Oskar Kolberg – Kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa

156-oskar-kolberg-kosciol-najswietszej-krwi(1814-1890)

[Żydzi], ukrywszy się w sklepieniu podziemnym kamienicy Świdwów, trzy hostye rzucili na stół pod słupem sklepienia stojący i kłuć je nożami zaczęli, a Krew przenajświętsza trysnęła i obryzgała stół i ściany całego sklepu […] Żydzi widząc, że ta ich niegodziwa robota do wiadomości wielu przechodzi i wkrótce wykryć się i w ręce sprawiedliwości oddać ich może, po dołożeniu wszelkich starań i użyciu sposobów, aby hostye rychło zgubić mogli (rzucali je bowiem w ogień, w studnię i w kloakę, a one wychodziły zawsze białe i nienaruszone), wysłali z niemi dwóch żydów za miasto, by ciż na pastwisku czy w trzęsawisku w błocie utopili.

Wielkie Księstwo Poznańskie

Oskar Kolberg relacjonuje legendę o trzech hostiach wykradzionych i sprofanowanych przez Żydów w kamienicy przy ul. Żydowskiej. Jako miejsce profanacji Najświętszego Sakramentu dom Świdwów wskazany został dopiero w 1620 r., gdy inspekcja biskupia „odnalazła” w jego piwnicy stół, na którym Żydzi kłuli hostie. Spowodowało to wybuch rozruchów antyżydowskich, w których najbardziej aktywni byli studenci kolegium jezuickiego. Skutkiem pogromu nie było jednak ukaranie winnych, ale „Podobnie jak w wieku XIV-tym, tak i po ostatnim tym zdarzeniu wystawiono na pamiątkę świętokradztwa kościół, a raczej kaplicę na fundamentach kamienicy Szamotulskich” – pisał Edward Raczyński we Wspomnieniach Wielkopolski.
Rzecz nie wyglądała jednak tak prosto. Odnaleziony w piwnicy stół w uroczystej procesji przeniesiono do kościoła Bożego Ciała, należącego do karmelitów trzewiczkowych, którzy zaraz rozpoczęli starania o przejęcie prywatnej kamienicy należącej do Jerzego Ostroroga. Powstaniu kościoła Najświętszej Krwi Pana Jezusa w dzielnicy żydowskiej wcale nie sprzeciwiali się Żydzi, ale władze miejskie, które w przypadku przejęcia jej przez Kościół utraciłyby możliwość pobierania od niej podatków. Protestowały też staromiejskie zakony i parafie, które obawiały się obniżenia wpływów od wiernych, gdy przy Starym Rynku pojawi się karmelicka konkurencja. Należałoby jeszcze zapytać, czy w jakikolwiek sposób uznano racje Żydów, którzy ucierpieli w pogromie. Kolberg pisze o tym następująco: „Magistrat nakazał później żydom, aby co rok pewna ich liczba z obnażonymi nożami postępowała za processyą Bożego Ciała, a to na pamiątkę i za karę powyżej opisanej zbrodni”.
Opisom dramatycznych zdarzeń, których bohaterami są Żydzi, poświęcone są obszerne passusy w każdym tomie Dzieł wszystkich Oskara Kolberga. Mimo to przez czytelników, a nawet etnologów opowieści o „wieszaniu Judasza”, „herodach”, roli Żydów w misteriach wielkanocnych, czy procesjach Bożego Ciała, traktowane są jak podania ludowe o marzannach, płanetnikach czy wilkołakach i jako takie sprowadzane do roli zapisu wiary i obrzędowości ludowej. Dyskusja dotyczy tekstów, dyskursów, wierzeń, obrzędów i symboli, a unika się otwartej rozmowy na temat polskiego antysemityzmu, stosunku do obcych oraz poznania innych głosów dochodzących do nas z przeszłości, które tłumione były i są przez dominującą narrację o naszej tolerancji, kraju bez stosów i raju dla Żydów. Uwrażliwieni na taki rodzaj lektury możemy się z pism Kolberga dowiedzieć bardzo wiele nowych rzeczy o naszej – nie zawsze chwalebnej – przeszłości.
Kolberg był doskonałym etnografem. Jego trwającej pół wieku pracy badawczej zawdzięczamy zebranie ponad 10000 pieśni ze wszystkich regionów Polski, a także z Białorusi, Litwy, Rusi Czerwonej, Rusi Karpackiej, Czech, Moraw i Słowacji. Znamienne jest, że te bezcenne pamiątki polskiej kultury ludowej zgromadzone zostały przez człowieka, którego ojcem był Niemiec (profesor geodezji na Uniwersytecie Warszawskim), a matką spolszczona Francuzka. Przyjaciółmi ich domu byli zaś czołowi warszawscy intelektualiści: Kazimierz Brodziński, Samuel Bogumił Linde, Mikołaj Chopin (ojciec Fryderyka). Kolberg studiował w warszawskiej Szkole Głównej Muzyki oraz w berlińskiej Akademii Handlowej, dzięki temu utrzymywał się, pracując jako księgowy i bankier, a jako muzykolog zaczął gromadzić utwory folklorystyczne, które wydał jako Pieśni ludu polskiego (1842). Najważniejszym jego osiągnięciem była jednak seria Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce (1865-1890), gdzie prezentował wyniki swoich prac etnograficznych. W latach sześćdziesiątych XX w. podjęto edycję dzieł wszystkich Oskara Kolberga, a wśród opracowanych tomów najwięcej, bo aż 7, poświęconych jest Wielkiemu Księstwu Poznańskiemu.

Paweł Cieliczko

 

Kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa

Karmelici trzewiczkowi od przełomu XIV i XV w. prowadzili wielkie sanktuarium eucharystyczne przy kościele Bożego Ciała powstałym z fundacji Władysława Jagiełły, które słynęło nie tylko na ziemiach polskich i litewskich, ale znane było w zachodniej Europie. Wykaz łask doznanych w tym sanktuarium wskazuje na znaczne zmniejszenie się ich ilości na początku XVII w., co było przyczyną (a może raczej skutkiem) trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się zgromadzenie. By zapobiec upadkowi świątyni, potrzebny był cud. I taki się zdarzył, a było nim „odnalezienie” w opuszczonej kamienicy Świdwów blatu od stołu, na którym „torturowano” Najświętszy Sakrament. Zdarzenie to, pomimo szerokiej akcji propagandowej, nie przyciągnęło jednak do Poznania tłumu pielgrzymów. Widząc, że nie mogą liczyć na pątników, zakonnicy uznali najwyraźniej, że powinni zadbać o dochody od miejscowych mieszczan, a w tym celu potrzebowali świątyni w centrum miasta. Tak zapewne narodził się pomysł przekształcenia kamienicy Świdwów w kaplicę.
Kamienica miała wielu współwłaścicieli – spadkobierców Jerzego Ostroroga – Czarnkowskich, Leszczyńskich, Grudzińskich i Opalińskich, którzy sukcesywnie, acz bez zbytniego pośpiechu przekazywali zakonowi działy spadku (ostatnie karmelici uzyskali po półwieczu, bo w 1674 r.). Miasto jednak blokowało powstanie kościoła, a pozbawiona opieki właścicielskiej kamienica popadała w ruinę. Po potopie szwedzkim (1655-1660) magistrat zaproponował, by na jej miejscu wystawić szpital, który zastąpiłby te zniszczone w czasie wojny. Karmelici chcąc temu zapobiec, bez żadnych zezwoleń, rozpoczęli w 1664 r. budowę kaplicy. Rozjemcą w konflikcie był król Jan Kazimierz, który wyraził zgodę na powstanie niewielkiego oratorium. Wobec sprzeciwów miasta przywilej ten był kilkakrotnie powtarzany przez Augusta II. W 1702 r. biskup Mikołaj Święcicki wyraził zgodę na utworzenie rezydencji dla dwóch zakonników, w zamian uzyskując zapewnienie, że nie założą tu samodzielnego klasztoru i świątyni. Miasto ostatecznie pogodziło się z tym stanem dopiero w 1732 r.
Budowa rezydencji karmelitów trzewiczkowych trwała przez pierwsze dziesięciolecia XVII w. Pracami kierował najprawdopodobniej Jan Catenazzi, który równocześnie wznosił Kolegium Jezuickie, a ściany i sklepienia polichromiami związanymi z legendą o trzech hostiach oraz cudami eucharystycznymi ozdobił Adam Swach z klasztoru franciszkanów. Liczne zmiany oraz przebudowy nie pozwalają jednoznacznie odczytać pierwotnych założeń świątyni. Znamienne jest wszakże, iż posiada dwie kondygnacje: górna (na poziomie pierwszego piętra) ma charakter kościoła, natomiast kluczowe znaczenie ma niższa kondygnacja – piwnica ze studzienką, gdzie miały być topione hostie.
Fasadę „kościółka z barokową kryzą” zdobią fragmenty gotyckich murów średniowiecznej kamienicy, a nad ozdobnym portalem znajduje się gotycka figura Madonny z Dzieciątkiem, pochodząca z ok. 1500 r. (przeniesiona tu w 1900 r. z kamienicy starorynkowej). Jednonawowa świątynia ma późnobarokowe wyposażenie (ambonę, trzy ołtarze, obrazy z XVII i XVIII w.); pochodząca z XVI w. płaskorzeźba Opłakiwanie Chrystusa pochodzi z rozebranej kolegiaty św. Marii Magdaleny. Obecny wygląd świątynia zawdzięcza przebudowie z lat 1914-1916 prowadzonej pod kierunkiem Mariana Andrzejewskiego, w wyniku której zyskała dekoracje nawiązujące do sztukaterii kościoła farnego, a przede wszystkim marmoryzowany ołtarz połączony ze studzienką. Z niej za pomocą żurawia w kształcie ptasiej głowy pobierać można wodę, uznawaną za cudowną i pomocną zwłaszcza w chorobach oczu.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *