Jerzy Sosnowski – Stary Rynek

320-jerzy-sosnowski-stary-rynekur. 1962

Wróciłem właśnie z Poznania, gdzie uczestniczyłem w promocji nowego numeru „Czasu Kultury” i skąd poprowadziłem Klub Trójki. Prawdę powiem: niezwykle ja lubię podróże. Nawet takie jednodobowe, z których człowiek wraca mocno zużyty, bo przebodźcowany. […]
Poznań. Dziennikarka z akademickiego radia AFERA zapytała mnie, czy zdanie z Tak to ten, że lepiej nie wyjechać do Nowego Jorku, niż nie wyjechać do Poznania (w powieści wypowiada je Jacek Myszor) nie jest przypadkiem wyrazem jakiejś mojej antypoznańskiej fobii. Masz ci los! Musiałem się gęsto tłumaczyć, że przy całym zakręceniu moja książka jest w znacznym stopniu realistyczna, a jeśli młodzież ucieka z Kołobrzegu, to przede wszystkim Poznań jest tej ucieczki pierwszym, a niekiedy jedynym etapem. […] Co do Poznania, to znam go za słabo, żeby mój stosunek do niego się uwyraźnił, ale jest przynajmniej kilka powodów, żeby kojarzył mi się jak najlepiej. Bo w centrum jest po prostu ładnie; bo knajpy wokół rynku otwarte do późna pozwoliły mi wczoraj po Klubie wychylić jeszcze łyskaczyka […]

Poznańskie przypisy

Najpierw kilka przypisów do Poznańskich przypisów. Dwumiesięcznik „Czas Kultury”, na którego promocję przyjechał do Poznania Jerzy Sosnowski, powstał w 1985 r. z inicjatywy Rafała Grupińskiego. Pismo śledzi nowości pojawiające się na rynku, wydaje ciekawe numery monograficzne. Wizyta poety w Poznaniu związana zaś była z przyznaniem mu przez Poznański Przegląd Nowości Wydawniczych nagrody za powieść Prąd zatokowy.
Jerzy Sosnowski – historyk literatury, krytyk, publicysta, znawca Młodej Polski – ukończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarz radiowy w III Programie Polskiego Radia. Mieszka w Warszawie. Laureat Nagrody Kościelskich w 2001 r. Autor książek historycznoliterackich: Śmierć czarownicy! Szkice o literaturze i wątpieniu (1993) i napisanej z Jarosławem Klejnockim Chwilowe zawieszenie broni (1996) – o pokoleniu bruLionu. Pracę krytyczną traktował tylko jako alibi dla własnej działalności literackiej. Jego powieści obyczajowe funkcjonują na styku z kryminałem, a nawet sf. Twórca tomu esejów Ach!, zbioru opowiadań Linia nocna, powieści: Apokryf Agłai, Wielościan, Prąd zatokowy i Tak to ten.
I w tej właśnie powieści padają słowa intrygujące dziennikarkę poznańskiego radia AFERA: „Gdzie tu teraz taką drugą Stellę znaleźć – myśli, zamawiając jeszcze jednego danielsa – no, w tym Poznaniu powinno być nie najgorzej z lasencjami, ale czy tam dojedzie, czy uda mu się stąd wyrwać. […] Ten twój Poznań – powiedziała w końcu z pogardą, jakby zwierzył jej się, że zamierza fermę hodowlaną założyć. – Ten twój Poznań i co jeszcze. Poznań ładne miasto – bąknął bez sensu”.
Przemysław Czapliński pisał o autorze Wielościanu: „Jedno trzeba przyznać Jerzemu Sosnowskiemu – umie wywijać piórem. […] okazuje się równie pracowity w wymyślaniu opowieści, jak wcześniej w ich interpretowaniu. Ma niespożytą energię fabularną i finezyjny styl, a obie te rzeczy wcale nie tak często chadzają parami”. Niektórzy krytycy opatrywali jego książki – głównie Apokryf Agłai – wizytówką: postmodernistyczne. Sam Sosnowski tak ustosunkowywał się do tego określenia: „Boję się tego terminu, bo jest on w Polsce używany w sposób niezbyt odpowiedzialny. […] Zabawa rekwizytami kultury masowej oraz mnożenie narratorów płynie niewątpliwie z aprobaty dla tego rodzaju pisarstwa”.

Joanna Roszak

Stary Rynek

Wielkość poznańskiego Starego Rynku, który wytyczony został jako kwadrat o boku 141 m, świadczy o ambitnych planach, jakie założyciele wiązali z lokowanym w 1253 r. miastem. Poznański rynek jest trzecim pod względem wielkości w kraju (po krakowskim i wrocławskim), ale wychodzi z niego największa ilość ulic – po trzy w każdym kierunku: Rynkowa, Wroniecka i Żydowska na północ; Wielka, Woźna i Wodna na wschód, Świętosławska, Wrocławska i Szkolna na południe oraz Paderewskiego, Franciszkańska i Zamkowa na zachód. Najważniejsze budynki znajdujące się na Starym Rynku – Ratusz, Waga miejska, Odwach galeria miejska Arsenał i Wielkopolskie Muzeum Wojskowe, pałac Działyńskich i Górków, kamienica Grodzkich (Muzeum Instrumentów Muzycznych), Quadro (Muzeum Henryka Sienkiewicza) czy Kallimacha (Wspólnota Polska) zostały przedstawione w odrębnych hasłach. Podobnie prezentowane były rynkowe fontanny: Prozerpiny, Apolla, Neptuna i Marsa, studzienka Bamberki, Pręgierz, koziołki trykające się na ratuszowej wieży i wieńczący tę wieżę orzeł.
Dzisiejszy Stary Rynek to miejsce pełne kafejek, restauracji, pubów i kawiarni oraz letnich ogródków, w których życie tętni do późnych godzin nocnych. Do umiarkowania w spożywaniu trunków skłaniać powinna uważana w Poznaniu za fakt historia o tym, jak podchmielony Karol XII w 1703 r. wypadł z okna kamienicy i niechybnie by zginął na poznańskim bruku, gdyby nie daszek nad wejściem, który uratował szwedzkiego monarchę. Jako że akurat ten szwedzki król był abstynentem, jako bohater opowieści o „kamienicy z daszkiem” wskazywany bywa jego przeciwnik, król polski i elektor saski August II Mocny. Jego przydomek wskazuje jednak na małe prawdopodobieństwo, by trunki mogły mu zaszkodzić, więc w roli tej obsadzany bywa także nadużywający alkoholu król Karol X Gustaw.
Skoro tyle było o niebezpieczeństwach spożywania alkoholu na poznańskim Starym Rynku, to jeszcze dodać trzeba coś o zakąskach. Najlepsze zakąski – śledzie sprzedawane były przez wieki w domkach budniczych, które dla poznańskiego rynku są tym, czym Sukiennice dla krakowskiego. Legenda wiąże ich powstanie z postacią wojewody Stanisława Górki, który pozwolił je prowadzić swemu żydowskiemu faktorowi o imieniu Szmul, stąd wywodzono ich potoczną nazwę – Szmulowe Budy. Nazwa jest jednak raczej polskim tłumaczeniem niemieckiego określenia – Schmudelbuden, a ta pochodzi nie od Szmula, lecz od słowa Schmuddel („nieczystość”, „brudas”), którym określane były te kramiki ze śledziami. Budnicy nie należeli do Bractwa Kupieckiego, ale mieli swoje Bractwo Budnicze, które ustanowione zostało przywilejem króla Zygmunta Augusta w 1561 r., a potwierdzone przez czterech kolejnych władców. Swoje początki wywodzi jednak od 1418 r., gdy miasto oddało im 17 bud na Starym Rynku, a jego siedzibą był domek oznaczony numerem 17, na którego fasadzie znajduje się herb bractwa – śledź pod trzema palmami.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *