Izabela Filipiak ur. 1961
Synagoga

078-izabela-filipiak-synagoga

Nie wyobrażam sobie chwili, kiedy zapytasz, co to jest, ten przysadzisty budynek z podłużnymi oknami, nie zaznaczony wcale na planie zabytków miasta. Chronię się przed tym wyobrażeniem. Nie wiem nawet, z którego wieku pochodzi. Nic o niej, tak naprawdę, nic o niej wciąż nie wiem, oprócz tego, że przestała być synagogą juz na początku wojny. Przestała nią być i wciąż nią nie jest. Jest tylko wstydem, miejscem, którego się nie widzi, od którego odwraca się oczy. […] Z okna autobusu, który wiezie nas na jakiś spektakl, razem z innymi poetami, pisarzami, intelektualistami widać jasno oświetlony budynek. Zauważasz go, pytasz mnie, co to jest. Pływalnia miejska, odpowiadam. Nie powiem ci, że została przejęta w takim stanie po hitlerowcach […] Powiem ci […] że nie rozumiem mojego narodu, że to nie jest nędza, nędzą można wytłumaczyć rozbijanie posągów, żeby zrobić z nich drogę, kocie łby, droga bywa dla wielu sprawą życia, przetrwania, ale tutaj to jest sprawa luksusu, miejskiej łaźni, jakby można było w niej umyć własną duszę. Mówię, że napełnia mnie grozą, że ludzie, którzy niegdyś tam się modlili, również poszli do łaźni.

Korzenie

Korzenie z tomu Niebieska menażeria to opowiadanie wspomnieniowe, emigracyjne, intymne. Jest relacją z podróży do Polski. Bohaterka opowiada amerykańskiemu rozmówcy (przyjacielowi? narzeczonemu? kochankowi?) o swych związkach, wspomnieniach, animozjach dotyczących Polski. W centrum tej opowieści znajduje się ona – synagoga, która jest pływalnią. Opowiadanie jest enigmatyczne i nie precyzuje, w jakim to mieście. Ale my wiemy: w Poznaniu u zbiegu ul. Wronieckiej i Stawnej. Dla bohaterki to centralny punkt zbiorowego wstydu, ignorancji, prostackiego zbezczeszczenia. Braku pamięci. Zablokowania emocji. W ostatnim akapicie bohaterowie są z powrotem w Stanach: „Twoim rodzicom opowiadamy o wszystkim, co zobaczyliśmy podczas tamtej podróży. Pokazujemy zdjęcia z drogi, z muzeów, z barbakanów. O synagodze nie wspomnimy ani słowem. Nie chcemy im robić przykrości”.
Izabela Filipiak studiowała polonistykę w Gdańsku (napisała pracę magisterską o twórczości poety z Leszna – Stanisława Grochowiaka). W końcu XX w. wyjechała do Paryża i pozostała tam cały rok. Następnym etapem emigracji stały się Stany Zjednoczone (głównie Nowy Jork), gdzie została kolejne siedem lat. Potem powróciła do Polski, by w 2005 r. znowu wybrać emigrację. Filipiak współtworzyła „młodą” literaturę po demokratycznym przełomie 1989 r. Bywała również kojarzona z literaturą kobiecą i feministyczną. Przez pewien czas współpracowała z „bruLionem”. W 1992 r. wydała zbiór onirycznych opowiadań Śmierć i spirala. Trzy lata później na rynku wydawniczym pojawiła się jej głośna powieść Absolutna amnezja, którą Maria Janion określiła mianem „najlepszej powieści ostatnich 15 lat”. Następne w kolejności to: zbiór opowiadań Niebieska menażeria (1997) i Twórcze pisanie dla młodych panien (1999). Na początku nowego millennium Filipiak sięgnęła również po inne formy literackiego wyrazu. W 2002 r. wydała tom poetycki Madame Intuita, swoistą grę z Panem Cogito; rok później zbiór kontrkulturowych felietonów Kultura obrażonych, w kolejnym roku – cyberpunkową powieść Alma, a w następnym – obszerny romantyczny dramat Księga Em (oparty na kolejach życia i twórczości Marii Komornickiej). W 2006 r. ukazał się wybór nowych i starych opowiadań Magiczne oko, a 2007 r. przyniósł pracę akademicką – Maria Komornicka i przestrzenie odmienności.
Zwłaszcza z tej ostatniej pozycji wynikają szczególne literackie związki Filipiak z Poznaniem. Autorka rozprawia się tutaj z historycznoliterackim mitem „poznańskiej tajemnicy”, wysnutym z życiorysu modernistycznej poetki Marii Komornickiej. W największym skrócie – Filipiak dochodzi do wniosku, że słynna „płciowa przemiana” autorki Biesów wcale nie musiała mieć miejsca w poznańskim hotelu Bazar. Tym samym odbiera Poznaniowi jedną z najbardziej intrygujących tajemnic (a może wręcz odwrotnie – stawia tyle ważkich pytań, że literacka aura Poznania nie będzie już mogła bez Komornickiej istnieć?).
Filipiak wystosowała rodzaj listu otwartego do mieszkańców Poznania (drukowany w „Arkuszu” 1995, nr 6) w sprawie synagogi, gdzie stwierdza wprost, że ta kwestia „jest skandalem – w wymiarze historycznym i światowym”. I pyta: „Co robią intelektualiści? Uśmiechają się, są zażenowani, w końcu milkną”. Jak ci z autobusu. Jednak Filipiak nie wyłącza siebie poza nawias tej wspólnoty, przeciwnie, działa (pisząc), domaga się rozmów i rozwiązań: „Czy chcemy rozmawiać, czy tylko odwracamy się plecami, zakładamy pływackie okularki i odchodzimy z ręcznikiem przewieszonym przez ramię?”.

Błażej Warkocki

Synagoga

„Kiedy patrzę na Twój dom modlitwy, który nie jest teraz Twoim domem modlitwy – ogarnia mnie smutek, a nawet złość. Ale mam nadzieję, że będzie to znów Twój dom modlitwy, że znów zamieszkają tu dobro i pokój” – mówił w byłej poznańskiej synagodze 15 stycznia 2004 r. rabin Michael Schudrich.
Pierwsza synagoga w Poznaniu powstała w 1367 r. u zbiegu ulic Szewskiej i Dominikańskiej i datę tę przyjmuje się jako początek gminy żydowskiej w stolicy Wielkopolski. Przez blisko 500 lat powstało w dzielnicy żydowskiej około dwudziestu niewielkich bóżnic, które najczęściej lokalizowane były w kwartale ulic Żydowskiej, Mokrej i Wronieckiej – jak pochodząca z przełomu XV i XVI w. „stara synagoga”, wybudowana na początku XVII w. „nowa synagoga” czy „synagoga Nehemiasza” z 1735 r. Po wydaniu w 1848 r. ustawy nadającej Żydom pełnię praw obywatelskich w państwie pruskim powstały znacznie okazalsze budynki sakralne, jak Świątynia Stowarzyszenia Braci Gminy (1857) u zbiegu ulic Szewskiej i Dominikańskiej czy wzniesiona w stylu mauretańskim synagoga przy ul. Dominikańskiej 7 (1884). Obie – uszkodzone w wyniku działań wojennych – rozebrane zostały w 1947 r.
W 1902 r. podjęto decyzję o zbudowaniu świątyni odpowiadającej zamożności poznańskiej gminy żydowskiej. Po zakupie działek, wybraniu projektu konkursowego firmy Cremer und Wolffenstein i pięciu latach budowy w 1907 r. oddano do użytku wielką synagogę przy zbiegu ulic Stawnej, Żydowskiej, Wronieckiej i Małych Garbar. Ogromny wolnostojący gmach zbudowany na planie równoramiennego krzyża, kształtem przypominał romańską świątynię, a przykryty został kopułą nawiązującą raczej do stylu bizantyjskiego. Pomieścić mógł 1200 wiernych – po 600 w emporach przeznaczonych dla kobiet i mężczyzn. Bóżnica wzniesiona została za gigantyczną kwotę 1 miliona marek, a jej koszty pokryli przedstawiciele najbogatszych poznańskich rodzin pochodzenia żydowskiego.
W 1942 r. Niemcy dokonali gruntowanej przebudowy synagogi – zniszczyli wnętrza, zdjęli kopuły, uprościli bryłę i przekształcili ją w pływalnię. Od blisko siedemdziesięciu lat na utworzonej z synagogi pływalni miejskiej kąpią się Polacy i to zawstydza Izabelę Filipiak.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *