Michał Protasiuk – Znikające knajpy Klubu Fantastyki „Druga Era”

274-michal-protasiuk-znikajace-knajpyur. 1978

Przestąpiwszy próg Alefu Zero, Genipo znalazł się we wnętrznościach wielkiej ryby. Wpierw gardziel – przestronny przedsionek, odstraszający zaparowanymi, mokrymi szybami, które długimi pociągnięciami pędzla rozmazywały światło ulicznych latarni. Potem przełyk – wąski korytarz, prowadzący do głównej sali, wreszcie żołądek – pełen połkniętych wcześniej nieszczęśników, trawionych całą wieczność. Siedzieli oni teraz zasępieni za dębowymi stołami, próbując odczytać przyszłość z kształtów spienionego piwa, wylewającego się z glinianych kufli. Salę wypełniał tytoniowy dym […]. Genipo przepoczwarzył się w mieszkańca mitycznej krainy rozpościerającej się po drugiej stronie życia, w istnienie której wierzyło wiele kultur epoki przeddeterministycznej.

Punkt Omega

„Gospoda nazywa się Amber, my jednak mówimy na nią Alef Zero” – ostrożnym szeptem wyjaśnia spiskowiec, jeden z wielu odwiedzających poznańską knajpę, melinę konspiracyjnej siatki, mającej odmienić oblicze niezwykłego świata z kart powieści Michała Protasiuka. Ale poznański Amber już nie istnieje. Przetrwał jedynie w narracyjnej pamięci jako węzłowe i najmocniej nasycone znaczeniami miejsce fikcyjnego Poznania. A dziwny to Poznań: dawny, chociaż gdzieniegdzie jakby dzisiejszy. Z działającą rzeźnią (jeszcze nie Starą), targiem na Śródce i aresztem na ul. Młyńskiej. Z gazowymi latarniami i dorożkami. Ale i z odrestaurowaną Cytadelą: bohaterowie zachodzą do amfiteatru wybudowanego w 1968 r. (przez ZMS, w czynie społecznym) i spotykają się pod dzwonnicą, która musi być Dzwonem Pokoju i Wolności wzniesionym w 1986 r.
Tylko czy to w ogóle Poznań? Po prawdzie, nie całkiem wiadomo, gdzieśmy się znaleźli – nazwa tego dziwnego miejsca nie pada ani razu. A jednak pieczołowitość odwzorowania, pomimo iż palimpsestowo nawarstwiają się na siebie przekroje nowsze i dawniejsze, nie pozostawia wątpliwości – to Poznań, tyle że po fantastycznonaukowym liftingu.
Z wysokości ratuszowego balkonu na rynek i ulice spogląda burmistrz-tyran Leon Lavouple, terroryzujący mieszkańców doktryną filozoficznego determinizmu. Pomysły burmistrza, które są wyraźnym echem idei Simona Laplace’a, regulują tętno całego organizmu miejskiego: filozofia staje się ustrojem. Tutaj nawet dziecko wie, że świat jest maszyną działającą według napisanego wcześniej scenariusza. Protasiuk pokazuje ten ponury krajobraz w przededniu wielkich zmian. W mieście działa tajna organizacja, która ma zniszczyć państwową filozofię. Indeterministyczna metafora wahadła wypiera deterministyczną metaforę zegara. Wśród opozycjonistów znajdują się figury innych filozofów, m.in. po kartezjańsku wątpiącego Alberta Pond-Suspendu oraz myślowego brata Wittgensteina – Ludwika Moebiusa. Ważniejszy od filozoficznych utarczek jest jednak przewrót duchowy. Pognębieni mieszkańcy oczekują nadejścia mesjasza, a jego prorokiem, początkowo zupełnie nieświadomym, jest główny bohater, nauczyciel Genipo Hertz, ulepiony na podobieństwo biblijnego Jonasza.
Starotestamentowy kontekst jest kluczowy – sens cytowanego fragmentu staje się jasny dopiero po małej egzegezie, która uświadamia, że poznański pub kojarzyć trzeba z inicjacyjnym rytem opowieści. Jonasz, prorok mimo woli, nim trafił do brzucha ryby, a w konsekwencji do Niniwy, próbował przechytrzyć Boga i uchylić się od wykonania proroctwa. Niezdecydowany jest również Genipo. Ale tylko dopóki nie zostanie złowiony dla Sprawy przez tajną komórkę, obradującą w knajpie Amber, zmyślnie utkanej z sieci rybno-biblijnych analogii. Ich konsekwentne rozsnuwanie prowadzi do wniosku, że Poznań jest zarówno Niniwą, miejscem, którego dotyczy proroctwo, jak i Tarszisz, symbolizującym chwilową słabość, próbę uchylenia się od odpowiedzialności.
W swojej pierwszej książce Michał Protasiuk podjął ambitną próbę zamknięcia w ramach popularnych konwencji SF i kryminału opowieści o wielkich zmianach i chrześcijańskiej nadziei. Pisarz do dziewiętnastego roku życia mieszkał w Siedlcach, a po ukończeniu studiów osiadł w Poznaniu. Wciąż jednak mówi o sobie jako o człowieku Wschodu, a trwający już ponad 10 lat pobyt w stolicy Wielkopolski traktuje jak emigrację. I chociaż pisze literaturę fantastycznonaukową (debiutował w 2003 r. na łamach „Science Fiction” opowiadaniem Projekt Golgota), to sam czyta jej niewiele. W 2009 r. ukazała się kolejna powieść Protasiuka – Struktura.

Wojciech Hamerski

no images were found

Znikające knajpy Klubu Fantastyki „Druga Era”

W 1997 r. w Poznaniu, grudniową porą, spotkała się grupa młodych miłośników fantastyki. Wszyscy z mocnym postanowieniem zapełnienia pustki, odczuwanej po rozwiązaniu legendarnego poznańskiego klubu Orbita – dzięki nim nastały czasy Drugiej Ery. Niestety wraz z klubem fantastyki zrodziła się klątwa, której historię opowiadam nie bez dreszczyku. Utarło się, że środowe zebrania Drugiej Ery w gmachu Akademii Ekonomicznej znajdują swój finał przy piwie lub mineralnej w którymś z nieodległych pubów. Najdłużej spotykano się w Amberze (ul. Piekary 12a), zalegoryzowanym w powieści Protasiuka. Lało się tam ciemną Fortunę, słuchało dobrej muzyki (Floydów czy Petera Gabriela) i dyskusjom nie było końca. Ale klątwa znikających knajp Drugiej Ery już działała: lokal zamknięto. A wcześniej były przecież próby ze studencką Pomyłką (ul. Kościuszki) i Outsiderem (ul. Piekary). Oba niezwykle popularne puby po zetknięciu z fantastyką zniknęły z mapy Poznania. Po kasacji Amberu klub próbował zagnieździć się w sympatycznym wnętrzu U Franciszka, a później w knajpie Zamiesiąc (ul. Libelta), z której po kilku przegadanych godzinach, z powodu długich i śliskich schodów, ciężko było się wydostać niczym z krasnoludzkiej kopalni. I jak nie wierzyć w klątwę, skoro pierwsza z knajp przetrwała krótki czas po wyprowadzce Drugiej Ery, po czym wyparowała? Druga najpierw zrzuciła starą skórę (zmiana nazwy na Quest), ale licho nie spało: w końcu i Questa zamknięto na trzy spusty. Fantaści, zmuszeni do dalszej tułaczki, zawinęli do następnego portu, zacisznej kawiarni literackiej U Przyjaciół (ul. Mielżyńskiego).

Wojciech Hamerski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *