Jacek Durski ur. 1943
Muzeum Narodowe

070-jacek-durski-muzeum-narodoweW Poznaniu w Muzeum Narodowym zobaczyłem wielkie obrazy. Jak w bajce przechodziłem z sali do sali, ogłupiały od tego bogactwa. Ci malarze nie żyją, a żyją – zatłukło mi w głowie. Zemdlałem ojcu pod Holendrami.

Mariacka

Jacek Durski nie jest jedynym prozaikiem, który zachwycił się Muzeum Narodowym w Poznaniu. Filip Bajon pisał o nim: „Ulica Paderewskiego ucieka gwałtownie od Bazaru w stronę Starego Rynku. Jest szara. Po lewej stronie jest bardziej szara i jest to Muzeum. W Muzeum panuje zawsze cisza, a uliczny gwar odbija się o duże okienne szyby; nie słychać ulicy, lecz widać jej animację. Po prawej stronie stoi hotel Bazar. Stojące naprzeciw siebie budynki są jednakowo obojętne, ale ludzie, którzy z nich korzystają, zachowują się wobec nich podobnie – z pokorą lub nonszalancją. Pokora wobec Muzeum wypływa z majestatu sztuki, z przestrzenności i ciszy, w której każdy krok odbija się po wielokroć o świecące marmury, gdzie każdy obraz jest nie tylko zwykłym obrazem, lecz przede wszystkim obrazem wiszącym w Muzeum, a zatem jest częścią świątyni sztuki, a ta jako jedna z instytucji kultury ludzkiej nosi w sobie czołobitność nie jednego pokolenia, lecz tych wszystkich pokoleń zbieraczy i propagatorów sztuki, dla których wielkość kojarzy się z majestatem. Są ludzie, na których Muzeum nie robi wrażenia; zachowują się nonszalancko i pewnie, jakby miejsce to było czymś najnormalniejszym w świecie, a oni obyci i wszystko wiedzący mogą sobie na nieskrępowanie pozwolić; jednakże efekt osiągają akurat odwrotny […]”.
Podobnych ludzi prezentuje Jacek Durski w Mariackiej, podczas rozmowy pomiędzy poznańskim wujostwem, dotyczącej biblioteki, która sąsiaduje z Muzeum Narodowym – „Myślisz, że mądrzejesz, przechodząc codziennie obok Biblioteki Raczyńskich – atakuje wuja ciotka Jola, czerniąc świńskie rzęsy”.
Mariacka – uhonorowana w 1999 r. I nagrodą w Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Stanisława Grochowiaka – jest powieścią sui generis rozliczeniową, w której zawiązał się szczególny pakt autobiograficzny. Narrator Jacek na końcu powieści nie jest już dorastającym w zadżumionej atmosferze chłopcem, który przygotowuje się do Pierwszej Komunii, nie robi już modelu ogrodu Miczurina, nie opowiada już życiorysu Wasilewskiej. Jest autorem, który wydobył z siebie powieść: „Drży kamienica, chociaż nie tąpnęło w kopalni. Patrzę na napisaną Mariacką. Na wyjęty ze mnie świat. Mój świat z czarnymi dziurami, w których znika każda filozofia”. W tej nielinearnej opowieści Durski wyraźnie czerpie z gwary, języka potocznego, z językowego partykularza.
Henryk Waniek napisał o Mariackiej: „Pozornie wszystko dzieje się w głębi rodzinnego azylu. Ale wewnątrz olbrzymiego, mrocznego mieszkania schodzą się wszystkie sprawy świata: jego wielkości, małostki, wspaniałość i podłość. Bóg i grzech”. Krzysztof Kuczkowski poświęcił powieści wnikliwy szkic: „pod urodą >>snopisania<< i szaleństwem firmy portretowej Durski & Durski (Mariacka) rozciąga się jakiś trudno definiowalny, ale wyczuwany przez siódmą skórę obszar wypełniony oparami absurdu, dodajmy: absurdu, który sam siebie pęta, który epatuje swoją potencjalnością… i na niej poprzestaje. Niezwykle ekspresyjny język narracji podkreśla i uwyraźnia fobie, dziwactwa i bziki bohaterów, co w jakiś sposób stoi w sprzeczności ze statyką ich, typowo już powieściowej, obecności. Zostają one wywołane z pamięci po to, żeby zaistnieć w całej swojej naturalistyczno-groteskowej krasie, ale nie współtworzą akcji powieści, nie zyskują autonomii, nie powierza się im żadnych szczególnych funkcji. Poza jedną – gnębieniem niewinnego chłopca-narratora”. Zresztą oddajmy sprawiedliwość autorowi-narratorowi i powiedzmy, że nie do wszystkich bohaterów żywi uczucia, delikatnie mówiąc: niechętne. Już na początku powieści z sentymentem kreśli postać młodziutkiej służącej, Irki. Natomiast w zakończeniu Mariackiej wyznaje: >>Dlaczego kocham psychiatrę? I Wicka-aktora. Obu braci matki. Są tacy inni od całej rodziny. Od wszystkich. […]. Rozmawiają ze mną od środka do środka. […]<< Dziecko-narrator nie zna litości. Tak jakby potworność powieściowego czarnego charakteru, Eisengraebera, w jakiś sposób przeniosła się na ofiarę, jakby zaraziła ją amoralną ohydą. Stąd krwawa łaźnia, jaką w wyobraźni chłopiec raz po raz gotuje swojemu prześladowcy, jest odreagowaniem na podłą rzeczywistość, w której: >>Pijana matka i pijany Eisengraeber. […] Szamocą się pijani. Kopią w czerwonych betach<>snopisanie<< Durskiego jest pisarskim odwetem za lęki dzieciństwa. […] Stąd marzenie o ucieczce: >>Zabrałby mnie stąd któryś [z wujów]. Z tego kręgu matki. Kwadratu z Eisengraeberem. Weźcie do Poznania siostrzeńca. Z Katowic na Wildę< Jacek Durski urodził się w Poznaniu, ale przez większą część życia mieszkał na Śląsku. Pisarz, malarz, rzeźbiarz, grafik, często sam ilustruje swoje książki. Wydał m.in. prozę Wśród krzywych luster, powieść Rok, zbiory poetyckie Wiersze, Uderza ziemia. Jako artysta plastyk uczestniczył w około pięćdziesięciu wystawach indywidualnych w kraju i za granicą. W 1981 r. Kunstprogram zaliczył go do pierwszej dziesiątki awangardowych malarzy Europy Wschodniej. Współautor Prześwitu im. Strzemińskiego w Lublinie, autor płaskorzeźby Poznań 56 — Katowice 81 w Kałkowie.

Joanna Roszak

Muzeum Narodowe

To, co dziś znamy jako Muzeum Narodowe, łączy dwie tradycje naszego miasta – polską i niemiecką. Już w 1857 r. z inicjatywy Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk otwarto Muzeum Starożytności Polskich i Słowiańskich w Wielkim Księstwie Poznańskim, którego zbiory wydatnie zostały wzbogacone kolekcją malarstwa przekazaną instytucji przez Seweryna Mielżyńskiego. Ekspozycja, nosząca od 1882 r. nazwę Muzeum im. Mielżyńskich, funkcjonowała do 1939 r. w siedzibie PTPN. Wrażenia ze zwiedzania tego muzeum opisywał Stanisław Wyspiański.
Muzeum niemieckie powstało znacznie później, bo dopiero w 1894 r., jako Landesmuseum die Provinz Posen, a jego naczelnym zadaniem było prezentowanie osiągnięć kultury niemieckiej na ziemiach Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Dla właściwego zaprezentowania jego zbiorów w latach 1901-1903 wzniesiono gmach u zbiegu ul. Paderewskiego i Alei Marcinkowskiego, który uroczyście otworzył cesarz Wilhelm II w 1904 r. jako Kaiser Friedrich Museum. Budynek ten w 1919 r. został przejęty przez polską administrację Poznania i udostępniony zwiedzającym jako Muzeum Wielkopolskie. W czasie wojny zbiory uległy znacznemu uszczupleniu i wielu dzieł sztuki do dziś nie odzyskano. W 1945 r. ponownie otwarto Muzeum Wielkopolskie, które od 1950 r. funkcjonuje jako Muzeum Narodowe w Poznaniu. W 2001 r., po trwającej 25 lat budowie, udostępniono nowe skrzydło, w którym znajduje się Galeria Sztuki Polskiej, Galeria Sztuki Współczesnej, Galeria Plakatu i Designu oraz Gabinet Rycin.
Bohater Mariackiej zwiedzał jednak wyłącznie stary budynek i nic dziwnego, że oszołomił go on swoim bogactwem, inwentarz muzealny liczy bowiem ponad 300000 eksponatów. Zbiory prezentowane są tematycznie jako: Galeria Sztuki Starożytnej, Galeria Sztuki Średniowiecznej, Galeria Sztuki Polskiej od XVI do XVIII wieku, Galerie Malarstwa Obcego: kolekcja malarstwa hiszpańskiego baroku, kolekcja malarstwa holenderskiego oraz malarstwa flamandzkiego XVII wieku… i w tym miejscu zakończymy wyliczankę, by i czytelnikom także nie zakręciło się w głowie.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *