Lech Konopiński – Sołacz

160-lech-konopinski-solaczur. 1931

Jeżdżoł ze mnom do Dymbiny,
do cologu my chodzili,
czynsto brał mnie na migane,
na wieprzowom giyre z chrzanem,
a roz w parku na Sołaczu
tak ślipiami na mnie patrzuł,
tak bajtlował, a zaś potem
robiół, na co miał łochote:
póżni fyrał jak ta stonka…
Ech, w wymborku go utonkać!
Wycpioł mnie
jak starom kiste albo wyro

Wycpioł mnie

To hasło otwiera wierszyk gwarowy, warto więc dokonać pospiesznej charakterystyki gwary mieszkańców Poznania i Wielkopolski – charakterystyki „na szagę” (na skróty). Można ich rozpoznać między innymi po zaśpiewie na końcu zdania, wydłużaniu ostatniej sylaby, dźwięcznej wymowie ostatniej spółgłoski w wyrazie. W gwarze wielkopolskiej pojawiają się kalki z języka niemieckiego. Częste jest dodawanie, zwykle na końcu wypowiedzi, słowa „nie”, także w zdaniach twierdzących, które brzmią przez to jak pytanie lub przeczenie, np. Ciekawy ten przewodnik, nie. Starsi poznaniacy „podnoszą” samogłoski, np. wymawiają ,o jako ,u, np. koc – kuc, jak w wierszu Lecha Konopińskiego: Dymbiny zamiast Dębiny, czynsto – zamiast często. Na koniec minisłowniczek wyrazów gwarowych sporządzony metodą dada: antrejka – przedpokój, kista – skrzynia, gira – noga, akuratnie – dokładnie, gzik – twaróg ze śmietaną, pyry – ziemniaki, papcie – domowe obuwie, poruta – wstyd, kejter – pies, kluka – nos, rychtyg – w porządku, ryfa – krzywa mina, wymborek – taboret.
Lech Konopiński – literat i satyryk – urodził się w Poznaniu 16 marca 1931 r. Tutaj ukończył Wyższą Szkołę Ekonomiczną, a doktoryzował się na Uniwersytecie Łódzkim. W latach 1978-1986 prezesował poznańskiemu Oddziałowi Związku Polskich Autorów i Kompozytorów Utworów Rozrywkowych. Organizował biesiady humorystyczne w Kostrzynie Wielkopolskim. Debiutował w 1954 r. na łamach „Szpilek”. Czasem pisał pod pseudonimem Lech Kolecki. Pierwszy zbiór jego utworów Akcje i reakcje z ilustracjami Jacka Fedorowicza ukazał się w 1960 r.
Konopiński jest autorem słów kilku wiecznie żywych piosenek (do których muzykę napisał Jarosław Kukulski dla swojej żony Anny Jantar): Co ja w tobie widziałam, To, co dał nam świat, Najtrudniejszy pierwszy krok. Nagradzany w konkursie Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. W 1977 r. uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Stworzył liczne tomy dla dzieci, m.in. Smyki z Afryki, Bajeczne historie, Co pełza i hasa po polach i lasach, Co fruwa i chodzi po naszej zagrodzie, pisał także sztuki dla najmłodszych: Figliki w takt muzyki. Wraz z Włodzimierzem Scisłowskim (1931-1994) wydał zbiór wierszy Żarty znad Warty. Autor licznych wierszyków okolicznościowych, spośród których największą sympatię zyskał poemat o wizycie Koziołka Matołka u poznańskich koziołków – Koziołek Matołek i psoty wesołe. Bohater Kornela Makuszyńskiego, wspominającego zresztą ciepło Poznań, wyrusza z Kozienic w poszukiwaniu butów. Plany ma ambitne:

[…] Gdzie niebieska Warty wstęga
wielką wije się doliną,
gdzie z Kozienic wzrok nie sięga,
pragnę w świecie kóz zasłynąć!

[…] Poznań to nie raj dla owcy,
choć to słynny gród stołeczny!
Tam stołują się handlowcy,
Więc nad losem owiec beczmy!

[…] Są tam Targi nad targami,
gdzie targają uszy kozom,
a więc pomyśl dobrze, zanim
na te Targi cię wywiozą!

Kozioł ujrzeć chciał brodaczy,
bo wśród owiec wprost zbaraniał…
„Kute kozy chcę zobaczyć,
więc się udam do Poznania!”

[…] Gdy na Stary Rynek zaszedł,
ujrzał bratnich kozłów parę:
oba były kute… w blasze
i walczyły nad zegarem!

[…] Na ratusza wieżę wskoczył,
los mu szczęścia dał podkowy,
więc Koziołek przetarł oczy
i pozdrowił kozie głowy
oraz Poznań – Gród Piastowy!!!

Joanna Roszak

no images were found

Sołacz

Sołacz uchodzi za najbardziej ekskluzywną dzielnicę Poznania, której centralny punkt stanowi malowniczy staw otoczony kilkunastohektarowym parkiem angielskim. Wokół niego wiją się wąskie uliczki, między drzewami osiadły piękne wille, a wzniesiony na wzgórzu kościół św. Jana Vianneya pięknie zamyka szeroką perspektywę. Dzielnica została doskonale zaprojektowana przez niemieckiego urbanistę Hermana Josepha Stübbena, który wcześniej udanie zaplanował wykorzystanie miejskich terenów pofortyfikacyjnych. Koncepcja dzielnicy wyrastała z idei miasta-ogrodu, zakładającej lokalizowanie wygodnych dzielnic mieszkalnych na zachód od miasta (west end), by wiejące z zachodu wiatry nie nawiewały spalin fabrycznych i dymów z miasta.
W granicach Poznania Sołacz znalazł się dopiero w 1907 r., gdy wykupiony został przez miasto od prywatnych właścicieli. Na atrakcyjnie pofałdowanym terenie wcale nie od razu osiedlali się najbogatsi poznaniacy, którzy preferowali wille przy kilku bardziej centralnie zlokalizowanych ulicach: Wieniawskiego, Libelta, Niepodległości, Chopina; Konopnickiej, Orzeszkowej, Nałkowskiej, Krasińskiego czy Zaciszu; lub ekskluzywne mieszkania w kamienicach zlokalizowanych przy ulicach: Matejki, Grottgera, Siemiradzkiego, Wyspiańskiego. Na Sołaczu mieszkali pierwotnie urzędnicy średniego szczebla, których stać było na własny domek. W okresie międzywojennym sposób zasiedlenia dzielnicy się nie zmienił, a kolejne domy budowane były przez Spółdzielnię Urzędników Powszechniej Kasy Oszczędnościowej i Pracowników Państwowych oraz profesorów Wydziału Rolniczego Uniwersytetu Poznańskiego.
Mieszkający na Sołaczu przedsiębiorca i filantrop Piotr Voelkel tak pisał o biznesowych początkach ukochanej dzielnicy: „Żydowski kupiec Baruch Elias z Kassel, który kupił ten teren od dawnego właściciela ziemskiego, dostał od miasta zgodę na jego zagospodarowanie. Zobowiązany został jednak do zrobienia konkretnego planu tej części miasta, wytyczenia ulic, wybudowania kościoła, założenia parku. Elias dotrzymał umowy i zrobił jednocześnie świetny interes – na ziemi rolniczej zbudował kawałek miasta, a działki sprzedał z zyskiem. Domy sołackie są zbudowane według określonych standardów, mają precyzyjnie opisane cechy: pochylenie dachu, usytuowanie wejścia. I chociaż każdy z nich jest inny – ich wspólne cechy tworzą ład i harmonię”.
Etymologia nazwy dzielnicy wywodzi się od słowa „sołecz”, które oznaczało spiżarnię, co wiązane jest z istniejącym tu do XIX w. folwarkiem. A że na Sołaczu lubiano mieszkać od stuleci, najlepiej zaświadczają odkryte tu, najstarsze w Poznaniu, ślady osadnictwa.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *