Stanisław Świrko – Pręgierz

(1911-1992)

Żądali poniektórzy kary śmierci na szalbierza, ale poznański sąd wójtowsko-ławniczy skazał winowajcę wedle prawa tylko na pręgierz, zwany Piłatem. Przybrano więc Rychlika w papierową koronę królewską, a potem zakuto mu szyję w kunę żelazną i postawiono na widok publiczny pod pręgierzem wedle ratusza. Stał tam na pośmiewisko ów samozwaniec królewski przez cały tydzień, a oprawca dwa razy dziennie ćwiczył go publicznie rózgami za łgarstwo i oszustwo. A potem puścili go na wolność. Uczyniona tak dlatego, by nikt nie śmiał rzec, iż w Poznaniu umorzono króla swego.
Stąd też urosła wieść gminna, która dochowała się aż do naszych czasów, że król Władysław Warneńczyk panował w Poznaniu przez siedem dni Anno Domini 1459.

Władysław Warneńczyk w Poznaniu

Taki jest finał niezwykłej historii, która znajduje się w zbiorze baśni, podań, i legend wielkopolskich „Orle gniazdo” opracowanym w latach 60. przez Stanisława Świrkę. Opowieść traktuje o tym, jak 15 lat po bitwie pod Warną, gdzie zginął król polski Władysław III Warneńczyk, pojawił się w Poznaniu mężczyzna podający się za cudownie ocalonego monarchę. Nie potrafiono zweryfikować jego barwnych opowieści o przebiegu bitwy, tureckiej niewoli i brawurowej ucieczce, ale gdy wojewoda Łukasz Górka zaczął pytać przybysza o sekretne sprawy rodziny królewskiej, ten zasłaniał się częściową utratą pamięci w wyniku odniesionej podczas bitwy rany. Rajcy postanowili jednak, że z decyzją wstrzymają się do opinii królowej Zofii Olszańskiej, matki zaginionego władcy, która przybyć miała do Poznania na roki królewskie. Monarchini nie rozpoznała w oszuście syna, a wówczas zabrano go na przesłuchanie, gdzie przyznał się, że jest mieszczaninem – Mikołajem Rychlikiem. Dziewiętnastowieczny historyk – J. S. Bandtke opisał prawdziwy finał tej historii – gdy oszustwo się wydało „kazano mu zrobić koronę papierową, stać w niej pod pręgierzem i dwa razy na dzień smagać go rózgami, a potem chowali go Polacy więzieniu poczciwie aż do śmierci, aby nikt o nich nie mówił, że króla swego umorzyli”.
Ostrożność poznańskich władz miejskich w ferowaniu wyroków wobec członków rodziny królewskiej staje się bardziej zrozumiała, gdy wspomnimy inną legendę – o księżnej Ludgardzie, żonie Przemysła II. Władca nie mogąc doczekać się następcy tronu, nakazał udusić bezpłodną małżonkę, do czego dojść miało 14 grudnia 1283 r. w łaźni poznańskiego zamku na Górze Przemysława. Za zamordowanie niewinnej księżniczki na księcia padła klątwa, która sprawiła, że syna nie dała mu ani druga małżonka – szwedzka księżniczka Ryksa, ani pochodząca z Brandenburgii trzecia żona – Małgorzata, zaś kilka miesięcy po koronacji napadnięty został i zamordowany pod Rogoźnem, a zabić go miał zakochany w zamordowanej księżnej rycerz Dobiesław z rodu Zarembów. Klątwa Ludgardy dotknęła także Poznań, który po śmierci Przemysła II, stracił status najważniejszego miasta Polski i nigdy już tej pozycji nie odzyskał.
Nie wszyscy sądzeni w Poznaniu mogli jednak liczyć na uczciwy proces, gorzej traktowani byli zwłaszcza Żydzi i Cyganie. Pamięć o bezdusznym, niesprawiedliwym wyroku zachowana została w przysłowiu, przytaczanym przez Stanisława Świrkę w Nowej księdze przysłów – „Nie żart panie poznański! O jednego kobylego syna dwanaście Cyganów wisi!”, przypominającym niechlubny wyrok kasztelana poznańskiego, który za kradzież konia skazał na śmierć 12 Cyganów, a po wykonaniu egzekucji okazało się, że konia ukradł ktoś inni, a powieszeni nie mieli z tym nic wspólnego.
Poznańskie legendy zaprezentowane przez Stanisława Świrkę są szczególnie wartościowe, gdyż był on jednym z najwybitniejszych polskich paremiografów i paremiologów. Zajmując się zbieraniem oraz krytycznym opracowywaniem przysłów i powiedzeń ludowych był wydawcą: Nowej księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich, Na wszystko jest przysłowie – popularnych wyborów przysłów polskich w układzie tematyczno-hasłowym, czy Rok płaci – rok traci – kalendarza przysłów i prognostyków rolniczych. Redagował „Literaturę Ludową”, a także „Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”.
Największe grono czytelników, temu pochodzącemu z litewskich kresów warszawiakowi, zyskały jednak wielkopolskie podania wydane w 1969 r. w tomie Orle gniazdo…, których wybory były wznawiane w kolejnych książkach: O Maćku Borkowicu i diable Borucie…, O Popielu, którego myszy zjadły…, O zaklętej księżniczce w zamku gnieźnieńskim…, O zapiecku i złotej rybce…, O założeniu Poznania i inne legendy.
Stanisław Świrko był nie tylko wieloletnim pracownikiem Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, ale także pisarzem, członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Związku Literatów Polskich oraz polskiego PEN-Clubu. Lista jego publikacji liczy ponad 150 pozycji, a w przypadku folklorysty niejednokrotnie trudno orzec gdzie kończy się nauka, a zaczyna literatura.
Sama legenda o ocaleniu króla Władysława Warneńczyka okazała się natomiast nad wyraz żywotna. W 2010 r. pochodzący z Portugalii Amerykanin wydał książkę „Krzysztof Kolumb. Niewypowiedziana historia”, której główna teza brzmi, że odkrywca Ameryki nie był synem genueńskiego tkacza, ale dzieckiem portugalskiej szlachcianki i właśnie… polskiego króla Władysława III, który nie zginął w bitwie pod Warną, a po latach wędrówki osiadł na Maderze.

Paweł Cieliczko

Pręgierz

Oszusta podającego się za króla Władysława Warneńczyka ukarano zapewne przy drewnianym pręgierzu, który dopiero w 1535 r. zastąpiony został znanym nam słupem z piaskowca. Na głowicy jego kolumny i dziś odczytać możemy fragmenty z Eneidy Wergiliusza traktujące o prawnej funkcji pręgierza, będącego symbolem władzy miejskiej i służącego do publicznego wymierzania kar. Za drobne przewinienia karano wystawieniem na widok publiczny, za cięższe chłostą, obcięciem członków, piętnowaniem rozpalonym żelazem, a za najcięższe śmiercią.
Napisy na trzonie upamiętniają natomiast fundatorki słupa, który zbudowany został z grzywien nakładanych na dziewki służebne, które – zdaniem miejskich rajców – ubierały się zbyt wyzywająco. Najwyraźniej kobiety zastosowały się do zakazów i opłaty z nakładanych mandatów wpływały znacznie wolniej, bo postać kata w maksymiliańskiej zbroi pojawiła się na szczycie słupa dopiero 60 lat później. W prawej ręce dzierży on miecz, co symbolizuje prawo karania śmiercią, w lewej zaś trzymał metalową rózgę, wskazującą na możliwość stosowania także lżejszych kar. Zniszczoną figurę kata, który stracił głowę, zdemontowano w 1925 r. (znajduje się w muzeum), a na jej miejscu postawiono wierną kopię wykonana przez Michała Rożka.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *