Józef Wybicki – Kolegium Jezuickie

394-jozef-wybicki-kolegium-jezuickie1747-1822

Jeszcze Polska nie umarła,
Kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
Szablą odbierzemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski,
Do Polski z ziemi włoskiej,
Za Twoim przewodem
Złączem się z narodem.
Jak Czarniecki do Poznania
Wracał się przez morze,
Dla ojczyzny ratowania
Po szwedzkim rozbiorze.
Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami,
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
Gdy jąwszy pałasza,
Hasłem wszystkich zgoda będzie
I ojczyzna nasza.
Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany:
„Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany”

Pieśń Legionów Polskich we Włoszech

Tytułowy bohater epopei Adama Mickiewicza po przyjeździe do rodzinnego domu w Soplicowie w 1811 r., a więc niespełna czternaście lat po powstaniu hymnu, z radością słucha jego melodii wydzwanianej przez kurantowy zegar. Pokazuje to, jak szybko Pieśń Legionów stała się popularna wśród Polaków: „I z dziecinną radością pociągnął za sznurek, / By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”.
Józef Rufin Wybicki, to wybitny pisarzem epoki oświecenia, działacz polityczny, „współorganizator życia polskiego na emigracji po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej […] rzecznik orientacji zachodniej w polskiej myśli politycznej, poseł, senator, prawnik, ekonomista, geograf […]”. Urodził się 29 września 1747 r. w Będominie na Pomorzu, w rodzinie średniozamożnej szlachty. Jego rodzicami byli Piotr, sędzia ziemski, i Konstancja. Wybicki brał udział w konfederacji barskiej, insurekcji kościuszkowskiej, w 1797 r. organizował Legiony we Włoszech. Napisał m.in. Myśli polityczne o wolności cywilnej (1775-1776), poezje i dramaty: Kulig (1783), Kmiotek (1788), Szlachcic mieszczanin (1791), opery: Samnitka (1787), Polka (1788), Pasterka zbłąkana (1787). Żonaty ze starszą o siedemnaście lat Kunegundą Drwęską, a po jej rychłej śmierci z Esterą Wierusz-Kowalską. W 1814 r. osiadł w majątku w wielkopolskich Manieczkach, o którym pisał: „Domku mój luby – Opatrzności darze! / Domku – pokoju dawco i wygody, / Domku, coś zgodnej dał przytułek parze/ […] Bądź pozdrowiony po kilkakroć razy!”.
W dniach 16-19 lipca 1797 r. ułożył słowa Pieśni Legionów Polskich we Włoszech, zwaną później Mazurkiem Dąbrowskiego. Odśpiewał ją po raz pierwszy na melodię skocznego ludowego mazurka podlaskiego1 z drugiej połowy XVIII w. dnia 20 lipca 1797 r. w Caffé dei Luterani w Reggio, na uroczystości z udziałem generała Jana Henryka Dąbrowskiego, który 21 lipca udawał się do Mediolanu na spotkanie z Napoleonem. Pieśń Legionów Polskich we Włoszech – Mazurek Dąbrowskiego trafił do serc żołnierzy, wyrażał nadzieje legionistów na odzyskanie niepodległości. Szybko nucono go także w kraju. Zbigniew Dworecki pisze: „Ze szczególnym wzruszeniem pieśń tę przyjęli Wielkopolanie. Dla ich wyobraźni ważna była też okoliczność, że wspominano w niej o Warcie i Poznaniu”. Jako ciekawostkę warto odnotować, że Basia z hymnu to prawdopodobnie córka Ksawerego Chłapowskiego, żona Dąbrowskiego.
Istnieją dwie wersje tekstu. Pierwsza pochodzi z autografu i w takim kształcie była śpiewana w Reggio. Druga, krajowa, powstała w 1799 r., ma inną liczbę i kolejność strof, zawiera też inne słowa w pierwszej zwrotce. Jednak to właśnie ją rozpowszechniano drukiem i śpiewano, traktując jako hymn narodowy podczas walk o niepodległość, aż do formalnego zatwierdzenia ustawą w roku 1926. Początek Mazurka w pierwszej wersji brzmi: „Jeszcze Polska nie umarła, / Kiedy my żyjemy. / Co nam obca moc wydarła / Szablą odbijemy”.
O związkach Wybickiego z Poznaniem pisała Karolina Nawrocka: „Wybicki dostał się na praktykę do Trybunału w Poznaniu, od 1585 r. pełniącego funkcję sądu najwyższego w Koronie. Wówczas to po raz pierwszy Józef zetknął się z Poznaniem, miastem być może spokojniejszym od Warszawy, które jednak dawało młodemu Wybickiemu szansę rozwoju. Tu zdobywał szlify w zawodzie, tu się usamodzielniał. W Poznaniu Wybicki był pomocnikiem mecenasa Kierskiego i regenta Bilińskiego”.
Autor słów polskiego hymnu zmarł 10 marca 1822 r. w Manieczkach. Przyczyną śmierci była febra. Został pochowany niedaleko Śremu, w Brodnicy. A w 1923 r. jego prochy spoczęły w sarkofagu na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu, zwanym poznańską Skałką.

Joanna Roszak

 

Kolegium Jezuickie

Poznań to jedyne miasto, którego nazwa pada w polskim hymnie, a Bonaparte jest jedyną (poza Dąbrowskim) osobą wymienioną w tej pieśni. Najbardziej związanym z Napoleonem miejscem w Poznaniu, jest zaś niewątpliwie gmach dawnego Kolegium Jezuickiego. Przez blisko trzy tygodnie mieszkał tu i urzędował „Bóg wojny”, co sprawiło, że Poznań był nie tylko stolicą prowincji, czy państwa, ale czyniło z miasta nad Wartą centrum europejskiego świata, skąd rozsyłane były rozkazy do najdalszych zakątków kontynentu.
Znany nam współcześnie budynek kolegium jezuickiego zaprojektował Jan Catenazzi, a wzniesiony został w latach 1703-1732 (z przerwą na czas wojny północnej). Po kasacie zakonu jezuitów gmach przejęty został na potrzeby urzędów pruskich – miała tu swoją siedzibę rejencja Wielkiego Księstwa Poznańskiego, potem namiestnik książę Antoni Radziwiłł, w latach międzywojennych władze wojewódzkie, a od 1962 r. władze miejskie.
Po remoncie i modernizacji z lat 1995-1998 budynek odzyskał swój dawny blask, możemy podziwiać jego różowo-białą barokową elewację, która łączy się z fasadą kościoła farnego św. Stanisława. Wewnątrz budynku szczególnie atrakcyjna jest Sala Biała, gdzie odbywają się sesje poznańskiej rady miejskiej oraz gabinet Prezydenta Poznania. Do budynków dawnego kolegium przylega bardzo dobrze zaplanowany i utrzymany park miejski, który nosi imię Fryderyka Chopina, nieprzypadkowo zapewne, gdyż w 1829 r. Chopin gościł w ówczesnej siedzibie księcia Antoniego Radziwiłła i dał tu wspaniały koncert.
Wspomnieć jeszcze w tym miejscu warto, że uczelnia od powstania reprezentowała wysoki poziom naukowy, czego ukoronowaniem było podniesienie jej przez króla Zygmunta III Wazę do rangi uniwersytetu. Nadania tego statusu zostało jednak zablokowane u papieża Pawła V, przez strzegącą swego monopolu uniwersyteckiego Akademię Krakowską, co sprawiło, że uniwersytet w Poznaniu powstał dopiero 300 lat później. Kolegium przetrwało swoich twórców, bo po kasacie zakonu jezuitów ich szkoła funkcjonowała nadal jako Akademia Wielkopolska, a potem Poznańska Szkoła Wydziałowa.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *