewczyny i sankcjonuje jej występny tryb życie. Prawdziwym sukcesem okazała się dopiero Moralność pani Dulskiej (1906), dzięki uzyskanym dochodom Zapolska nabyła z drugim mężem – malarzem Janowskim – wille we Lwowie. Wkrótce jednak wdała się w romans i drugie małżeństwo także się rozpadło. Zmarła we Lwowie 17 grudnia 1921 r. – samotna i schorowana, pochowano ją na koszt miasta, na Cmentarzu Łyczakowskim.
W Poznaniu Zapolska występowała przez dwa sezony 1885/86 i 1886/87, gdy dyrektorem teatru był Ludwik Siedlecki. Swą opinię o mieście nad Wartą wyraziła – podobnie jak Emil Zegadłowicz – dopiero gdy je opuszczała. Na łamach „Przeglądu Tygodniowego” opublikowała paszkwil zatytułowany Jeden dzień w Poznaniu (kartka z dziennika podróżnika), w którym opisała miasto z perspektywy podróżnika, który przez kilkanaście godzin snuje się po jego brudnych, smutnych i niebezpiecznych ulicach. Ludźmi dominującymi w pejzażu budzącego przerażenie Poznania, są pijacy – „Wódka tu jest tak tania, że za dwadzieścia groszy dorosły człowiek zupełnie upić się może. Piją też wszyscy, piją na śmierć, bijąc się pod płotem, kalecząc i mordując wzajemnie. […] Małe dzieci kradną pieniądze rodzicom, aby potem taczać się bez przytomności po ulicach. Kobiety, przeważnie żony rzemieślników, siedzą w knajpie pijąc ‘schnitty’ piwa i kieliszki koniaku”. Staropolska gościnność została w tym mieście całkowicie wyparta przez życie knajpiane, a efektem jest kompletna demoralizacja mieszkańców. W kilkustronicowym raporcie z miasta zbrodni i zwyrodnienia dowiadujemy się o dziewięciu zabójstwach, a świadkiem kolejnego jesteśmy. Moralna degrengolada przekłada się oczywiście na także na postawy obywatelskie, „niemiecka mowa” powszechnie zastępuje polszczyznę, a przyczyn dobrowolnego germanizowania się poznaniaków autorka dopatruje się w ich dążeniu do poprawienia sobie życia, co najłatwiej uczynić współpracując z zaborcą.
Paweł Cieliczko
Sabina Semik

 

Ulica Młyńska

Na początku XIX wieku wytyczone zostały ulice odchodzące od obecnego Placu Cyryla Ratajskiego, dwie z nich nosiły miano Młyńska: ówczesna Górna Młyńska to obecna ul. Mielżyńskiego, natomiast Dolna Młyńska, przy której mieszkała Zapolska, dziś jest po prostu Młyńską. Nazwa pochodziła od znajdujących się, przy przepływającej tędy Bogdance, młynów wodnych. Szybko jednak zaczęła się zupełnie inaczej kojarzyć. Już na przełomie XVIII i XIX wieku zbudowane tu zostały budynki sądu i więzienia, i odtąd wymiar sprawiedliwości stał się znakiem rozpoznawczym tego rejonu miasta.
Znajdujący się obecnie przy ul. Młyńskiej budynek sądu jest jednym z najwspanialszych obiektów wzniesionych w mieście na początku XX wieku. Zbudowany został w latach 1905-1908 według projektu wybitnych berlińskich architektów Grüttera i Hirta za gigantyczną kwotę ponad miliona marek. Imponująca budowla w stylu baroku wilhelmińskiego składa się z pięciu skrzydeł, z czego dwa (od ul. Młyńskiej i ul. Nowowiejskiego) posiadają wspaniałe fasady. Wnętrze też prezentuje się doskonale: z wielkiego hollu szerokie schody prowadzą do skrzydeł bocznych, a w oknach znajdują się zdobne witraże. Przylegający do sądu budynek aresztu śledczego powstał w wyniku przebudowy starszych obiektów, której dokonano w latach 1974-1977 i jest obecnie ośmiokondygnacyjnym dwuskrzydłowym budynkiem, którego część północna obniża się charakterystycznymi tarasowymi uskokami.
Pisząc o poznańskim więziennictwie, warto wspomnieć, że zakładów karnych w Poznaniu mogło w ogóle nie być, gdyby zrealizowana została idea deputowanego na VI Sejm Prowincjonalny Wielkiego Księstwa Poznańskiego (marzec/kwiecień 1843), Heliodora hrabiego Skórzewskiego. Był on przeciwnikiem stosowania kary śmierci, a nawet osadzania w zakładach zamkniętych, i wystąpił z pomysłem, by skazanych z Poznańskiego deportować na zakupioną w tym celu odległą wyspę. Niestety, pomysł nie zyskał przychylności izby poselskiej i tak Wielkopolska została pozbawiona możliwości posiadania zamorskich koloni oraz wprowadzenia humanitarnych (podobnych jak zsyłanie skazanych Brytyjczyków do Australii) kar.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *