Janusz Przybysz – Ulica Masztalarska

280-janusz-przybysz-ulica-masztalarska1926-2001

Wielkanoc przychodzi z wielkim słońcem i niebem niebieskim bez choćby chmurki. Stefa nie marudzi więc w pierzynach, tylko szybko zrywa się i sztafiruje, w kapelusik od Wupperfeldów i majtasy się przebiera i już pędzi do kolejki pod kościół na Świętym Łazarzu na rezurekcję.
Pięknie jest i uroczyście, Wesoły nam dzień dziś nastał wszyscy śpiewają i Stefa oczywiście również, może ona weselić się po tej całej swojej mordędze na cudzym i obcym, tyle ma radości i czasu dla siebie, ile właśnie w niedzielę w kościele. Zaraz potem wypatruje na ulicy przed kościołem, ktoś znajomy musi przecież być, no i są znajome, koleżanki szkolne sprzed wojny, Wikcia z Półwiejskiej i Marycha z Masztalarskiej.
– Stefa, Stefa! – podziwia Wikcia – ależ ty elegancko wyglądasz, skąd ty taki kapelusik masz prześliczny?
– Jak baltendojczka wyglądasz – dodaje Marycha – to chyba najnowsza paryska moda! – a Marycha się zna, bo ma w domu przedwojenny żurnal.
– Ach, to kapelusik aż z Weissensteinu – mówi Stefa. – Fraupperfeld mi go ofiarowała w geszenku.

Eintopfkommando

Franek Dolas – bohater filmowej komedii – przypadkowym strzałem „rozpętał” II wojnę światową. Gdybym miała przyrównać humor tego filmu do jakiegoś utworu literackiego, powiedziałabym bez wahania: Janusz Przybysz. Jego powieść Eintopfkommando zaczyna się co prawda zupełnie inaczej – we wtorek, pod koniec lipca 1945 r., kiedy Bartuś, syn Blaszaków, który biegał na podwórku z łopatką, znalazł nogę. Janusz Przybysz buduje komizm i sytuacją, i językiem. Namawia swoich bohaterów na wspominki, tym samym przenosi do początków wojny.
Eintopf to popularna nazwa zupy – przygotowując ją, do garnka (Topf – po niemiecku garnek) wrzuca się wszystko, co jest pod ręką. W Eintopfkommando można oglądać Poznań także oczami Niemców. Rodzina Schwarz po bombardowaniach przeprowadza się z Kassel do Posen. Nie zmieni tu swojego zwyczaju, raz w tygodniu jeść będzie właśnie Eintopfsuppe. „Posen to czysto niemieckie i zdaje się dość ciekawe miasto, urodził się tam Paul von Hindenburg. […] wcale przyzwoite miasto, czysto, zielono wszędzie!” – mówi pani Schwarz. W swoim nowym mieszkaniu od razu powiesi portret führera.
Wielce zabawne są dialogi polsko-niemieckie: „Arbeit muschi bitsch gut organizjert! – odpowiadamy chórem. – Und tzo jestsche? – Jestsche gut szpecjalizijer – dodajemy pełną piersią, żeby go ucieszyć. – So – zgadza się z nami pan Schwabe. […] – Jawohl, Herr trojhendler Szwabe – meldujemy na dowód, że wszystko zrozumieliśmy, nawet to, tzo mufil pou polski”.
Barbara Pigłowska pisała w „Nowych Książkach” o Zapiskach Untermenscha, powieści, w której Janusz Przybysz podejmował podobną tematykę: „W powieści Przybysza o okupacji hitlerowskiej w Poznaniu narratorem jest kilkunastoletni chłopiec. Sprawia to, że obraz ówczesnej codzienności jawi się przez pryzmat naiwnego oglądu, a ponadto – że daleki jest od szablonowej heroicznej wojennej rzeczywistości […]. Upodobanie do demitologizacji – to swoista cecha tej prozy decydująca o jej klimacie. Szczególną atmosferę nadaje Zapiskom narracja nasycona dowcipem i humorem, pełna satyrycznej ekspresji. Ostrze satyry godzi tu przede wszystkim w niemieckie postawy światopoglądowe i wzorce zachowań. Przybysz rezygnując z tak często nadużywanego przez naszą literaturę stereotypu okrutnego, >>demonicznego<< okupanta, obnaża ciasnotę horyzontów umysłowych, małość i bufonadę Niemców […]. Przedstawiona w książce rzeczywistość okupacyjna – ma w doznaniu czytelniczym siłę autentyku”.
Janusz Przybysz urodził się 31 maja 1926 r. w Poznaniu, jako syn urzędnika kolejowego – Stefana oraz Marty z domu Mittelstaedt. W czasie wojny pracował w prowianturze wojskowej w Poznaniu, brał udział w walkach o Cytadelę, potem skończył liceum im. Marcinkowskiego oraz prawo na Uniwersytecie Poznańskim. Pracował w Banku Inwestycyjnym, a później w latach 1952-1978 w Zrzeszeniu Przemysłu Meblarskiego. Równolegle publikował utwory satyryczne, współpracując z „Głosem Wielkopolskim”, „Gazetą Poznańską”, „Kaktusem” czy „Karuzelą”. W latach 1978-1982 pracował w redakcji „Nurtu”, krótko był redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”, w końcu związał się z „Gazetą Poznańską”. Do końca życia mieszkał w Poznaniu, a miasto uhonorowało go: Nagrodą Literacką im. W.S. Reymonta (1987) oraz Nagrodą Kulturalną Miasta Poznania (1988).

Joanna Roszak

no images were found

Ulica Masztalarska

Ulica Masztalarska wiedzie łukiem od ul. Wronieckiej do ul. Kramarskiej. Niegdyś nad uliczką znajdowało się malownicze przejście łączące kościół Katarzynek z klasztorem. Ostatni raz podziwiać je można było podczas Wielkiej Wystawy Wschodnioniemieckiej (1911), na ekspozycji Alte Posen, gdzie zrekonstruowano tę malowniczą część poznańskiego Starego Miasta. Idąc dalej ul. Masztalarską podziwiać możemy pięknie odnowione w ostatnich latach budynki Straży Pożarnej zbudowane ze zdobionej czerwonej cegły oraz odsłonięte i zrekonstruowane fragmenty murów miejskich, które od niedawna są przepięknym skwerem spacerowym.
Zygmunt Zalewski w pochodzącej z lat dwudziestych XX w. książce Nazwy ulic w Poznaniu pisał o tej ulicy: „W pewnej części – przy kościele Katarzynek – istniała już w wiekach dawnych. W wieku XIX otrzymała nazwę Masztalarskiej (Marstallstrasse; znajdował się przy niej tabor miejski), a krótko przed wielką wojną przedłużono ją na linii dawnej uliczki Katarzyńskiej. Od strony zachodniej zabudowano w nowszym czasie dawny plac Kamelaryjny. W brzmieniu polskiem ustalono nazwę urzędowo 16.6.1919”. Dziś o masztalarskich tradycjach ulicy przypomina tylko sklep z akcesoriami jeździeckimi.
Wielu mieszkańcom Poznania ul. Masztalarska kojarzy się z kamienicą oznaczoną numerem 8, w której mieści się najmniejszy teatr w Poznaniu – Scena na Piętrze, gdzie w ciągu roku odbywa się kilkadziesiąt koncertów i przedstawień, najczęściej niepowtarzalnych. W budynku przy tej ulicy znajduje się siedziba największej firmy impresaryjnej – Estrady Poznańskiej, a także Polskiego Związku Hokeja na Trawie i jest on obok Polskiego Związku Kręglarskiego jedynym, którego siedziba znajduje się w Poznaniu (wszystkie inne mają swoje centrale w stolicy). Instytucje te korzystają z kamienicy, która została wybudowana jako siedziba cechu rzeźników – i to Poznań właśnie.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *