Hanna Malewska – Kamienica nr 55 na Starym Rynku

210-hanna-malewska-kamienica-nr-55(1911-1983)

Ale próżno usiłuję oddać słowem wrażenie, jakie robi portret zawieszony nad szafami starodruków w Bibliotece Kórnickiej. Doskonałości nieznanego pędzla nie zdołała tu zatrzeć patyna ciemniejących z wiekiem werniksów. Pomiędzy lichym Zygmuntem III a kimś, kto zapewne ma być Władysławem IV, napotykamy spojrzenie, od którego robi nam się nieswojo bez względu na to, czy wiemy mało, czy wiele o zniszczonym człowieku w czarnej peruce.

Panowie Leszczyńscy

Hanna Malewska w Wielkopolsce spędziła niespełna trzy lata (od końca 1955 do połowy 1957 r.), kiedy to ze względu na zawieszenie krakowskiego „Tygodnika Powszechnego” oraz „Znaku” przenieść się musiała do podpoznańskiego Kórnika. Pracowała tam w Bibliotece Kórnickiej, porządkując siedemnastowieczne miscellanea. Był to szczególnie trudny okres w życiu pisarki, której pensja była tak niewielka, że – jak wspominała Jadwiga Żylińska – jej jedynym pożywieniem była kasza jęczmienna gotowana na maszynce spirytusowej. Czas spędzony w Wielkopolsce wiąże się jednak z powstaniem najbardziej cenionych utworów pisarki: Listów staropolskich z epoki Wazów (1959) oraz Panów Leszczyńskich (1961).
W pierwszej książce prezentowała listy naszych staropolskich antenatów, wiążąc je komentarzem autorskim, wydobywającym niezwykłe piękno z minionej postaci świata. Skrajnie trudne warunki, w jakich przyszło jej wówczas pracować, traktowała jako w efekcie szczęśliwe zrządzenie losu: „Gdyby nie pomyślna, wbrew pozorom, okoliczność, że w tzw. minionym etapie nie wydawałam książek, nie zostałabym zapewne nigdy terminatorką archiwistyki. Być historykiem z wykształcenia i z zainteresowań, a być archiwistką, to całkiem nie to samo. I dotąd napełnia mnie satysfakcją, że w Archiwum Kórnickim – chyba najsympatyczniejszym, jakie istnieje – zrobiłam indeks miscellaneów XVII wieku: zajmujący pięć szuflad, a najmniej obawiający się krytyki płód mojego pióra. Zapamiętałam wówczas szereg, i to długi, listów nie wydanych, częściowo nie znanych historykom, a mających wcale nie papierową, lecz ludzką wymowę” – pisała autorka we wstępie.
Anna Głąb, autorka biografii pisarki (Ostryga i łaska. Rzecz o Hannie Malewskiej, 2009), pisze, że wielkopolski okres „był dla niej zaczerpnięciem oddechu, rekapitulacją i zbieraniem materiału, i wreszcie pisaniem do szuflady, co pociągało za sobą praktykowanie pisarstwa nawet w tak trudnych warunkach. Był to także […] czas >>czekania na dojrzałość<< poprzez uniezależnienie swojej twórczości od szkodliwych okoliczności”. Wtedy właśnie narodził się pomysł drugiej książki, związanej z Wielkopolską – powieści Panowie Leszczyńscy. Jej epilog – Spowiedź w Saint-Germain-des-Pres (1955) – opublikowany został jeszcze w czasie pobytu Malewskiej w Kórniku, a na samym jego początku pojawia się opis starego obrazu przedstawiającego Jana Kazimierza, któremu przez wiele tygodni przypatrywała się w archiwum kórnickiego zamku.
Hanna Malewska była założycielką i redaktorką katolickiego pisma „Znak” w latach 1946-1953 i potem 1956-1973. Jako katolicka autorka powieści historycznych była kontynuatorką działalności literackiej Zofii Kossak-Szczuckiej, jej powieści umykają jednak jednoznacznym kategoryzacjom. Badacze gatunku opisują je jako książki historiozoficzne, ironiczno-paraboliczne (Przemija postać świata, Opowieść o siedmiu mędrcach), historyczno-polemiczne (Panowie Leszczyńscy), apokryficzno-biograficzne (Apokryf rodzinny), a najczęściej za niemożliwe do ujęcia w klasyfikacjach i typowe dla swoistego genre’u Malewskiej.
Pisarka zadebiutowała nowelą Cabrera (1931), która zdobyła I nagrodę w konkursie „Żołnierza Polskiego” i opublikowana została na jego łamach. Za powieść Wiosna grecka (1933) otrzymała nagrodę w przedolimpijskim konkursie Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, z kolei Polska Akademia Literatury nagrodziła ją za Żelazną koronę (1936), opowiadającą o dziejach cesarza Karola V, ostatniego władcy, nad którego imperium słońce nie zachodziło i chciał w nim realizować ideały uniwersalizmu europejskiego. Tuż przed wojną przygotowała rozgrywającą się w XIII w. powieść o nigdy nie ukończonej budowie katedry w Beauvais – Kamienie wołać będą (1946). Po wojnie wydała zbiór opowiadań z przeszłości – Stanica. Opowieści rzymskie (1947). Ważniejszą książką były jednak Żniwa na sierpie. Powieść o Norwidzie (1947) – o człowieku, który przegrywa swoje życie, ale efekty jego działań i cierpień możemy obserwować i odczuwać do dziś. Podobny wydźwięk ma dwutomowa powieść Przemija postać świata (1954) – o cesarstwie Teodoryka, które uległo ostrogockim najeźdźcom. Bardziej „kameralny i ściszony” charakter ma zbiór opowiadań – Sir Tomasz Moore odmawia (1956), określany jako „rzecz o wierności”. Opowieść o siedmiu mędrcach (1959), traktuje o greckich myślicielach, którzy stworzyli podwaliny naszej kultury. Listy staropolskie z epoki Wazów (1959), Panowie Leszczyńscy (1961) oraz Apokryf rodzinny (1965) określić można mianem książek rehabilitujących genealogię narodową, nie wynoszą one naszych staropolskich przodków na cokoły, ale ukazują ich jako żywych ludzi podejmujących prawdziwe, życiowe decyzje. W jednym tomie wyszły dwie ostatnie książki Malewskiej: Labirynt (1970) oraz LLW, czyli Co się może wydarzyć jutro (1970). Pierwsza osnuta była wokół kręgu legend kreteńskich, druga była nieudaną próbą stworzenia powieści futurologicznej.
Miesięcznik „Znak” od 1946 r. redagowała wraz ze Stanisławem Stommą. Trzydzieści lat później Hanna Malewska z Antonim Gołubiewem wystosowali list otwarty, protestując przeciwko planowanym zmianom Konstytucji PRL, która sankcjonować miała po wsze czasy „przewodnią rolę partii” oraz „wieczne braterstwo ze Związkiem Radzieckim”. Stomma – poseł koła Znak – był jedynym parlamentarzystą, który tych zmian nie poparł. W tym samym roku Hanna Malewska podpisała apel do Sejmu PRL o powołanie komisji dla zbadania przebiegu wydarzeń w Radomiu i Ursusie oraz represji i metod stosowanych wobec strajkujących robotników i członków Komitetu Obrony Robotników. Od 1978 r. była członkiem Towarzystwa Kursów Naukowych.

Paweł Cieliczko

 

Kamienica nr 55 na Starym Rynku

Była już mowa w tym przewodniku o starorynkowej kamienicy, z której okna wypadł podobno król szwedzki, a daszek nad wejściem uratował go przed zderzeniem z poznańskim brukiem. Inna kamienica wiąże się z kolei z pobytem w Poznaniu polskiego króla o szwedzkim rodowodzie – Jana II Kazimierza. Gościł w niej przez kilka miesięcy na przełomie 1657 i 1658 r., a jego gospodarzem był Mikołaj Pinocci, zamożny krakowski kupiec prowadzący rozległe interesy, a zarazem krewny królewskiego sekretarza. Przywilej goszczenia monarchy nie wynikał jedynie z koneksji Włocha, ale także z godnego królewskiego majestatu wyposażenia kamienicy. Składała się ona wówczas z domu frontowego, połączonego drewnianymi gankami z domem tylnym. Zajmowana przez władcę izba stołowa miała jastrychową posadzkę „garncarskiej roboty”, do jej ogrzewania służył piec „modro-biały dzbanyszkowej formy w kwiaty”, a ściany ozdobione były gdańskimi tkaninami „z różnymi figurami”.
W czasie wojny kamienica została doszczętnie wypalona, odbudowano ją w stylu barokowym i dziś prezentuje się dość skromnie. W jej piwnicach i na parterze mieści się restauracja Ratuszowa. Można się tam przyjrzeć portretowi króla Jana Kazimierza, o którym pisała Hanna Malewska, a restauracyjne wnętrza są znacznie łatwiej dostępne niż dział starodruków w kórnickim archiwum.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *