Wanda Chotomska 1929-2017
Poznańskie koziołki

050-wanda-chotomska-poznanskie-koziolki

W południe,
gdy na mieście najludniej.
Tłum się zbiera, gdy się zbierze,
wszyscy patrzą na wieżę,
nikt nie baczy na fryzurę –
zadzierają głowy w górę,
aż niektórym pod Ratuszem
z głów spadają kapelusze.
Patrzy, patrzy cały Poznań,
jak koziołek bodzie kozła.
I podobno bardzo rzadko,
Tak mniej więcej raz na sto dni,
kiedy w tłumie stanie stolarz,
zdun, krawcowa lub ogrodnik –
dwa koziołki Zegarmistrza
odzyskują nagle mowę –
i okropnie głośno beczą
na tej wieży Ratuszowej.

Koziołki Pana Zegarmistrza

Bohaterami swojej wierszowanej bajki warszawska poetka uczyniła poznańskie koziołki. To właśnie jej zawdzięczamy spopularyzowanie tych sympatycznych blaszanych zwierząt także poza granicami Wielkopolski. Wanda Chotomska całe życie zawodowe i prywatne związała ze stolicą, ale czasem gości w Poznaniu. Niewątpliwie koziołki są jedną z największych atrakcji turystycznych Poznania. Można je oglądać codziennie w południe, kiedy nad zegarem w fasadzie Ratusza otwierają się niewielkie drzwi, a koziołki rozpoczynają ze sobą walkę, trykając się rogami. Przywiązanie poznaniaków do koziołków jest oczywiste. Kiedy w 1997 r. jednemu z nich odpadła prawa przednia noga i spadła na ziemię, któryś z przechodniów natychmiast ją zabrał. Strażnicy miejscy rzucili się za nim w pościg, ale nogi nie znaleźli. Na szczęście odnalazła się później i wróciła do właściciela. Kolejna awaria przytrafiła się koziołkom 4 marca 2007 r. Zepsuty mechanizm udało się szybko naprawić jego konstruktorowi i głównemu konserwatorowi koziołków – Stefanowi Krajewskiemu.
Według legendy koziołki trafiły na ratuszową wieżę za sprawą nieostrożnego kuchcika Pietrka (albo i samego mistrza Mikołaja), który spalił udziec barani przygotowywany na wystawną ucztę. Miał w niej wziąć udział wojewoda poznański, któremu zegarmistrz Bartłomiej Wolff z Gubina chciał zaprezentować wykonany przez siebie zegar. Kuchcik ukradł więc dwa koziołki pasące się na łące, ale gdy przyprowadził je do kuchni, uciekły na ratuszową wieżę i zabrały się do wesołego trykania (jak wiadomo, koza to zwierzę obdarzone żywym temperamentem i niezwykłymi umiejętnościami wspinaczkowymi). Rozbawiony ich widokiem wojewoda wybaczył nieszczęsnemu kuchcikowi, a mistrza Bartłomieja zobligował do zbudowania mechanizmu z koziołkami.
Inaczej opowiada historię z koziołkami Wanda Chotomska. Jej koziołki to zwierzaki niesforne, choć sympatyczne, sprawiające swemu właścicielowi Zegarmistrzowi mnóstwo kłopotów. A przede wszystkim – jak tylko zostają same w domu – niszczą wszystko, co im się nawinie pod rogi: i stołek, i wazonik z fiołkiem, i poduszki, a nawet piec, po którym zostały tylko „kafelki w szczątkach”. A z rozzłoszczonym Zegarmistrzem nie ma żartów. Uciekają więc koziołki przez miasto, po schodach pędzą na ratuszową wieżę – by już na zawsze zostać przy zegarze, który Zegarmistrz wykonał, chcąc się swoich uciążliwych lokatorów na dobre pozbyć. Żartobliwy dydaktyzm tej bajki ma swoje źródło także w krótkich, zabawnych piosenkach wplecionych w tekst główny, w których Chotomska wyjaśnia dzieciom, w jaki sposób powstały poszczególne przedmioty, jak wiele trudu włożyli w swoją pracę stolarz, by stołek nie miał żadnych „braków i usterek”; rolnik, by wyhodować piękny kwiatek; garncarz, który ulepił wazonik; panna, która starannie uszyła jasiek, i zdun, który z kafli ustawił piec. Ich praca poszła na marne właśnie przez beztroską zabawę rogatych kozłów.
Jan Sztaudynger ich pojedynek opisał w Balladzie o dwóch capach na ratuszowej wieży,
A pod zegarem wysoko
Dwie otwierają się klatki,
Dwa białe capy biegną
Na środek wąskiej kładki. –
I nie tak grzecznie na niby,
Jak to walczyły za dnia,
Lecz walczą na śmierć i życie
Z uporem wściekłym – zdradnie.
Z miarowym głosem zegara
Miesza się ostry bek,
W szaleństwie walki zaciekłej
Przybiegły na sam brzeg.
Kłębi się białe runo,
Za chwilę w przepaść runą
Jeśli się Bogu spodoba –
Oba. (…)
sugerując, że w południe koziołki czynią przedstawienia dla turystów, a do prawdziwie bratobójczych walk dochodzi między nimi w nocy.

Paweł Cieliczko

Poznańskie koziołki

Zegar z koziołkami na Ratuszu wykonał zegarmistrz Bartłomiej Wolff z Gubina, którego capki trykały się przez 124 lata (1551–1675) do czasu, kiedy budynek został zniszczony przez pożar. Nowy mechanizm z koziołkami zainstalowano podczas remontu Ratusza w latach 1910-1913, a funkcjonował on do zniszczenia w 1945 r. Trzecia para koziołków pojawiła się na poznańskiej wieży w 1954 r. i były tam do początku lat dziewięćdziesiątych XX w. Te nie odeszły jednak daleko, bo obejrzeć je można kilka pięter pod wieżą, w Muzeum Miasta Poznania.
Najnowsze koziołki podarował miastu poznański przedsiębiorca Marian Marcinkowski w 1993 r., a nowoczesny mechanizm sterujący zaprojektował Stefan Krajewski. Fundator tak to wspomina: „Chciałem, żeby koziołki były dynamiczne, a nie takie statyczne jak do tej pory. Dzisiaj one skaczą i słychać, jak głośno się trykają. Było z tym jednak sporo zachodu; trudno było przekonać konserwatora miejskiego, że koziołek jest zwierzęciem żywiołowym. A przecież kiedy instalowano pierwsze koziołki, zamówione u gubińskiego mistrza Bartłomieja Wolffa w XVI w., nazwano je >>urządzeniem błazeńskim, więc uznałem, że nie muszą być zbyt poważne<<.
Koziołki są patronami odbywającego się w Poznaniu Międzynarodowego Festiwalu Filmów dla Dzieci, który promuje i prezentuje wartościowe filmy – animowane oraz fabularne i jest jedyną tego typu imprezą w kraju. W 1994 r. zyskał rangę międzynarodową, rok później patronat nad nim objęła organizacja CIFEJ (Międzynarodowe Centrum Filmu dla Dzieci i Młodzieży).
O szczególnej sympatii poznaniaków do ratuszowych koziołków świadczy inicjatywa słuchaczy Radia 88,4 FM Złote Przeboje, którzy zaproponowali nadanie im imion: Pyrek i Tyrek (Poznań wszak jest stolicą Pyrlandii). Ich uroczyste imieniny odbyły się 14 grudnia 2002 r. podczas imprezy Betlejem poznańskie z okazji 750-lecia lokacji Poznania. Kilka tygodni wcześniej, 5 listopada 2002 r. rodzina poznańskich koziołków powiększyła się o dwie naturalnej wielkości figury wyrzeźbione z brązu przez Roberta Sobocińskiego, które – mimo że liczą blisko 500 lat – żwawo trykają się przed gmachem obecnego poznańskiego magistratu na placu Kolegiackim.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *