Marian Grześczak – Ulica Matejki

098-marian-grzesczak-ulica-matejki1934–2010
Na koniec znalazłem poddasze przy ulicy matejki
Mógłby tam umrzec słowacki anawet lautréamont
Taka pieczara co ma na brzuchu kafle
Idwa kaloryfery pod sciana pilsniowa […]

Nieheblowana deska inic ze snobizmu
Moze panowie artysci zechca tu zamieszkac
Piła tu dla estetów sentyment wstrugarce
Iołowiane rury jak srebrne armstrongi
Moze sie dudy znajda ijeden poznanizm
Instrument na cykorie idwa kilo masła

Budowanie
Wiersz Budowanie zawiera dwa najważniejsze wyznaczniki poezji Grześczaka. Widać fascynację miastem z jego hałasem, pędem, brudem, tymczasowością, urządzeniami, z drugiej zaś strony pojawia się śmierć – śmierć największych poetów, która nie byłaby zauważona w pędzie epoki. Zaryzykować można twierdzenie, że dla tego – wywodzącego się z Nockowa pod Śremem – poety najważniejsze pozostawało doświadczenie wielkiego miasta, którym był dla niego Poznań, oraz pobłyski turpistycznych utworów pochodzącego z pobliskiego Leszna Stanisława Grochowiaka. Poezja Grześczaka jest chłodna, oschła, wyważona, jakby nasączona pruskim duchem porządku. Jego „poznanizm” to jednak nie pruski ordnung, ale krzątanie się wokół swoich spraw, gdzie ważniejsze od instrumentów muzycznych są instrumenty do przechowania żywności. A o swój byt zadbać należy, nawet mieszkając na poddaszu pięknej, poznańskiej, secesyjnej kamienicy, przy – jakby paryskiej – ulicy Matejki. Marian Grześczak działał w poznańskiej grupie poetyckiej Wierzbak. To on jest pomysłodawcą i autorem antologii tekstów członków grupy wydanej z okazji 50-lecia jej powstania, zatytułowanej Wiek Wierzbaka, bo choć „minęło półwiecze, ale w takim przyspieszeniu, że stoi za wiek”. Dokonał w niej demitologizacji grupy, pisząc, że rodziła się ona nie podczas improwizacji i dysput uwznioślonych młodych poetów, ale gdy pływali w poznańskiej Rusałce lub w pływalni staromiejskiej mieszczącej się w dawnej synagodze, gdzie pod prysznicami postanowili znaleźć nazwę dla swej grupy. Nazwę zresztą Grześczak uważał za wyjątkowo nieudaną, prowincjonalną do kwadratu, bo Wierzbak to nawet nie rzeczka, ale strumyk przepływający przez niewielką dzielnicę Poznania. Zaprzeczał też, jakoby wzięła się stąd, że w mieszkaniu Józefa Ratajczaka, który mieszkał przy ul. Nad Wierzbakiem, odbywały się poetyckie sympozjony. Sam nigdy w tym mieszkaniu nie był, a wierzbakowcy spotykali się nad wodą, w parkach, kawiarniach i knajpkach. W poezji także dążyli do konkretu, a Grześczak doprowadził to myślenie do granic możliwości, tworząc jedne z pierwszych wierszy „nadsłownych” i poezję konkretną. Znamy je wszyscy z portali społecznościowych – to te rysuneczki serc czy bukiety kwiatów wystukiwane z pojedynczych liter. A może ta niechęć Grześczaka do parkowo-strumykowych początków grupy bierze się z jego miłości do miasta, uchodzi wszak za jedynego polskiego poetę- -urbanistę i pierwszego po Peiperze i wczesnym Przybosiu poetę wielbiącego miasto. Z kolei podkreślanie wagi tężyzny fi zycznej wynika z jego zamiłowania do sportu. Jest wszak autorem antologii Stadion ze słow. Sport w poetyckiej polszczyźnie (1985) – zbioru tekstów poświęconych sportowi, od Kochanowskiego poczynając. Redagował pismo „Dysk Olimpijski” oraz dział kulturalny „Sportowca”, za tomik Człowiek dźwiga ciężary (1972) uhonorowany został I nagrodą w konkursie poetyckim z okazji Igrzysk Olimpijskich w Monachium, a za tom wierszy Atena strząsająca oliwki – Złotym Wawrzynem Olimpijskim (2004). Grześczak był zakochany w Poznaniu, gdzie studiował polonistykę, specjalizując się w bohemistyce, a potem zakładał Wierzbak, prowadził klub Od Nowa, organizował Festiwale Młodej Poezji. W 1960 r. przeniósł się do Warszawy i od tej pory mógł – jak to ujął Piotr Kuncewicz – bez szkody dla niczego nostalgicznie wspominać Poznań. W Poznaniu rozgrywa się akcja jego głośnej powieści Odyseja, Odyseja (1973), której bohater po trzech latach wychodzi z więzienia i spotyka swoich znajomych, którzy z powodu osobistych zawiści doprowadzili do jego skazania. Dostrzega, że zrujnowanie mu życia nic w nich nie zmieniło, a w tle narasta wrzenie, bo jest czerwiec 1956. Książka jest o egzystencji i o polityce, a co dla nas najważniejsze – to dobra powieść o Poznaniu. Warto jeszcze wspomnieć, że miłością Grześczaka była Czechosłowacja. Wyrażało się to nie tylko tomami przekładów z języka czeskiego, ale i zaangażowaniem osobistym: w latach 1990–1996 był konsulem w Czechosłowacji, a potem radcą ambasady polskiej w Republice Słowackiej oraz dyrektorem Instytutu Polskiego w Bratysławie. Jego aktywność znalazła też wyraz w funkcji prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, prężnego działacza polskiego PEN Clubu oraz Polskiej Akademii Olimpijskiej.

Paweł Cieliczko

no images were found


Ulica Matejki

Ulice Nowoogrodowa (obecnie Matejki) wytyczono w1896 r., awiec cztery lata przed właczeniem Łazarza wgranice Poznania, gdy zapadła decyzja ozniesieniu ograniczen zwiazanych zmilitarnymi funkcjami miasta. Była ona równoległa do – stanowiacej główna arterie komunikacyjna dzielnicy – ul. Łazarskiej (Głogowskiej), od której oddzielał ja teren szkółki Towarzystwa Upiekszania Miasta, przejety przez miasto iprzekształcany wpubliczny Ogród Botaniczny. W1901r. działki przy ul. Nowoogrodowej kupił architekt Max Johow, który postanowił wzniesc przy parku luksusowa dzielnice willowych kamienic. Atrakcyjnosc lokalizacji wynikała zzabudowy tylko zachodniej strony ulicy oraz tego, ze fasady wychodziły na piekny park miejski. Max Johow wraz zEmilem Asmusem podzielili teren pomiedzy obecnymi ulicami: Matejki, Chełmonskiego, Kossaka oraz poprzecznymi Grottgera, Siemiradzkiego iWyspianskiego na 74 działki, na których wznoszone były imponujace, niepowtarzalne kamienice, októrych wiecej przy hasle dotyczacym Jerzego Waldorffa. Zachwycony ulica Matejki był Marian Grzesczak. Zachwycał sie jednak wsposób dla siebie typowy – pisał, ze na poddaszu przy ul. Matejki mogliby umierac poeci. Trudno owiekszy komplement, bo wszak miejsce dla przejscia poety wzaswiaty zaiste byc musi niezwykłe. Pilsniowe płyty inieheblowana sosna pojawiaja sie, gdyz wpierwotnym załozeniu strychy kamienic nie miały byc zamieszkiwane idopiero wlatach pózniejszych wielkie apartamenty były dzielone, apoddasza adaptowane na mieszkania. Biedni artysci nie tylko umierali na strychach burzuazyjnych kamienic, poddasze przy sasiedniej ul. Berwinskiego było przed wojna pracownia Ludwika Pugeta, moze stad pomysł Grzesczaka. Wostatnich latach ul. Matejki odzyskuje dawny blask dzieki remontom kamienic prowadzonym zarówno przez prywatnych włascicieli, jak wspólnoty mieszkanców oraz miasto, które wkilku znich umiesciło swoje agendy (UM, ZKZL, ZTM). Powołane zostało takze stowarzyszenie zmierzajace do rewitalizacji załozenia Johow-Gelände, któremu zyczyc nalezy powodzenia, apoetów przekonac, by zamiast umierac na niedogrzanych poddaszach kamienic przy ul. Matejki, zyli iopiewali jej urok. Wprzewodniku literackim nie mozna pominac niezwykłego prywatnego muzeum, które znajduje sie przy ul. Matejki53. Tam to, na zapleczu antykwariatu Rosa, Leonard Rosadzinski stworzył niezwykła izbe pamiatek po poznanskich introligatorach. Zgromadził dyplomy, dokumenty ipamiatki tego cechu, atakze urzadzenia, dzieki którym ksiazki owspaniałej tresci zyskiwały tez doskonała oprawe. Dume własciciela stanowi wyprodukowana w1870 r. złociarka – rozgrzewana dwoma zelaznymi duszami – za pomoca której wytłaczano na okładkach złote litery. Dzis – w czasach, gdy ksiazki produkowane sa przemysłowo – własnie w takich miejscach mamy jeszcze szanse zachwycic sie kunsztem dawnych mistrzów introligatorstwa.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *