Jerzy Waldorff – Ulica Grottgera

374-jerzy-waldorff-ulica-grottgera1910–1999
[…] zniewymownym zdumieniem ogladam te ówczesnie elegancka dzielnice: ulice Grottgera iokoliczne, jak gdyby obudowane przez rycerzy, którzy na chwile zdjeli zbroje, zeby sie rozerwac architektura, agdy zrobili swoje, cofneli sie wsredniowiecze. Zamek przy zamku! Jak okiem siegnac – wiezyce, bastiony, krenelaze, wykusze, aby znich łatwiej razic obleganych wrogów słanymi wdół strzałami znapietych cieciw… Taka dziwaczna panowała moda wbudownictwie tutejszym uprogów wieku, gdy zasiedziała burzuazje panujacy nad miastem cesarz niemiecki WilhelmII chciał przygotowac do wojny […] Dom rodziców Fidrka miał wdodatku stojacego przed wejsciem na słupie kamiennym niedzwiedzia ztarcza włapach, czekajaca na herby włascicieli, zas pokój chłopca posiadał własny, otoczony balustrada kamienna balkon, gdzie stojac Fidrek zwysokosci drugiego pietra ogarniał wzrokiem cały front kamienicy, zjej dwoma wparterze ogródkami […]

Fidrek

Fidrek to „domowe” imie Jerzego Waldorffa, awłasciwie absolwenta poznanskiego prawa Jerzego Preysa, który nazwiskiem Waldorff zaczał podpisywac swoje felietony muzyczne, by nie byc uznanym „za najlepszego muzyka wsród adwokatów inajlepszego adwokata wsród muzyków”. „Fidrek to ja zgłebi czasów” – napisał Jerzy Waldorff obohaterze swojej autobiografi cznej ksiazki, której narracja prowadzona jest wtrzeciej osobie. Chciał wten sposób oddzielic swoja młodosc od dojrzałosci, Fidrek pozostał na zawsze młody, aleciwy Jerzy Waldorff opisywał jego młodosc imu tej młodosci zazdroscił. WFidrku pisał: „Pierwsze moje spotkanie zPoznaniem łaczy mi sie ze smiercia pierwszego prezydenta miasta po pierwszej wojnie swiatowej”. Winnym miejscu autobiografi i pojawia sie zgrabne ujecie istoty Poznania: „Teraz kusił dom wPoznaniu, duza kamienica wsasiedztwie Ogrodu Botanicznego, kupiona […] gdy po wojnie ojciec postanowił wrócic do swojej rodzinnej Wielkopolski. Poznan nie Paryz, ale zawsze: opera, teatr”. Poznan to miasto, które wszczepiło mu szacunek dla kazdego człowieka, tradycjonalne ieleganckie: „[…] wsklepach poznanskich kazdy klient był nadal szanownym panem, jednakowo obsługiwanym, choc potem rzemieslnicy wracali do swych skromnych mieszkan na Sródke, bogaci mieszczanie do paradnych domów na Łazarzu, lecz kiedy wniedziele spotykali sie wOperze, znów byli równi sobie iwymieniali zobu stron grzecznosci”. Zanim wprowadził sie do miejskiego pałacu przy ul. Grottgera 5, przez rok mieszkał przy ul. Ogrodowej, na stancji prowadzonej przez zaprzyjazniona zjego matka doktorowa Drobnikowa. Pewnej nocy, wraz ze współlokatorami, bracmi Korytowskimi, urzadził polowanie na gniezdzace sie wmieszkaniu pluskwy, do których strzelali zpistoletów srutem na kaczki. Rozzłoszczona gospodyni ukarała ich, nakazujac napisanie wsrodku nocy sto razy zdania: „Nie wolno strzelac zpistoletu do pluskiew”. Doktorowa niedostatecznie dbała orozwój chłopców, nie prowadziła ich do opery iteatru, apozwalała chodzic na slizgawke na Przepadku, wiec zrezygnowano zjej stancji. Wiazało sie to ze zmiana szkoły, bo uczeszczac zaczał do Liceum im. Karola Marcinkowskiego. Nie był wybijajacym sie uczniem, jednego roku miał nawet 5ocen niedostatecznych na koniec semestru. Wmaju 1928 r. ukonczył liceum izdał mature. „Po otrzymaniu swiadectwa dojrzałosci przyszedł czas na przekroczenie prawdziwego progu dorosłosci – pierwsze samodzielne łowy wpoznanskich nocnych klubach iburdelach. Wyprawa na pierwszy wzyciu dansing nie powiodła sie kompletnie. […] Jeszcze gorzej poszło podczas powtarzanej przez kolejne wypusty maturzystów, rytualnej wyprawy do podłego baru przy ul. Wrocławskiej. Prowadzeni przez nauczyciela jezyka polskiego […] uczniowie mieli tam otrzymac ostatnia nauke, wjaka na nowa droge zycia chciała wyposazyc ich szkoła. Generalnie kiepskiej opinii lokal miał bowiem te zalete, ze na młodych panów czekały wnim prostytutki” – relacjonuje Mariusz Urbanek, wktórego opowiesci oostatnim baronie Peerelu przeczytac mozna o„pierwszym razie” Fidrka ijego szkolnych kolegów. Bez szczególnych sukcesów Jerzy Preys studiował na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznanskiego, który ukonczył, oraz wKonserwatorium Muzycznym, które porzucił na ostatnim roku. Spiewał wuczelnianym chórze, uczestniczył wprawykonaniu Stabat Mater wobecnosci Karola Szymanowskiego oraz wpoznanskim koncercie Artura Rubinsteina, jako wiceprezes Bratniej Pomocy organizował karnawałowy bal Bratniaka whotelu Bazar. Nie został jednak członkiem zadnej zpopularnych przed wojnakorporacji studenckich, azaproszony do jednej znich stwierdził, ze „ztaka gromada osłów idurniów, którzy zajmuja sie głównie piciem piwa, nie chce miec nic wspólnego”. Wiesc oobeldze dotarła do korporantów iwyzwany został na pojedynek na szable, do pierwszej krwi. Jerzy pobierał lekcje fechtunku uwachmistrza z15 Pułku Ułanów, ale sad polubowny pojedynek odwołał, gdy ustalono, ze doszło do nieporozumienia, aFidrek miał na mysli gromade „orłów”, anie „osłów”. Ten niekwestionowany autorytet wdziedzinie muzyki urodził sie 4 maja 1910 r. wWarszawie, zmarł tamze 29 grudnia 1999 r. Pisarz, publicysta, krytyk muzyczny, znany ze swojej działalnosci społecznikowskiej. Wlatach 1936–1939 pisał recenzje muzyczne do „Kuriera Porannego”, po wojnie zwiazał sie ztygodnikiem „Przekrój”. Omuzyce, głównie powaznej, opowiadał na łamach „Polityki” ina antenie Polskiego Radia. Jego teksty złozyły sie na tomy: Harfy leciały na północ, Ciach go smykiem!, Sekrety Polihymnii, Diabły ianioły, Moje cienie, Serce wpłomieniach, Moje lampki oliwne. To zjego inicjatywy powstało wzakopianskiej willi Atma Muzeum Karola Szymanowskiego, onpowołał do zycia Muzeum Teatralne wWarszawie, współorganizował Miedzynarodowy Festiwal „Chopin wbarwach jesieni”, awpołowie lat siedemdziesiatych XX w. załozył Społeczny Komitet Opieki na rzecz Ochrony Starych Powazek. Na Powazkach tez został po chowany.

Paweł Cieliczko
Jan Roszak

no images were found


Ulica Grottgera

Kamienice zwienczone wiezami, bastionami ikrenelazami nie były wcale projektowane przez sredniowiecznych rycerzy, którzy na poczatku XX w. zapragneli „rozerwac sie architektura”, ale przez architekta Maxa Johowa iprzedsiebiorce budowlanego Emila Asmusa, którzy zaprojektowali najelegantszy do dzis kwartał Poznania, wyznaczony przez ulice: Matejki, Chełmonskiego iKossaka oraz poprzeczne do nich ulice: Wyspianskiego, Siemiradzkiego iwłasnie Grottgera. Fasady budynków zbudowanych na tym obszarze na poczatku XX w. istotnie bardziej przypominaja miejskie pałace czy zamki niz mieszczanskie kamienice. Narozne budynki wiencza wyniesione ponad dachy, imponujace kopuły, hełmy iwiezyczki, atakze narozne balkony iwykusze. Szczególnie imponujaco zaprojektowana została ul. Grottgera, gdzie dochodzace do niej ulice Chełmonskiego iKossaka trafiały na cofniete podwórce, które wydłuzały je optycznie, abardzo wzbogacały bieg ówczesnej ul. Liebiega. Taki podwórzec posiadała, nalezaca do rodziny Preysów, kamienica oznaczona numerem 5, która jest zreszta jedna znajefektowniejszych wcałym tym zespole. Nie mniej wystawnie zaprojektowane były same mieszkania. Na kazdej kondygnacji znajdowały sie tylko dwa apartamenty, posiadajace 6 do 8 eleganckich pokojów, opowierzchni ok. 250 m² kazde. Przechodziło sie do nich przez imponujace hole (diele), podobne raczej do pałacowych westybuli niz klatek schodowych.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *