Maciej Rembarz – Ulica Świętosławska

294-maciej-rembarz-ulica-swietoslawskaur. 1950

W Poznaniu jest takie miejsce, które moim zdaniem aż ugina się pod ciężarem urody. Wchodząc ze Starego Rynku na Świętosławską, zostajemy wchłonięci przez nieprawdopodobną ciasnotę piękna. Dosłownie wpada się na farę, która spłaszczona i wtłoczona między uliczki blokuje perspektywę. Ulica sama w sobie wąziutka wydaje się jeszcze bardziej wąska i stara. […] Na Świętosławskiej wszystko jest bajeczne jak w dziecięcej kolorowance, a przepyszne narożniki domów to wafelki z dzieciństwa. Jeżeli ma się szczęście iść tamtędy przed południem, to czasami ze szkoły baletowej słychać dźwięki pianina i tupot nóżek. Idąc w kierunku fary, mijamy po prawej stronie warsztat szklarski i oprawy obrazów Marka Stawickiego. Ten warsztat – o wyglądzie sklepu – zachował styl dawnego rzemiosła ocierającego się o sztukę. Zawsze panuje tam serdeczny, ciepły bałagan. Zmierzając w kierunku placu Kolegiackiego, czuje się w powietrzu tradycję, nie przeszkadza jej blichtr pubów, ta okolica jest od nich wolna. Ulicą Świętosławską nie należy chodzić latem, gdyż historię przysłaniają panoszące się ogródki kawiarniane. Jesienią, zimą i wiosną ta uliczka jest bardzo prawdziwa. Warto też czasami podnieść wzrok. Nie przeoczymy wtedy na rogu Koziej i Świętosławskiej figury świętego Piotra. Spływa z niej – na nas – dostojeństwo i taka dobra promienistość.

Poznań Doznań

Maciej Rembarz to jedna z najbarwniejszych postaci poznańskiego środowiska artystycznego. Nigdy nie skończył polonistyki, którą studiował, może dlatego że prowadził kabaret w klubie studenckim. Potem zajmował się wieloma bardzo „niepoetyckimi” zajęciami: pracował w domu dziecka, konwojował byki w pociągach, hodował owce, pisał hasła dla agencji reklamowej, nieco czasu spędził także jako pensjonariusz zakładu karnego.
Wiersze zapisuje na skrawkach papieru, szczęśliwie przechowały się w szufladzie i dzięki temu ukazały się tomiki: Wiersze i bajki dla dzieci (19…), Nikomu nieznana bohema (1993), Lucidum intervallum (1999) – o którym w recenzji wydawniczej napisano, że „to poemat o mieście i jego chorej duszy”. Czyste, klarowne metafory, potoczysty rytm pozwalają zrozumieć, dlaczego wiersze Macieja Rembarza rozpoznają we współczesnej aglomeracji obecność unoszącego się w niej ducha średniowiecza. Wydał także tomik Z natury rzeczy (19..) oraz zbiór wierszy i piosenek Wiersze na prawdę miłosne (2004), w których „kontynuuje swoje doświadczenia i wędrówkę w obiektywnie ekstremalnych warunkach czy okolicznościach, którymi tym razem są więzienia, kostnice, cmentarze i knajpy, przeglądając się w zapiskach niemal reporterskich, w starych testamentach, więziennych regulaminach…” .

Paweł Cieliczko

no images were found

Ulica Świętosławska

Urokowi ul. Świętosławskiej ulegali nie tylko poeci. Zbigniew Zakrzewski wspominał: „Towarzysząc wycieczkom architektów i historyków sztuki po zabytkowej części Poznania, miałem możność usłyszeć niejedną o niej opinię. Na przechodniu, zbliżającym się ul. Świętosławską do gmachu Fary, silne wrażenie może zrobić widok tego miejsca. Jest to efekt wywołany kontrastem wąskiego przesmyku jaki tworzą niskie po obu stronach Świętosławskiej budynki, z ogromem fasady kościoła. Jest to z pewnością jedno z ciekawszych w Polsce rozwiązań architektury zabytkowego śródmieścia”.
Ulica Świętosławska jest znana nie tylko wśród architektów i plastyków, szeroko znana jest jej muzyczna sława. Wiąże się ona zarówno z koncertami organowymi w Farze, jak i ze znajdującą się pod numerem 7 siedzibą Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, z tradycjami sięgającymi powstałego w 1885 r. Koła Śpiewackiego Polskiego, które organizuje najstarszy konkurs skrzypcowy oraz konkurs dla lutników. Przed wojną znajdowała się na niej jedna z najpopularniejszych poznańskich szkół tańca prowadzona przez Piotra Mikołajczaka, obecnie usłyszeć można takty dochodzące z budynku Szkoły Baletowej. Pisał o tym twórca Festiwalu Teatralnego Malta Michał Merczyński – „Ulica Świętosławska jest oddechem dla staromiejskiego gwaru. Kiedy się stanie na jej końcu, szczególnie wieczorem, gdy jest oświetlona – to cudo! Jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Stary Rynek latem tętni życiem i nie można znaleźć w knajpkach wolnego stolika. Wystarczy jednak wejść w Świętosławską, i nawet jeśli są tu ludzie, nie ma szumu. Ta ulica to trochę inny świat, może dlatego, że prowadzi wprost do kościoła i nie jeżdżą tu samochody. Znajduje się tu kilka ważnych dla mnie miejsc: przepiękna perspektywa od strony Starego Rynku, kawiarenka Cocorico i Polski Teatr Tańca Ewy Wycichowskiej z pięknym dziedzińcem Szkoły Baletowej. […] Vis-ā-vis szkoły, w jednej ze starych urokliwych kamieniczek mieści się Towarzystwo Muzyczne im. H. Wieniawskiego. Pracowałem tam przez wiele lat i dobrze znam klimat tej ulicy. W letnie, upalne dni godzina 12.15 była dla mnie czasem magicznym. Codziennie o tej porze w farze odbywały się koncerty organowe. Kiedy tylko usłyszałem, siedząc w >>Wieniawskim<< na górze, że koncert się zaczyna, szybko zbiegałem do fary. To były dla mnie prawdziwe chwile wytchnienia. Świętosławska jest ulicą pełną dźwięków. Oprócz odgłosów z kościoła słychać też dźwięk pianina ze Szkoły Baletowej i głos akompaniatorki mówiącej: >>i raz, i dwa, cztery, pięć<>ale przecież ja siedzę tyłem, więc o co mnie tu posądzacie<<”.
Renomowany poznański cukiernik: Wojciech Kandulski przypominał z kolei, że na ul. Świętosławskiej można było zaspokoić nie tylko potrzeby wyższe: religijne, muzyczne, baletowe, ale także zupełnie przyziemne. „Na narożniku Gołębiej i Świętosławskiej, w zaułku koło fary spędziłem chłopięce lata, terminując u znanego cukiernika Faleńskiego. Była tam cukiernia zwana Słodką Dziurką. Z całego Poznania ludzie przyjeżdżali na pączki i ciastka”.
O tym, jak zachwycającym zakątkiem Poznania jest ul. Świętosławska, wie każdy, kto się na niej znalazł. Warto jeszcze wspomnieć o powikłanych dziejach nazwy tej uliczki – jednej z kilkunastu najstarszych w mieście. Wytyczono ją jako jedną z trzech ulic biegnących z rynku na południe. Tylko środkowa – ul. Wrocławska – do dziś zachowała swą pierwotną nazwę. Równoległe nosiły miana odzwierzęce: współczesna ul. Szkolna nazywała się Psią, a obecna ul. Świętosławska była Kozią. Gdy w tym rejonie powstały dumne i bogate budynki kolegium, klasztoru i kościoła oo. Jezuitów, nie wypadało by wiodąca ku nim ulica miała tak pospolitą nazwę. Ulica Kozia została więc „przemieszczona” i dała nazwę pierwszej ulicy „zatylnej”, znajdującej się na południe od rynku, gdzie pozostaje do dziś. Droga do kościoła pod wezwaniem św. Stanisława określana zaś była jako: Stanisławska, św. Stanisława, Świętostanisławska lub po prostu Świętosławska. Urzędowo zaś tak w I Rzeczpospolitej, jak i pod pruskim zaborem oraz w czasach II Rzeczpospolitej nosiła miano ul. Jezuickiej. W 1935 r. polskie władze oficjalnie uznały jej tradycyjną nazwę i odtąd była ul. Świętosławską. Nie cieszyła się tym długo, bo zaraz po włączeniu Poznania do Rzeszy, w październiku 1939 r. władze hitlerowskie wydały plan Poznania z nowymi nazwami ulic i przez ponad 5 lat honorowała wybitnego malarza – Dürera. Po zakończeniu wojny światowej znów stała się ul. Świętosławską, upamiętniając biskupa Stanisława ze Szczepanowa, którego jedna rzeźba znajduje się w kamienicy nr 10, a druga w fasadzie kościoła pod jego wezwaniem u jej wylotu. Biskup ze Szczepanowa jest poznańskim fenomenem topomastycznym, patronuje bowiem dwóm ulicom w mieście, druga – ul. św. Stanisława znajduje się na poznańskich Winiarach.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *