Kazimierz Wierzyński – Grochowe Łąki

382-kazimierz-wierzynski-grochowe-laki1894-1969

Artyści poznańscy urządzili ziomkowi [Stanisławowi Przybyszewskiemu – J.R.] powitalne przyjęcie, które nie wiem, czy zostało gdziekolwiek odnotowane. Odbyło się w pracowni Szmaja. Wzdłuż jednej ściany stała tam bateria butelek, która mogłaby położyć cały pułk. Przybyszewski zjawił się z żoną Jadwigą. Wydawał się starszy nad wiek, mówił zachrypniętym szeptem. Gdy wznoszono pierwszy toast (wódką Kantorowicza), pani Jadwiga odpiła mężowi pół kieliszka i na tym miało się skończyć. Mój Boże, który nie znasz poznańczyków!! W rezultacie skończyło się na największym pijaństwie, jakie w życiu widziałem. Wyszliśmy od Szmaja nad ranem i ruszyliśmy przodem przez miasto, wiwatując na cześć Przybyszewskiego, który wówczas już zupełnie zaniemówił. Chodziłem wtedy z grubą laską, prezentem od Tuwima. W pewnej chwili wyrwał mi laskę Adam Bederski, przedwcześnie umilkły poeta, awangardzista ekspresjonistyczny […]. Zanim zdołałem zorientować się, co się dzieje, Bederski rozbił laską jakieś okno wystawowe, które rozsypało się z dzikim hałasem. Jak z podziemi wyrosła władza. Zostaliśmy otoczeni przez patrol żandarmerii. Powitalnej uroczystości groziło, że okryje się hańbą. Ale nagle władza wyprężyła się na baczność przed oficerem, który też wyrósł jak spod ziemi. Był nim porucznik i również poeta, Zenon Kosidowski. Uratował on honor uroczystości, literatury i władzy. Pochód został rozwiązany, państwo Przybyszewscy odstawieni do domu, uczestnicy się rozeszli. Cicha, dobra noc pokryła całe wydarzenie.

Pamiętnik poety

A jednak poznaniakom spontaniczności nie brakuje i potrafią się zabawić. O pobycie Kazimierza Wierzyńskiego w Poznaniu pisze się zdawkowo i rzadko. Oto jak przyjazd ten przybliża poeta Józef Ratajczak: „W 1919 roku, po ukazaniu się debiutanckiego tomiku wierszy pt. Wiosna i wino młody poeta wyjechał dosyć niespodziewanie w mało znanych okolicznościach do Poznania i podjął tutaj współpracę m.in. z ekspresjonistycznym czasopismem »Zdrój« […] od lipca tegoż roku zaczął pełnić obowiązki sekretarza w gazecie dla żołnierzy: »Ku chwale ojczyzny«. […] Poznań zdawał się więc dobrym punktem obserwacji zachodzących w Polsce procesów. Stawiał na jedność odzyskanej ojczyzny, lecz marzył zarazem o zachowaniu autonomii”.
Sam Wierzyński pisał w innym miejscu Pamiętnika poety: „Poznań był twierdzą prawicy, najbardziej opozycyjnej wobec Warszawy, z ciągotami, żeby jak najdłużej zachować swoją odrębność. Jedną z tych ciągot stanowiło wojsko. Na czele jego stanął jak najdalszy Poznaniowi i jego psychologii, dawny generał armii rosyjskiej Dowbor-Muśnicki, z szefem sztabu generałem Wroczyńskim. Pismo żołnierskie redagował Franciszek Nowodworski, noszący mundur pułkownika, były rysownik warszawskiego tygodnika humorystycznego »Mucha«”.
Wierzyński to jeden ze Skamandrytów, uczestnik programów kabaretu Pod Picadorem, poeta, prozaik i eseista. Przyszedł na świat 27 sierpnia 1894 r. w Drohobyczu. W 1912 r. jego rodzina zmieniła nazwisko Wirstlein na Wierzyński. Uczył się najpierw w liceum w Stryju, studiował w Krakowie, Wiedniu i Lwowie. Podczas I wojny światowej walczył w Legionie Wschodnim, przez trzy lata był więziony w obozie jenieckim w Riazaniu. W dwudziestoleciu międzywojennym mieszkał w Warszawie. Pisał dla „Wiadomości Literackich”. W 1928 r. uhonorowano go złotym medalem olimpijskim, w 1935 r. – Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury, której członkiem został w 1938 r. W 1941 r. trafił do USA. Podczas wojny stracił niemal wszystkich bliskich. Twórca tomów: Wróble na dachu, Wielka niedźwiedzica, Laur olimpijski, Wolność tragiczna, Czarny Polonez. Zmarł 13 lutego 1969 r. w Londynie.

Joanna Roszak

Grochowe Łąki

Pierwszy toast na imprezie fetującej przyjazd do Poznania Stanisława Przybyszewskiego wznoszono wódką Kantorowicza. Wspomnieć więc wypada o Fabryce Likierów i Destylacji spółki Hartwig i Kantorowicz, która znajdowała się przy ówczesnej ul. Południowej, czyli obecnej ul. Grochowe Łąki. Co prawda, pochodzący z żydowskiej rodziny potomek założyciela – Franz Kantorowicz, czując się związany z Niemcami, sprzedał zakład i w 1920 r. wyjechał z Poznania. Mimo to fabryka nie obniżyła jakości, czego wyrazem był otrzymany w 1929 r. złoty medal Powszechnej Wystawy Krajowej. Po wojnie, w 1952 r. zakład został upaństwowiony, zmienił nazwę na Poznańską Wytwórnię Win i adekwatnie do czasów i nazwy obniżył jakość produkowanych trunków.
Ulica Grochowe Łąki wytyczona została na bagiennych łąkach, zwanych dominikańskimi, których właścicielem stał się człowiek o nazwisku Groff i od jego zniekształconego nazwiska powstała ich polska nazwa – Grochowe Łąki. W XIX wieku nadano jej urzędową nazwę – ul. Południowa (Südstrasse), jednak nazwa tradycyjna się przechowała i po latach do niej powrócono.
Intensywna zabudowa ulicy nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku. Jej północną część zajęły budynki rzeźni miejskiej, natomiast w części południowej powstały zakłady przemysłowe, z których największe były wspomniane przetwórnie i destylarnie Hartwiga i Kantorowicza, magazyny drogisty Rzepczyńskiego oraz zakłady akumulatorowe Centra. Obecnie na terenach tych nie ma już przemysłu, większość obszaru zajmują nowe budynki mieszkalne, biurowce, a także siedziby instytucji – Sądu Krajowego Rejestru Sądowego czy jednego z nielicznych już poznańskich banków – Wielkopolskiego Banku Spółdzielczego, znanego pod marką NEOBANK.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *