Jerzy Przeździecki – Szkoła Baletowa

276-jerzy-przezdziecki-szkola-baletowaur. 1927

Czy nie romantycznie i niezwykle, jak na dwudziesty pierwszy wiek, przebywać codziennie w klasztorze jezuitów? Mało – uczyć się tańczyć w jezuickim refektarzu! Przecież można oszaleć! W dodatku tuż obok, po drugiej stronie wąskiej uliczki (Gołębia się nazywa), stoi prześliczna fara, promieniująca czymś przedziwnym, czego opisać się nie da. To „coś” staje się nieraz prawie uchwytne, gdy spoza grubych murów płyną dźwięki organów i starych, kościelnych pieśni. Lekcja tańca współczesnego. Mocne rytmy. Ćwiczymy. Idzie wszystkim nieźle. (Poziom tu wysoki, każdy zasuwa aż miło). […] Próbuję sobie samej jeszcze raz wmówić, że tańczę w „Hair” albo w „West Side Story”, a tu nic nie pomaga – kiszka! Bach tłumi wszystko swą potęgą […]. Więc… w Poznaniu obłęd. Czuję się ladacznicą, jeśli nie myślę o czymś strasznie ważnym, co i z tańca może wynikać. Na przykład wzniosłość, wielkość, patos, nieśmiertelność […] Dotykamy w tej szkole czasu. […] Więc jeszcze raz: świadomość, że przed iluś tam laty w budynku naszej szkoły przy Gołębiej działał pierwszy poznański teatr to coś ważnego, prawda? Jezuici w swym klasztorze, potem aktorzy w teatrze, teraz my – ja… a budynek ten sam. […] Wokół szkolnego dziedzińca (jak do rycerskich turniejów) obudowane krużganki klasztorne. O sto, sto pięćdziesiąt metrów – archeologiczne wykopaliska, dalej Góra Przemysława naprzeciwko kościoła Franciszkanów. Zamęt w głowie, bo wyobrażeń aż za wiele. Oglądam na przykład starty tysiącami dłoni metal klamek i stoję ogłupiała. Czy można nie zastanawiać się, kto tych klamek dotykał […].

Solistka

Nie tylko uczennice Szkoły Baletowej w Poznaniu doceniają szczególny czar tego miejsca. Niejeden spieszący się poznaniak przystaje, gdy dociera do chłodnych murów ul. Gołębiej, a zza ścian dobiegają dźwięki fortepianu i równe uderzenia baletek o parkiet. Czarowi tego miejsca poddał się i Jerzy Przeździecki.
Solistka, powieść dla młodzieży i dorosłych, zaczyna się od sceny pociągowej. Rezolutna, nad wyraz ambitna narratorka-bohaterka Ewa Szewczyk zmierza do Poznania, by uczyć się w tutejszej Szkole Baletowej: „Może na przekór rodzicom, dla których cały mój taniec… Ech, nie myślmy o tym. Mogłabym też jako ja, a nie mucha, przejechać Poznań i wysiąść, dajmy na to, w Berlinie. Albo dotrzeć gdzieś dalej […]”. Jej rodzice pojechali do Maroka, gdzie ojciec otrzymał pracę, ona w Poznaniu może kontynuować naukę ukochanego tańca. Tu mieszka bowiem jej babcia. „O, poznaję! Zaraz Poznań. Poznaję Poznań. Poznań od poznania chyba pochodzi! Bo od czego? Pewno ktoś w pradawnych czasach wykrzyknął: Poznany!, albo jakoś tak. Inni zaczęli powtarzać i zostało. Już Warta. Witaj, rzeko mego ojca! Spróbuję cię polubić. Oboje się o to postaramy, prawda, książę?” – zwraca się do wytworu swojej wyobraźni.
Powieść obfituje w celne słowne ujęcia i celne spostrzeżenia dotyczące miasta. Ot, choćby o poznańskich taksówkarzach: „Taksówkarz milczący, nie jak warszawscy, zapytał tylko o numer domu”. Inny dialog, uświadamia poznańską odmienność: „Przyjdzie gwiazdor… – Kto? A, racja. To Poznań. […] Ojciec stale wspominał gwiazdorów swego dzieciństwa”.
Wygadana Ewa świetnie radzi sobie solo, a jej charakter sprawia, iż ludzie do niej lgną. Utalentowana dziewczyna ma naturę buntowniczki, niczego nie przyjmuje na wiarę, nie przepada za skostniałymi formułami. Drażni ją list od rodziców: „Maroko to bardzo ciekawy kraj. Fascynująca, stara architektura, choć nowa także ciekawa. […] Ostatni list mamy zupełnie jak informacja na folderze reklamowym biura podróży. Może się spieszyła z pisaniem, ale co mnie to obchodzi. Zemściłam się: >>Niezmiernie ciekawy ten Poznań. Fascynująca, stara architektura, choć nowa…<< – Przepisałam dokładnie wszystko z marokańskiego listu. W dodatku prawda”. W Poznaniu zaprzyjaźnia się z babcią, rozmowy z nią – długie i często wzruszające – na nowo ją kształtują i robią zamieszanie w jej systemie wartości. Mamy do czynienia ze szczególną Bildungsroman. Przebojową Ewę formuje nie tylko obcowanie z babcią, nie tylko nowe przyjaźnie i pierwsze prawdziwe zakochania, ale i dotkliwa kontuzja, jakiej dziewczyna doznaje.
Jerzy Przeździecki – prozaik, autor książek dla młodzieży, znany i ceniony dramaturg, autor m.in. sztuk Garść piasku, Brylant, Rów, Salon Paradis, Bunkier. Urodził się w Sosnowcu. Podczas wojny został wysłany do pracy w kopalni węgla w Milwitz, tam w Stalagu VIII B uczestniczył przez 3 lata w kursach literatury i języka angielskiego. To pozwoliło mu po zakończeniu wojny podjąć pracę tłumacza w Misji Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Odbudowy i Rozwoju (UNRRA) i w Ambasadzie Brytyjskiej. Kilka miesięcy 1947 r. spędził w aresztach UB. Debiutował w 1955 r. Opowiadaniem festiwalowym nagrodzonym w konkursie literackim Festiwalu Młodzieży i Studentów w Moskwie w 1957 r. Współpracował z radiem i telewizją jako autor słuchowisk radiowych, sztuk teatralnych oraz scenariuszy filmowych. Był uczestnikiem licznych zagranicznych stypendiów i stażów, wykładał na warszawskiej PWST, działał w Związku Literatów Polskich, Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich i ZAiKS-ie.

Joanna Roszak

no images were found

Szkoła Baletowa

Poznańska Szkoła Baletowa mieści się w budynku dawnego Kolegium Jezuickiego przy ul. Gołębiej 8, w którym potem funkcjonował najstarszy poznański teatr. Miejsce to wyjątkowo urokliwe, a dziedziniec szkoły jest chyba najpiękniejszy w Poznaniu. Znajdujący się po przeciwnej stronie ulicy pojezuicki kościół z imponującą fasadą podobał się nie tylko wiernym, ale i gołębiom, które obsiadały go gęsto i gnieździły się w jego załomach, z czego wywodzona jest nazwa ulicy. Łucja Danielewska o swoim zachwycie pisała: „Jest taka uliczka / gdzie gołębie dzieciom / wylatują spod nóg / dorośli spieszą do pracy / A wiotkie uczennice / w Szkole Baletowej / tańczą walca pana Szopena / który po skarpie starego kościoła / zeszedł by groch rzucać gołębiom / ale w gorączce z Majorki / nie zauważył / że to deszcz brał do ręki / i sypał jak perlistą melodię / na nastroszone gołębie pióra”.
Tę jedyną w Wielkopolsce Ogólnokształcącą Szkołę Baletową założyła w 1951 r. primabalerina Olga Sławska-Lipczyńska. Pierwotnie szkoła mieściła się w Odwachu na Starym Rynku, a po sześciu latach przeniosła się na ul. Gołębią. Wybitna tancerka, urodzona w 1915 r. we Lwowie, kierowała nią do 1970 r., a osiem lat po jej śmierci, w 1991 r., szkole nadano jej imię. Uczył w niej Conrad Drzewiecki – to on wprowadził zajęcia tańca współczesnego. Pedagogami byli tak wybitni artyści, jak Emil Wesołowski, Maria Kijak, Anna Fronczek czy Mirosław Różalski, a przede wszystkim twórczyni Poznańskiego Teatru Tańca – Ewa Wycichowska, która tak wspomina czasy, gdy – tak jak Ewa Szewczyk – była uczennicą tej placówki: „W ręce niosłam baletki i wykrochmaloną, wyprasowaną tuniczkę. Rozpierała mnie duma – pierwszy raz szłam do szkoły baletowej. Mam ten obraz ciągle przed oczami: widzę budynek szkoły i słyszę dobiegające z otwartych okien dźwięki fortepianu. […] Szkoła baletowa to było miejsce moich marzeń, spełnionych do tego stopnia, że teraz mogę się tańcem dzielić. Miałam znakomitych pedagogów otwartych na sztukę”.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *