Sebastian Fabian Klonowic – Kościół podominikański

148-sebastian-klonowic-kosciol-podominikanski(1545-1602)

Najdziesz takie złe ludzie co Sakrament święty
żydom i czarownicom, w uściech swych przejęty,
przedają bezbożnicy ciało i krew Pańską,
ujęci do pieniędzy chciwością szatańską.

Worek Judaszów, to jest złe nabycie majętności

Sebastian Klonowic urodził się w wielkopolskich Sulmierzycach. Był synem mieszczanina dzierżawiącego tam folwark i młyn nad Orlą, o nazwisku Klon. Klonowic nie było więc nazwiskiem, a raczej patronimicum pisarza, który – renesansowym obyczajem – podpisywał się także łacińskim Acernus (acer – klon). Zdobył gruntowne wykształcenie humanistyczne, poznał Węgry, Czechy i Ruś Czerwoną, a w 1573 r. osiadł w Lublinie, gdzie podjął pracę urzędnika sądowego i miejskiego. W 1581 r. poślubił córkę bogatego kupca Agnieszkę Wiślicką i wszedł do lubelskiego patrycjatu. Pełnił funkcję wójta, był radnym miejskim, kilkakrotnie obejmował urząd burmistrza. Był cenionym wykładowcą Akademii Zamoyskiego. Utrzymywał bliskie relacje z innowiercami, co spowodowało oskarżenie go przez jezuitów o napisanie pamfletu na zakon, w efekcie czego umarł porzucony przez rodzinę.
Debiutował przekładem katalogu królów Klemensa Janickiego, do którego dodał własne wiersze poświęcone Walezemu i Batoremu (1576). Roxolania (1584) była nie tylko opisem geograficznym Rusi Czerwonej, ale także szkicem etnograficznym o wierzeniach, obyczajach i zabobonach ludu. W erudycyjnych Żalach nagrobnych na ślachetnie urodzonego… Jana Kochanowskiego (1585) żegnał zmarłego poetę oraz odchodzącą wraz z nim epokę renesansu. W Victoria deorum (1600) pisał o grzechach odwodzących człowieka od Boga, o utraconym Złotym Wieku oraz o żalu z powodu niemożności obejmowania funkcji stosownie do talentów i kompetencji, ze względu na mieszczańskie pochodzenie. Jako autor Flisa, to jest spuszczania statków Wisłą (1595), będącego relacją z podróży z flisakami do Gdańska, sławił wartość ludzkiej pracy, którą wynosił ponad wojenne czyny rodaków, czym nawiązywał do Prac i dni Hezjoda – dzieła sławiącego wartość codziennej sumiennej pracy w przeciwieństwie do wielbiącego czyny wojenne Homera, w czym dziś dostrzec byśmy mogli poznański szacunek dla ciężkiej pracy miast zrywów wojennych.
Najbardziej znany utwór Klonowica – Worek Judaszów, to jest złe nabycie majętności (1600) – Czesław Miłosz określił mianem wierszowanego traktatu z zakresu kryminologii. Pokazuje on, jak w tym złotym wieku w praktyce wyglądała sprawiedliwość: inna dla szlachty i kleru, inna dla mieszczan i chłopów. Klonowic piętnował społeczeństwo stanowe, które nie pozwalało mu zająć pozycji stosownej do talentu i kompetencji. Mimo wyjątkowej wrażliwości społecznej nie zdobył się na krytyczną ocenę stosunku do Żydów i wraz z klerem, szlachtą, mieszczaństwem i chłopstwem stawał w gronie tych, którzy wykluczali i poniewierali Żydów, stawiając ich na równi z Judaszem: „Musimy Żydy jednakowo i Judasza winić, / Ci kupili Chrystusa, ów śmiał go zacenić”.
Wiersz otwierający hasło wyrasta zapewne z jakichś poznańskich reminiscencji. Szczególną estymą cieszyła się tu opowieść o trzech hostiach, wzmianka o niej pojawiła się u Długosza, a jej rozbudowaną, kanoniczną wersję napisał jezuita Tomasz Tretter. Początek opowieści rozgrywa się w kościele Dominikanów – „W dniu 15 sierpnia r. 1399 kobieta pewna, chrześcijanka, namówiona i przekupiona przez żydów rabinów duchem diabelskim podburzonych, którzy się przekonać chcieli, czy rzeczywiście w Sakramencie pod postacią chleba utajone jest żywe ciało Chrystusa Pana, wykradła z ciborium stojącego na ołtarzu kościoła Dominikańskiego po nabożeństwie trzy hostye, jakkolwiek jej świętokradzką rękę moc Boska po dwakroć odpychała, a za trzecim razem dopiero wziąść hostye dopuściła, ukryła się z takowemi za filar i po nieszporach niepostrzeżona, hostye owe żydom wydała”.
Dalszy ciąg legendy relacjonowany jest w hasłach poświęconych Oskarowi Kolbergowi oraz Józefowi Łukaszewiczowi, w tym miejscu zaś warto jeszcze wspomnieć o karach jakie spotkały bohaterów opowieści – „Na żydów zaś i na świętokradzką niewiastę złożono sąd, który wydał surowy wyrok, skazujący ich na śmierć okrutną, a mianowicie: aby przywiązani do pala i żelaznemi skrępowani łańcuchami, podłożonym ogniem piekli się z wolna i smażyli, a nadto, aby psy rosłe a zajadłe do nóg ich również łańcuchami przywiązane, gryzły i szarpały ich aż do śmierci”. Obraz śmierci w niewyobrażalnych męczarniach nie wzruszał jednak, wyczulonego na kwestie sprawiedliwości społecznej Klonowica, który w innym miejscu potępiał Żydów za porywanie dzieci „na macę” –
„…drudzy nieszlachetnym przedawają Żydom
Dziatki niewinne, bożym i swieckim ohydom,
Którzy toczą i cedzą chłopiątek niewinnych
Z żyłek, z serca żywą krew, z członeczków dziecinnych,
Odprawiają Wielkanoc juchą naszych dziatek…”
– mimo że, jako wysoki urzędnik miejski, wiedzieć musiał o bezpodstawności zarzutów, ba wiedzieć musiał o tym, że to rzecz się ma zupełnie odwrotnie, bo chrześcijanie często porywali żydowskie dzieci „by je wychować w prawdziwej wierze”, co czynić wielokrotnie zakazywały ustawy królewskie. Podczas gdy akta sądowe wskazują, że zarzuty kidnaperskiej działalności Żydów wynikały z nieznajomości ich kultury, a często były pretekstem do mordów i pogromów. Jak pokazują przykłady wojenne i powojenne pretekstem niezwykle użytecznym, którego skutki były tragiczne.

Paweł Cieliczko

 

Kościół podominikański

Dominikanie pojawili się w Poznaniu już w 1231 r., kiedy to biskup Paweł osadził ich przy kościele św. Małgorzaty na Śródce. Trwale z miastem związał ich jednak książę Przemysł I, który w 1244 r. ufundował im klasztor na terenie lewobrzeżnej osady św. Gotarda. Gdy w 1253 r. lokowany był w tym miejscu Poznań, uliczka przylegająca do zabudowań zakonników zyskała miano Dominikańskiej.
Dopiero prace renowacyjne z ostatnich lat pozwoliły na odtworzenie kolei budów i przebudów świątyni. Wznoszona ona była jako jedna z pierwszych fundacji dominikańskich w Polsce i zaplanowana była według stosowanego wówczas przez dominikanów i franciszkanów schematu, zakładającego budowę bardzo prostego w formach kościoła na rzucie dwóch prostokątów w tradycyjnych formach romańskich, co miało podkreślać ubóstwo zakonników. W Poznaniu działał jednak wówczas warsztat francuski, który przebudowywał katedrę i jemu książę zlecił kontynuowanie budowy, co sprawiło, że w Poznaniu powstała niezwykle bogato zdobiona, nowoczesna świątynia. Świątynia była potem wielokrotnie przebudowywana, a gdy runęła w wyniku wielkiej powodzi z 1698 r. musiała być odbudowywana. Podobnie też sukcesywnie rozbudowywane były zabudowania klasztorne wzdłuż ul. Garbary, które zburzono w XIX w. na potrzeby pruskiego arsenału. Gdy dziś patrzymy na kościół, to zwraca uwagę przytłaczający go i szpecący dach, warto jednak zdać sobie sprawę, że budynki pokryte nim zostały po wielkim pożarze w 1803 r. i było to zabezpieczenie prowizoryczne, na tyle jednak trwałe, że służy już od ponad 200 lat.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *