Maria Komornicka – Stara Rzeźnia

158-maria-komornicka-stara-rzeznia1876-1949

Dźwięczny bruk pomnę, przydługi parkan, na nim litery
Olbrzymie: „Szlachtuz”. Dalej zbrzydzony Tum starożytny
U którego świetnych nagrobków, w pielgrzymce zaszczytnej
Bohatersko drżąc z zimna, małej dostałem cholery.

Place banalne, schludny trotuar i porządne gmachy,
Świadczące, że Berlin, choć niedokładnie, jest im znany.
Hotel „bequem” z okna Egipski fresk i strojne ściany –
doktór dworny jak poseł, ulica fanfary, Wachy,

I Kościółek pamiętam – stary, jak Orle legendy;
W reparacji; pięciu żonglerów raczej, niż mularzy
Krzątało się z cegłą. Myślałem, że oczom się marzy,
Patrząc na błyskawiczne spokojnych ruchów rozpędy.
O takich czartach, co w mig budują dom, Adam gwarzy
w Pani Twardowskiej. Może z nich który zawadził tedy…

Poznań

Sonet Marii Komornickiej jest przykładem dużej spostrzegawczości. Wspomina to, co zapamiętała z pobytu w Poznaniu: place, trotuary, hotel, kościółek… Niepokoją początek i koniec. Olbrzymi napis Schlachtuz (nawet bez znajomości niemieckiego przywołujący eufonicznie jakiś niepokojący obraz cięcia czy też szlachtowania) – to na początku. A na końcu zmęczone oczy dostrzegają diabła. Być może to aluzja do jakiegoś rodzaju paktu faustowskiego (tak twierdzi autorka najnowszej monografii, Izabela Filipiak), choć czart wydaje się niezbyt groźny, bo nasz, swojski, rodem z Pani Twardowskiej Mickiewicza. A jeśli pakt, to czego dotyczy? Gdzieś czai się tajemnica…
Maria Komornicka była cudownym dzieckiem polskiego modernizmu. Debiutowała opowiadaniami mając 16 lat, samodzielny zbiór – Szkice (1894) wydała, mając 18 lat, a rok później wraz z Cezarym Jelentą i Wacławem Nałkowskim opublikowała sztandarowy zbiór manifestów tego okresu, czyli Forpoczty(1897). Była panną z dobrego ziemiańskiego domu i wyjechała na studia do Cambridge (Kolegium Newnham), co rzadkie w okresie, gdy edukacja wyższa kobiet ciągle stanowiła przedmiot sporów. Jednak nie zabawiła tam długo i zamiast być wdzięczna losowi (i ojcu, który to sfinansował), okazała niewdzięczność, czemu dała wyraz w szkicu Raj młodzieży. Po powrocie do Polski Komornicka pisze, czyta, publikuje: wychodzi jej tomik wierszy Baśnie Psalmodie (1900), a w „Głosie” w odcinkach ukazuje się jej powieść Halszka (niestety w 1901 r. współpraca się urywa i to w sposób dość wobec pisarki arogancki).
Komornicka współpracuje też z „Chimerą” Zenona Przesmyckiego, gdzie pod pseudonimem zamieszcza bardzo wnikliwe recenzje. Ale jej kariera już zaczyna się rwać. Jako samodzielną książkę wydaje swój najbardziej znany utwór Biesy, który – jak twierdzi Filipiak – jest „jedną długą głodową halucynacją, a ich autorka jest osłabiona, bezsenna i samotna”.
Do najbardziej brzemiennego w skutki wydarzenia w życiu Komornickiej dochodzi w Poznaniu. W lipcu 1907 r. poetka wraz z matką jedzie do morskiego kąpieliska w Kołobrzegu. Po drodze zatrzymują się w poznańskim hotelu Bazar. To tutaj właśnie Maria, wedle relacji jej siostry Anieli, „zażądała kategorycznie męskiego stroju” (jednak źródła nie podają, czy żądaniu stało się zadość). „Wróciwszy do hotelowego pokoju, matka znalazła leżącą w łóżku córkę, zamienioną tymczasem w syna, a w piecu ujrzała dopalający się damski strój” – pisze Edward Boniecki w książce Modernistyczny dramat ciała. Maria Komornicka. Odtąd Maria stała się Piotrem Odmieńcem.
A jednak w sonecie Poznań nie ma opisu przemiany. Jest natomiast aluzja do paktu z diabłem (co, zważywszy na literackie konotacje, wcale nie musi być symptomem choroby). Co więcej, Izabela Filipiak w monografii poetki twierdzi, że sama Komornicka nigdy nie wspominała Poznania jako miejsca podjęcia ważnej, zmieniającej życie decyzji (robili to za nią inni). I dlaczego właściwie Komornicka tak szybko znalazła się w niemieckim szpitalu, gdy akurat niemiecki nie był tym językiem, który znała najlepiej? Monografistka mnoży pytania i sugeruje, że inicjalnie płciowa przemiana Komornickiej – skłonnej do absurdu „byronicznej” podróżniczki po romantycznych pejzażach poetyckich – mogła być „gestem ironicznym”.
Po „przemianie” poetka często przebywa w różnych zamkniętych zakładach leczniczych, skąd śle listy do matki z prośbami o zabranie do domu. Dopiero po wybuchu I wojny światowej rodzina zabierze ją do rodzinnego Grabowa. Tutaj przeżyje również drugą wielką wojnę. Ciągle pisze – już tylko dla siebie i „późnych wnuków”. W Grabowie powstaje obszerna Księga poezji idyllicznej, skąd pochodzi sonet Poznań. Komornicka umiera w zapomnieniu w Zakładzie Rodziny Marii w Izabelinie pod Warszawą 9 lutego 1949 r.
Życie pośmiertne Marii Komornickiej rozpoczęło się w 1964 r., gdy Stanisław Pigoń wydał Materiały dotyczące biografii i życia Marii Komornickiej. Jednak dopiero Maria Janion tak naprawdę przywróciła poetkę pamięci historyczno-literackiej, przedrukowując utwory poetki (czego nie zrobił Pigoń) w tomie Odmieńcy legendarnej serii Transgresje. Sama również napisała na jej temat esej (a potem i kolejny – oba znajdują się w książce Kobiety i duch inności). Od tego momentu Komornicka zaczęła fascynować wyobraźnię badaczy i czytelników. Poetka doczekała się osobnego wyboru wierszy (pod redakcją Marii Podrazy-Kwiatkowskiej) i monografii (pierwsza pióra Edwarda Bonieckiego). W 2005 r. Izabela Filipiak wydała obszerny postmodernistyczny dramat narodowy osnuty na motywach życia i twórczości Komornickiej Księga Em, a w 2007 r. – monografię, w której twórczość poetki stała się punktem wyjścia do reinterpretacji niektórych wątków polskiego modernizmu.

Błażej Warkocki

 

Stara Rzeźnia

Wielki, przydługi napis Szlachtuz, o jakim mowa w wierszu, ujrzeć musiała poetka na budynkach nowobudowanej poznańskiej rzeźni miejskiej, która powstała kilka lat przed jej wizytą w Poznaniu, na terenie dawnych łąk dominikańskich. Fasady efektownych gmachów wyłożone zostały żółtymi cegłami, a gzymsy, parapety i dekoracje wykonano z czerwonych licówek i kształtek. Budynki wznoszonej od 1898 r. rzeźni są eklektyczne – dominującym stylem jest neogotyk, ale znaleźć można liczne nawiązania do renesansu północnego. Felixowi Moritzowi udało się zaprojektować całe założenie przemysłowe tak, by było w pełni funkcjonalne, a równocześnie miało cechy charakteryzujące budowlę użyteczności publicznej.
Józef Łukaszewicz w Obrazie historyczno-statystycznym miasta Poznania w dawniejszych czasach wskazuje o ponad wiek starszą metrykę rzeźni miejskiej, która stanęła w 1800 r. przy Grochowych łąkach. Stało się to w wyniku decyzji Komisji Dobrego Porządku z 1799 r., która powtórzyła nakaz magistratu, który już w 1756 r. „nakazał rzeźnikom chrześcijańskim, aby sobie szlachtus wystawili, gdyż bijąc bydło, świnie i t. d. po domach stawali się przyczyną wielkiego niechlujstwa i smrodu po mieście”.
Przebudowy z lat powojennych zeszpeciły pierwotny projekt i doprowadziły do powstania licznych szkaradnych obiektów. Od kilkunastu lat w budynkach nie funkcjonują już masarnie, a Stara Rzeźnia czeka na inwestora, który – podobnie jak Grażyna Kulczyk Staremu Browarowi – nada jej nowe funkcje. Próby zorganizowania tam ogródków piwnych oraz przedstawienia realizowane w ramach Malta Festiwal Poznań wskazują na oczekiwany i preferowany kierunek jej zagospodarowania. I zgodzić się przyjdzie z poetką, która minąwszy Szlachtuz, dostrzegła diabła. Utworzenie na miejscu byłej ubojni, centrum handlu, rozrywki, sztuki i gastronomii ma bowiem w sobie coś diabelskiego.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *