Orson Scott Card ur. 1951
Galeria Miejska Arsenał i Wielkopolskie Muzeum Wojskowe

042-orson-card-galeria-arsenal-muzeum-wojskowe

W sercu starego Poznania, odwiecznej stolicy Wielkopolski, znajduje się Rynek Główny. Co prawda, otaczające go kamienice nie są aż tak piękne jak te w Krakowie, ale zostały starannie odnowione i emanują chwytającym za serce, nieco wyblakłym wdziękiem. Rynek zdołał jakoś przetrwać druga wojnę światową, lecz komuniści najwyraźniej nie mogli pogodzić się z myślą, że marnuje się tak dużo miejsca […]. W związku z tym pośrodku rynku postawili paskudny przysadzisty budynek w brutalnie nowoczesnym stylu. Wyssał z tego miejsca całe życie […]. Na ten właśnie rynek wkroczyło stado słoni, samych samców.

Poznańskie słonie
(przeł. Arkadiusz Nakoniecznik)

Słonie na poznański Stary Rynek zagnała alegoryczna fantazja Orsona Scotta Carda. Znany autor SF zwiedził Polskę w 1997 r. przy okazji dorocznego zjazdu miłośników fantastyki „Polcon”. Dwa lata później, w liście skierowanym do polskich czytelników, napisał tak: „W ciągu tych kilku dni pokochałem Polskę taką, jaką w pełnej postaci ujrzałem na poznańskim Rynku Głównym”. Czyli jaką? Tradycyjną i dumną, a jednocześnie nie radzącą sobie z komunistycznym piętnem. Z wdzięcznymi kamieniczkami i nowoczesnymi pawilonami Galerii Miejskiej Arsenał i Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego na jednym rynku. Opowiadanie Carda rzuca nas w środek nieokreślonej, globalnej przyszłości (choć podtekst kieruje raczej ku lokalnej przeszłości). Pejzaż apokaliptyczny: Poznań dogorywa wyniszczony zarazą, która zsyła na mieszkańców bezpłodność. Ostatnich pięćdziesięciu poznaniaków (wśród nich narrator) obserwuje pochód słoni wdzierających się do miasta: „zjawiły się nie po to, by zwiedzać Poznań, lecz po to, żeby nas obserwować”. Potężne i mądre zwierzęta przychodzą zniszczyć zastany porządek. Ich obecności towarzyszą niezrozumiałe znaki i rytualne gesty. Pewnego dnia słonie ustawiają się w szyku i zaczynają napierać na szkaradne pawilony galerii i muzeum tak długo, aż te nie zamienią się w kupę gruzu.
Potoczysta narracja Carda projektuje nienachalną, ale wyrazistą alegorię historycznej transformacji. Fantastycznonaukowa, a zarazem niepolska perspektywa sprawia, że Poznańskie słonie są wyjątkowo ciekawym „śladem przełomu”. Narrator opowiadania zrazu przyklaskuje słoniowej demolce („To koneserzy architektury! Chcą przywrócić Poznaniowi dawne piękno!”), później jednak robi mu się żal „okropnego starego budynku, reliktu dawno minionych dni” i z mozołem, cegła po cegle, rekonstruuje utracone kształty. Carda bardziej od brzydkich zabudowań na Starym Rynku interesują zachowania słoni i ludzi. Słonie, które pojawiają się w opowiadaniu, w blasku dziejowej konieczności (a nawet Opatrzności) z rewolucyjną bezwzględnością rozprawiają się z socjalistycznym spadkiem. Jest on jednak również dziedzictwem: „to my, ludzie, wznieśliśmy ten budynek, jest nasz”. Nowe zastępuje stare, a Card z zaskakująco lokalną wrażliwością – zważywszy na amerykańską perspektywę – przedstawia niejednoznaczność tego procesu. Fantastyczny sztafaż (zaraza jest chyba sprytnym programem genetycznej inżynierii) pozwala na dialektyczny fajerwerk i ogłoszenie cichego zwycięstwa wariantu ewolucyjnego: słonie odejdą, ostatni ludzie umrą bezpłodnie, a kataklizm przetrwa para zdrowych i silnych pół słoni, pół ludzi – ich zaślubiny domykają opowieść.
Poznańskie słonie koronują polskie fascynacje Orsona Scotta Carda, przyglądającego się nam na co dzień z amerykańskiego Wschodniego Wybrzeża (mieszka w stanie Karolina Północna). Ogromną popularność na całym świecie pisarz zyskał dzięki powieści Gra Endera (1985). Kanoniczny dziś tekst został doceniony już w 1986 r., w którym wygrał dwie prestiżowe nagrody za najlepszą powieść – Nebuli i Hugo. Popularność Carda nie słabnie, o czym świadczy poczytność kolejnych książek – cyklu Opowieść o Alvinie Stwórcy czy kontynuacji Gry Endera. W sumie autor Poznańskich słoni napisał już ponad 50 powieści i jeszcze więcej opowiadań. A nie zajmuje się tylko pisaniem literatury. Jako członek wspólnoty mormońskiej prowadził przez jakiś czas działalność misyjną w Brazylii, a w 2005 r. przyjął posadę wykładowcy na Uniwersytecie Południowej Wirginii. Zaciekawienie naszym krajem zdradza Card również w Grze Endera, którą otwierają sceny z frapującą wizją Polski w tle.

Wojciech Hamerski

Galeria Miejska Arsenał i Wielkopolskie Muzeum Wojskowe

Dzięki przeprowadzonym po wojnie badaniom archeologicznym znamy obrys dawnej zabudowy śródrynkowej, jednak jej rekonstrukcja w oryginalnym kształcie okazała się niemożliwa (brak ikonografii). Właśnie dlatego szansę realizacji otrzymał kontrowersyjny projekt autorstwa J. Cieślińskiego, Z. Lutomskiego i R. Pawulanki. Już w trakcie budowy (1959-1962) prowokacyjnie ahistoryczne budynki wywołały wśród poznaniaków burzliwą debatę. O gustach się… dyskutuje, zwłaszcza jeśli szokująca operacja ma być dokonana na bijącym sercu Starego Miasta. Chociaż przeważają zwolennicy przebudowy, a nawet wyburzenia pawilonów, są jednak i obrońcy powojennej ekstrawagancji. Marcin Libicki w przewodniku po Poznaniu pisze chyba bez ironii, że budynki zostały „doskonale pomyślane” i że w tamtej sytuacji „trudno wyobrazić sobie lepszą koncepcję”. W pawilonach mieści się Wielkopolskie Muzeum Wojskowe, obecnie oddział Muzeum Narodowego oraz Galeria Miejska Arsenał działająca od końca lat sześćdziesiątych XX w.

Wojciech Hamerski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *