Kinga Dunin ur. 1954
Ulica Półwiejska

068-kinga-dunin-ulica-polwiejska

Homoseksualni demonstranci złamali prawo – oświadczył zaraz po pacyfikacji Marszu Równości w Poznaniu minister policji Ludwik Dorn. […] Dlaczego prawie wszyscy zajmujący się Marszem – mimo ze dostali jasną i klarownie napisana informację, że jest to wystąpienie przeciwko wszelkiej dyskryminacji oraz w sprawie tolerancji dla rozmaitych mniejszości, a organizatorami są prywatne osoby głównie płci żeńskiej, które nie mają wytatuowane na czołach, że są czy nie są – jednym głosem trąbili o wystąpieniach homoseksualistów?

Homoseksualizacja

No właśnie, dlaczego? Zanim postaramy się zasugerować odpowiedź, przypomnijmy, że Kinga Dunin odnosi się w swoim felietonie do najgłośniejszego poznańskiego wydarzenia z początku nowego tysiąclecia – Marszu Równości z 19 listopada 2005 r. na ul. Półwiejskiej. Związki Kingi Dunin – krytyczki literackiej, pisarki, felietonistki, socjolożki kultury – z Poznaniem mają wyjątkowo „tekstowy” i skomplikowany charakter. Prześledźmy je po kolei. W jej pierwszej samodzielnej książce Tao gospodyni domowej (1996) odnajdziemy dłuższy tekst krytyczny (Polka feministyczna) na temat jednej z powieści Małgorzaty Musierowicz i, dopowiedzmy od razu, nie jest to tekst przychylny. W istocie Polka feministyczna to świetnie napisana palinodia: Kinga Dunin niby chwali, ale tak naprawdę bezlitośnie gani. Przedmiotem sporu jest „polska kobieta”, jak również sposób socjalizacji ludzi płci żeńskiej. (Nie można oprzeć się wrażeniu, że to „nowoczesne” powtórzenie sporu pomiędzy Narcyzą Żmichowską a bardzo popularną pisarką XIX w. – Klementyną z Tańskich Hoffmanową). Co więcej, Kinga Dunin w recenzowanej powieści Musierowicz (a jest nią Nutria i Nerwus) wykazuje szczególną sympatię i empatię wobec niejakiej pani Barbary. „Ostrzyżona na jeża, na nosie ma metalowe okulary, a za okularami – pewne siebie, zaczepne spojrzenie” – charakteryzuje Musierowicz, „czarny charakter bez jednej szarej plameczki” – komentuje Dunin. A zaraz potem dodaje: „Życzliwe przyjaciółki sugerują mi, że to ja zostałam sportretowana w tej postaci. Nie jestem pewna, choć nie wypieram się podobieństwa, bo w końcu miło byłoby zostać uwiecznioną w tak popularnej literaturze”. Zapewne nigdy nie będziemy mieli pewności, czy Kinga Dunin jest pierwowzorem pani Barbary. Mamy natomiast pewność, że Dunin napisała dwie powieści Tabu i Obciach, które czasami bywają określane przez krytyków mianem „anty-Jeżycjady”. W jednej z nich główna bohaterka Marta wykrzykuje do swojego ojca intelektualisty: „Gadasz jak tata Borejko”. I nie jest to pochwała. Historia trudnych związków Kingi Dunin z ikoną poznańskości – Jeżycjadą ma swój ciąg dalszy. W swym doktoracie, obronionym notabene na polonistyce Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a następnie wydanym pod tytułem Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności (2004), autorka raz jeszcze wraca do sprawy „pani Barbary”. A dokładniej do historii pani Barbary, którą na marginesie recenzji zawartej w Tao napisała już sama Kinga Dunin. W tej opowieści niesympatyczna pani Barbara trzynastego grudnia roku pamiętnego zostaje internowana w więzieniu w Białołęce, a jej pięciomiesięczny synek trafia do domu dziecka. Zderzenie powikłanych zobowiązań wynikających „z patriotyzmu” i „z bycia kobietą” doprowadza panią Barbarę do – tak właśnie – feministycznego przebudzenia. W Czytając Polskę Kinga Dunin jednoznacznie sugeruje, że w Tao, przy okazji polemiki z Małgorzatą Musierowicz, opisała swoją historię po to tylko, by – szerokim gestem postmodernistycznego trickstera – rozłożyć na części pierwsze użytą przy tej okazji (własną!) retorykę. To najważniejszy „poznański” wątek w twórczości Kingi Dunin.
Drugi – którego historia zapisana jest między, z konieczności lakonicznymi, zdaniami powyżej cytowanego felietonu – dotyczy Marszu Równości. 19 listopada 2005 r. między godziną 15.00 a 16.30 ul. Półwiejska na wysokości słynnego Starego Browaru była prawdopodobnie najbardziej obfotografowanym miejscem na świecie. Fotografowali i filmowali uczestnicy Marszu przeciwko dyskryminacji, który z tajemniczych względów nie otrzymał pozwolenia na przemarsz od prezydenta miasta Ryszarda Grobelnego. Fotografowali i filmowali uzbrojeni po zęby policjanci (wielu z nich na koniach i z psami, wyposażeni w armatki wodne i gaz łzawiący – na szczęście nieużyty). Fotografowali i filmowali ustawieni za policjantami kontrmanifestanci, odsyłający demonstrantów do gazu w mało wyszukanej faszyzującej formie („pedały do gazu” – wymawiane w rytmie skandującym). Wreszcie fotografowali i filmowali nadzwyczaj liczni dziennikarze, mogący pochwalić się dynamicznymi zdjęciami ciągania młodzieży po bruku (czasami za włosy, czasami za nogę) przez policję. Niewątpliwie zatem ul. Półwiejska została wtedy obfotografowana znakomicie. Po pacyfikacji Marszu prawie 70 demonstrantów odwieziono na komisariat. Następnie wszyscy byli dłuższy czas straszeni wizją miesięcznego aresztu i pięcioma tysiącami złotych grzywny. Fotografie i filmy z ul. Półwiejskiej obiegły świat (podobno znalazły się nawet w serwisach informacyjnych na Jamajce). Z ich powodu Parlament Europejski, za pomocą odpowiedniej rezolucji, wskazał na homofobię występującą w Polsce. W kolejnym akcie dramatu polski Sejm wystosował rezolucję potępiającą rezolucję Parlamentu Europejskiego. Na szczęście ten nie odpowiedział rezolucją potępiającą rezolucję, która potępiała rezolucję – bo gra w rezolucje mogłaby się toczyć po dzień dzisiejszy. A jaki był powód całego zamieszania? Kinga Dunin cytuje w swoim felietonie ministra Ludwika Dorna: „Homoseksualni demonstranci złamali prawo”. Nie. Demonstranci różnej płci i seksualnej orientacji skorzystali z prawa do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Błażej Warkocki

Ulica Półwiejska

Ulica Półwiejska jest położona w centrum miasta. Zabudowania wokół traktu jeszcze z XIV w. nosiły nazwę Półwieś – stąd nazwa. W obręb miasta została włączona w 1797 r. Przez wiele lat ul. Półwiejską kursowały tramwaje łączące śródmieście z Wildą, zlikwidowane w 1972 r. Obecnie to bardzo ruchliwy deptak, u którego wylotu stoi Stary Browar (zbudowany w miejscu budynków dawnego browaru Huggera z XIX w.).
Najsłynniejsze zdjęcie z ul. Półwiejskiej (nagrodzone) przedstawia tarczę z pleksiglasu (należącą do umundurowanego policjanta w kasku), w której odbijają się światełka zniczy ułożonych w znak „pacyfy” przez demonstrantów, którzy pomimo nielegalnego zakazu prezydenta miasta (wedle wyroku Sądu Administracyjnego) wyszli na ulicę, by uczestniczyć w Marszu Równości 19 listopada 2005 r.

Błażej Warkocki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *