Maria Konopnicka – Fort Winiary – Cytadela

162-maria-konopnicka-fort-winiary-cytadela1842-1910

Ranek był świeży, wiosenny, słoneczny. W winiarskim forcie, w Poznaniu, piał grubym, chrypliwym głosem wielki kałakucki kogut. Piew to był głuchy, jakby ze ściśniętej gardzieli idący, zakończony charczeniem dwóch kłócących się ze sobą falsetowych tonów, urwanych na jakiejś niesfornej, czkawkę przypominającej nucie. […] Już ze wszystkich przedmieść pobliskich, z Waliszewa, z Nowej-Grobli, ze Środki – rozległo się jasne, szerokie, donośne pianie zwykłych polskich kurów. […] Sąsiad z winiarskiego fortu świeżym był przybyszem; przedmiejskie koguty nie nawykły jeszcze do jego tubalnego głosu. Wiadomo było, iż uważają go wprost za szykanę. […] Złe jakieś szepty chodziły już od dawna po winiarskim forcie, ba, po mieście całym. Gadali ludzie, że nowy proboszcz przybywał z daleka; gadali, że nawet po polsku nie umie…

W winiarskim forcie

W działalności literacko-publicystycznej Marii Konopnickiej niezwykle silnie uwidacznia się jej zainteresowanie i aktywne zaangażowanie w kwestie społeczne. Głęboki humanizm, patriotyzm i radykalizm społeczny pisarki – jak pisze Stanisław Szwalbe – przyczynił się do powstania wielu utworów wyrażających jej niezgodę wobec wyzysku chłopów, nędzy robotników, krzywdy wyrządzanej dzieciom czy aktów rasizmu oraz antysemityzmu. Alina Brodzka wskazuje jednak, iż to „sprawa patriotyzmu, jego treści ideowej i społecznej w dziejach narodu, była największą pasją życiową, stale roztrząsanym problemem” w twórczości Konopnickiej. Dlatego też pisarka nie mogła pozostać bierna wobec polityki germanizacyjnej prowadzonej w zaborze pruskim, której była naocznym świadkiem. Okres tzw. Kulturkampfu („walki kulturalnej”) rozpoczął się w 1872 r. Rok później z rozkazu kanclerza Bismarcka uchwalono „ustawy majowe”, które przekazywały rządowi kontrolę nad kazaniami w kościołach, odsuwały polskich księży od odprawiania mszy i nauczania, wprowadzały obowiązek nauki religii w języku niemieckim. Wydarzenia 1885 r., kiedy w ramach polityki kolonizacyjnej ponad 30 tysięcy Polaków zmuszonych zostało do opuszczenia ziemi poznańskiej, zamieszkiwanej przez ich rodziny od wielu pokoleń, Konopnicka opisała we wstrząsającym wierszu Do granicy (1887).
Temat patriotyzmu i kwestii germanizacji społeczeństwa polskiego Konopnicka porusza również w cytowanej powyżej noweli W winiarskim forcie, która po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1889 r. na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”, następnie zaś weszła do zbioru Moi znajomi (1890). Utwór ten jest obrazkiem z życia Polaków w Poznaniu w pierwszych latach Kulturkampfu.
Nowela przedstawia historię wachmistrza Dzieszuka, najstarszego żołnierza w forcie winiarskim, cieszącego się ogromnym szacunkiem i autorytetem wśród pozostałych rekrutów, który „chociaż tak dawno karabin pruski dźwigał, ze >>szwabami<< nigdy jakoś pogodzić się nie mógł”. Ponadto „dwa też były u niego gatunki ludzi i rzeczy: >>szwabska krew<< i >>polska krew<<”. Nietrudno się domyślić, iż to pierwsze wyrażenie było nacechowane pejoratywnie i często używane przez bohatera jako przekleństwo, owa druga kategoria natomiast stosowana była przez wachmistrza jedynie do pozytywnego wartościowania zdarzeń – zdarzeń uznawanych przez niego za wspaniałe, których przykładem było otrzymanie od proboszcza książki do pacierza „ze złoconymi brzegami i w pięknym futerale”. Dzieszuk był bowiem osobą głęboko wierzącą i każdej niedzieli uczestniczył we mszy żołnierskiej w poznańskiej Farze. Wówczas, z dumą korzystając ze swojej książki do nabożeństwa, przeżywał chwile prawdziwego religijnego uniesienia i stanowił wzór dla wszystkich podkomendnych. Ogromnym wstrząsem było więc dla wachmistrza doświadczenie pierwszej mszy odprawionej po niemiecku przez nowego księdza, który przybył do Poznania z Westfalii. Głębokie oburzenie, poczucie niesprawiedliwości i ucisku spowodowało, że wachmistrz Dzieszuk symbolicznie, acz krwawo zemścił się na nowym proboszczu, zabijając jego ulubionego kałakuckiego koguta: „Grube jego, pierzem obrosłe nogi sterczały skulonymi pazurami wysoko do góry, szyja była skręcona, przy silnym dziobie nieco krwi zaschłej. Była to zapewne >>szwabska krew<<”.
Opowiadanie W winiarskim forcie porusza bardzo istotny i trudny temat germanizacji poznańskiej ludności polskiej poprzez poddanie pod całkowity nadzór władz państwowych Kościoła – instytucji, która silnie przyczyniała się do zachowania odrębności narodowej Polaków. Konopnicka zastosowała jednak w tej noweli ciekawy i zaskakujący w kontekście powagi tematu sposób narracji, w którym, jak wskazuje Alina Brodzka, zręcznie splatają się momenty patosu i komizmu. Zachowanie wachmistrza Dzieszuka często jest wręcz groteskowe, a jego gesty są teatralnie przesadzone. Takie zmieszanie tragizmu z komicznością nie unieważnia podjętego problemu, ale jeszcze wyraźniej podkreśla jego poważny i dramatyczny wymiar.

Małgorzata Cieliczko

 

Fort Winiary

Fort Winiary (zwany Cytadelą) zbudowany został przez Prusaków na liczącym 100 ha terenie Wzgórza Winiarskiego w latach 1828-1839 jako centralny element twierdzy, w jaką przekształcili przygraniczny Poznań. Fort opasany był wałem długości 3 km, wzmocnionym trzema bastionami i czterema rawelinami, otoczonym suchą fosą o głębokości i szerokości ok. 10 m. Wykonana z cegieł przeciwskarpa miała 1,8 m grubości, a grubość murów reduty koszarowej (trzy kondygnacje nadziemne i dwie podziemne), wynosiła 2,5 m. Ten gigantyczny obiekt militarny przez ponad 100 lat był niezdobyty. Pragnący tego dokonać powstańcy z lat 1846 i 1848 znaleźli się w nim, ale jako więźniowie. Powstańcy wielkopolscy w 1919 r. zajęli ją bez jednego wystrzału po udanych pertraktacjach i zapewnieniu wojskom niemieckim możliwości swobodnego opuszczenia miasta; 20 lat później polskie wojska opuściły miasto, pozostawiając Cytadelę Niemcom.
Pierwszy raz militarnie zdobywano ją dopiero w 1945 r. Niemiecka załoga przez cztery tygodnie zawzięcie broniła się w stuletniej twierdzy, która przez lotnictwo i artylerię obrócona został w perzynę. Poznań został wówczas zniszczony w skali, jakiej nie zaznał od wojen szwedzkich. Walki o miasto i twierdzę w 1945 r. są głównym przedmiotem ekspozycji Muzeum Uzbrojenia – Cytadela Poznańska, zlokalizowanego w dawnym schronie amunicyjnym, przed którym na placu prezentowany jest ciężki sprzęt wojskowy: czołgi, działa, samoloty i samochody wojskowe.
Obecnie dawna twierdza pruska to największy miejski park Poznania. Spacerując po nim, warto spojrzeć na zawieszony na dwóch wysokich na 16 metrów słupach Dzwon Pokoju i Przyjaźni Między Narodami. Wśród parkowych ścieżek odnaleźć możemy około 30 rzeźb plenerowych, postawionych tu w latach siedemdziesiątych XX w. w ówczesnym Parku Pomniku Braterstwa i Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.
Na łące usytuowanej między dzwonem a rosarium, 19 października 2003 r. odsłonięto plenerową ekspozycję rzeźb Magdaleny Abakanowicz. Nierozpoznani to 112 żeliwnych, brunatno-czerwonych postaci bez głów i rąk. To największa grupa rzeźb plenerowych w Poznaniu powstała z okazji 750-lecia lokacji miasta. Światowej sławy artystka długo się wahała, czy Poznań nie odrzuci jej projektu. W liście do Jarosława Maszewskiego, który był duchem sprawczym tego przedsięwzięcia, pisała: „Miasto widzę jako organizm pragmatyczny, który odrzuci metaforę. Czego przykładów dostarcza życie. Tak jak pamiętam Poznań, ma on […] atmosferę wyciszenia, solidności, istniejącego porządku, którego nie można zakłócić własną mantrą, wyznaniem nie na miejscu”.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *