Ludwik Puget – Śródka

284-ludwik-puget-srodka1877–1942

Niedawno temu, przepędziwszy szereg tygodni wśród rozpaczliwych alpejskich śniegów, i wydostawszy się z krainy szelestów, krów i czekolady, oglądałem zieleniejącą już Europę tem świeżym okiem […]. Ale dopiero, jadąc następnego poranka przez ulice Berlina, uczułem się nagle – o ironio, o zgrozo! – jak w domu.
Bardzo mało bywałem w Berlinie i z pewnością nigdy się tam nie czułem zadomowiony. Ale te domy, sklepy, szyldy… Po prostu miałem wrażenie, że jestem w Poznaniu! Zdawało mi się, że lada chwila wysunie się zza węgła tramwaj z napisem Śródka lub Jeżyce, że uszedłszy kilkaset kroków dalej, oddam walizkę memu starszemu znajomemu, portierowi w Bazarze. Hm…! Nie ma co się łudzić. Oczywiście to nie Berlin jest tak podobny do Poznania, ale Poznań do Berlina. O zgrozo!…
Ten skandal musi ustać. Powoli i cierpliwie, ale musimy położyć koniec. Mimo całego uznania dla Niemców, ich miast, ulic, cegieł i sklepów, granica polsko-niemiecka musi się dla oka oznaczać czymś więcej […].

O wygląd Poznania

Ludwik Puget – rzeźbiarz, malarz i historyk sztuki – kształcił się w Paryżu i Krakowie. Współtwórca Zielonego Balonika, jedna z najciekawszych postaci przedwojennego Krakowa, gdzie przyszedł na świat 21 czerwca 1877 r., w rodzinie o francuskim rodowodzie.
W przytoczonym interwencyjnym tekście o wyglądzie Poznania Puget rozróżnia trzy typy architektury. Pisze po pierwsze o starym Poznaniu, z Farą, kościołem św. Wojciecha, Starym Rynkiem, dawnymi uliczkami – Dominikańską, Mokrą, Kozią, Jezuicką: „One tworzą pergamina szlacheckie polskiego Poznania”. Postuluje, by wydobywać je z partykularza i eksponować na chwałę miasta: „Nie można oczywiście przesunąć z miejsca. Ale można przesunąć ku nim zainteresowanie i życie. Umieszczenie Województwa w dawnym gmachu pojezuickim, usadowienie Szkoły Zdobnictwa w starej uliczce obok, to wydobycie tych malowniczych zakątków na widok, przed oczy ludzi, którzy by ich inaczej nie ujrzeli. Zakładając nowe archiwa, specjalne zbiory, drobne, kulturalne instytucje, należy pamiętać o ich pięknych uliczkach. Jakże dobrze byłoby, gdyby chcieli tam zamieszkać ludzie wykształceni, ceniący urok tych starych zakątków. Tak w Warszawie uratowano dom Baryczków, czyniąc zeń lokal wystawowy zabytków, szereg zamożnych i kulturalnych osób osiedliło się w okolicach Starego Rynku, a Kanonia stała się siedzibą artystów i literatów. Cała ta śliczna część miasta, która w wieku XIX spadła była do rzędu martwego śmietnika, jest dziś najwykwintniejszym i najbardziej artystycznym składnikiem żywej Warszawy. Podobnie stać się może i stać się powinno ze starym Poznaniem”.
Drugi typ zabudowy tworzą powstające wówczas – w czasach odrodzenia architektonicznego w mieście – gmachy państwowe. W tej grupie wymienia na przykład nowe gimnazjum na Łazarzu.
Skupia się jednak Puget, po trzecie, na „banalnym Poznaniu niemieckim” – ciągnącym się od Kaponiery przez plac Wolności do Starego Rynku. Szuka w mieście nuty swojskości, w architekturze zaś szczerego piękna, jasnych tonów, świeżości i ciepła. Postuluje na przykład postawienie łuku triumfalnego na placu Wolności. Nie zauważa w niemieckiej zabudowie nic nadzwyczajnego, nic wybitnego. Określa ją co najwyżej epitetami: dobra lub znośna. Mimo zapewnień Pugeta, trudno nie wyczytać z jego słów wyraźnej niechęci do niemieckości w ogóle. Ot, wystarczy przywołać fragment o Zamku cesarskim: „Nie możemy zdobyć się na krztę sympatii do niemieckich zabytków w typie kartonowych pasztetów. Do nich przede wszystkim należy Zamek cesarski. […] Jest to jedna z tych wypocin mózgowych, zawracających głowy kołtunom wykształconym artystycznie na podręczniku o stylach. Należy do tej samej rodziny co Sacré Coeur paryskie i ś.p. konfekcyjna cerkiew bizantyjska na placu Saskim. Dodajmy, że pod tymi monumentalnymi ciosami kryje się ordynarna tandeta. […] Zamek przypominać ma zwycięską niemiecką pięść, która jeszcze na wieki przed wynalezieniem niemieckiego suchego prochu przeprowadzała dzieło niszczenia ludów. To przede wszystkim wyraża ów gmach. A widny jest z daleka. Jego tępe romańskie wieże mają przywodzić na myśl jakichś Germanów, Ottonów, czy innych eksterminatorów Słowian, wprowadzają w sylwetę Poznania ton nieobojętny. Jest to może najgorsza jego strona”. Słowa Ludwika Pugeta nabierają szczególnej wymowy, gdy przypomnimy, że zamordowano go w Auschwitz 27 maja 1942 r.

Joanna Roszak

 

Śródka

Śródka to jedna z najstarszych części Poznania. Była niejako otwartym podgrodziem targowym obwarowanego murami i opasanego rzeką Ostrowa Tumskiego. Najlepszy okres przeżywała w XII w., gdy z Zagórza przeniesiono tu cotygodniowy targ, odbywający się w środę, co zachowało się w jej nazwie. Po lokacji lewobrzeżnego Poznania w 1253 r. znaczenie Śródki zaczęło systematycznie spadać, a w 1288 r. Przemysł II podarował ją biskupom poznańskim. W XV wieku przywrócono jej prawo organizowania dwóch jarmarków rocznie i cotygodniowego targu w czwartki, a w 1425 r. uzyskała samodzielne prawa miejskie, które utraciła dopiero w 1800 r., gdy włączono ją do Poznania. Śródce trudno było konkurować z Ostrowem Tumskim, stąd najważniejsze zabytki tej dzielnicy to świeżo odrestaurowane: szesnastowieczny, gotycki kościół św. Małgorzaty Panny i Męczenniczki oraz budynki klasztoru Filipinów przy ul. Filipińskiej zbudowane na planie węgielnicy.
Wielkie inwestycje drogowe z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w., a szczególnie budowa Trasy Chwaliszewskiej oraz Podwala, zniszczyły stary układ urbanistyczny dzielnicy i odcięły Śródkę od miasta, czyniąc z niej zapomnianą enklawę, do której bezpieczniej było się nie zapuszczać. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych zaczęły się działania zmierzające do rewitalizacji Śródki. Nowe plomby mieszkaniowe, sukcesywny remont kamienic, przerzucenie kładki nad Cybiną i połączenie mostem biskupa Jordana Śródki z Ostrowem Tumskim, a wreszcie renowacja kolejnych budynków i plany zbudowania nowoczesnego muzeum początków państwa polskiego, pozwalają wierzyć, że za kilka lat Śródka zyska nowy blask, a z czasem może nawet stać się dla Poznania tym, czym Kazimierz dla Krakowa.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *