Wojciech Szyda – Warta

350-wojciech-szyda-wartaur. 1976

Brudne wody Varty płynęły leniwie. Światło gwiazd dobywało z mroku twarze trojga spiskowców […]. Noc niosła dalekie ujadanie psów. Dryfowali łagodnie ku środkowi rzeki, wrastając w nadwodną ciemność […]. Tuż o świcie, zanim służby porządkowe uprzątnęły ciała, brzegiem Varty przeszła dziwna procesja. Pięciu muzyków w czarnych kapeluszach, przeciwsłonecznych okularach i białych marynarkach kroczyło majestatycznie nadrzeczną promenadą. Dwie trąbki, akordeon, saksofon i gitara. Między zimną wodą Varty a jaśniejącym niebem wiatr niósł nostalgiczną melodię – temat z Ojca chrzestnego […]. Nad Posen E.R. wstawał dzień, w którym miał zostać przesądzony los Ziemi Zero.

GENETRIX i Zabójca Światów

Nadwarciańskie krajobrazy Wojciecha Szydy opisywane są zwykle chłodnymi i ciemnymi zdaniami, pod którymi kryje się jednak wyraźny sentyment. Rzeczny temat pisarz podjął już w debiutanckim opowiadaniu Psychonautka, w którym brudna struga przecinająca futurystyczny Posenstadt opisana została następująco:

Cienie rybich szkieletów przesuwają się po ścianach bloków i kamienic […]. We wschodniej części miasta, nieopodal zakola martwej rzeki, wznoszą się strzaskane wieże poarabskich meczetów. Dalej, pod mostem radioaktywne wody wysychającej rzeki płyną jeszcze ospale, spowite oparami. Klaustrofobicznie niskie niebo sprawia, że miasto jest jak umierający owad schwytany w słoik z trucizną. Ulicami przechadzają się wojskowe patrole. Woda pod mostem płynie wolno, bezszelestnie, upiornie. Wysoko w ciemności świecą światła sygnalizacyjne dolnych poziomów Platformy.

Smutne Warty płyną przez nierzeczywiste Poznanie. Czy traktować te obrazy jako kasandryczne przepowiednie? Zamaskowane ostrzeżenia? Nie ma prostej odpowiedzi, ponieważ Szyda wyraźnie stroni od prostych alegorii i futurologicznej dydaktyki. Nie dowiemy się, ile razy należałoby odwrócić klepsydrę, by ziściła się posępna wizja z Psychonautki, fabuła GENETRIX-u zaś rozgrywa się w przestrzeni tak silnie odrealnionej, że próżno byłoby ją umiejscawiać na naszej osi czasu. Nie wiadomo zatem, ile wody winno w Warcie upłynąć, by jej brzegi zamieniły się w katastroficzne krajobrazy z opowiadań poznańskiego prozaika. Bez ryzyka można powiedzieć, że twórczość autora Hotelu „Wieczność” świetnie wpisuje się w dzieje ewolucji konwencji SF, jaka dokonała się od czasu klasycznych tekstów Lema. Fantastyka kosmicznej skali ustąpiła miejsca literaturze zajmującej się „kosmosami wewnętrznymi” (inner spaces) – oto dlaczego miasta z opowiadań Szydy są bardziej przychylne psychonautom niż astronautom.
W Psychonautce umiejętność nawigacji po zwodniczym terenie umysłu jest nie tylko nowoczesną metodą terapeutyczną, ale i nadzieją paruzji dla umierającego świata. A jest to świat, który już kilkakrotnie zrzucał skórę: znany nam porządek został zachwiany przez ekspansję islamu (symptomatyczna obawa), ale ten również uległ erozji – stąd w nadwarciański pejzaż wpisują się strzaskane minarety. W poznańskich slumsach, nad którymi – niczym miasto nad miastem – wznosi się futurystyczna Platforma, odradza się ruch neochrześcijański. Również w drugim cytowanym opowiadaniu (na terenie Posen, „jednego z podupadłych miast starego kontynentu”) rzeczywistość uchwycona zostaje w momencie kapitalnej przemiany. Ponure miasto, pełne nieciekawych knajp i typów spod ciemnej gwiazdy, staje się sceną rozgrywki, której uczestnicy kładą na szali losy świata.
Jedynie sekta „Genetystów Dnia Pierwszego” przeczuwa prawdziwą naturę zagrożenia. GENETRIX to inteligentny bakteriofag, zagrożenie tak mikroskopijne, że ludzka skłonność do patrzenia w gwiazdy każe je zlekceważyć.
Oba teksty Szydy pokazują miasta u progu historycznego, a przede wszystkim duchowego przełomu. Posen i Posenstadt, jako gniazda narkomanów, zbrodniarzy i religijnych sekt, wpisują się w wyobrażenia o czasach schyłkowych, zwrotnych momentach historii, o dniach oczekiwania na oczyszczającą przemianę i powtórne nadejście Chrystusa. A dramatycznym wydarzeniom niemal bezgłośnie, choć znacząco asystuje Warta – „leniwa”, „brudna”, „zimna”, „martwa”, „wysychająca”, „radioaktywna”, „ospała”, „bezszelestna” i „upiorna”. Brud fantastycznego Poznania gromadzi się i spływa korytem rzeki, głównej aorty zanieczyszczonego krwiobiegu. I choć stawką rozgrywki w obu opowiadaniach jest przede wszystkim życie skarlałych duchowo ludzi, to najbardziej zewnętrzną, a jednocześnie niezwykle wymowną figurą upadku są właśnie poznańskie ścieki.
Wojciech Szyda, debiutujący w 1997 r. Psychonautką, dziś jest autorem dwóch powieści – Hotelu „Wieczność” (2005) i Miasta dusz (2007) – oraz zbioru opowiadań Szlak cudów (tytułowe opowiadanie zyskało nominację do Nagrody im. Janusza Zajdla). Autor, z zawodu radca prawny, z Poznaniem związany jest od 1995 r. W czasie studiów na Wydziale Prawa i Administracji UAM mieszkał na osiedlu Piastowskim, niedaleko promenady nad Wartą. Dziś myśli o tamtych dniach z sentymentem. Żakowskie wspomnienia zaowocowały literackimi obrazami Warty, nadrzecznych promenad, a nawet starego klubu kajakowego (opowiadanie Tajna krucjata). Autor ma opinię jednego z najambitniejszych i najbardziej obiecujących twórców polskiej SF. Opinię zasłużoną: w swojej prozie Szyda z niezwykłą dociekliwością eksploruje trudne pogranicze literatury religijnej i psychologicznej, z dużą inwencją korzystając przy tym ze środków, które oferuje tradycyjna, „twarda” fantastyka naukowa.

Wojciech Hamerski

Warta

Niechlubną historię mętnienia Warty zainicjował, doniosły skądinąd, akt lokacyjny z 1253 r. Na jego mocy nadano Poznaniowi m.in. prawo do budowania nadrzecznych młynów. Nie była to dobra wiadomość dla środowiska naturalnego, ale ekologią nikt się wówczas nie przejmował. A jednak, jak podaje Waldemar Karolczak, już w XVI w. działalność garbarzy, którzy mieli zły nawyk spławiania odpadków skór i popiołu, skłoniła miejskie władze do pierwszych działań na rzecz ochrony środowiska. Jeszcze na początku XX w. poznański, piętnastokilometrowy odcinek Warty był dostatecznie czysty, by przyciągać mieszkańców swoimi walorami rekreacyjnymi. Liczne ogródki rozrywkowe i rzeczne łazienki przeszły do historii po II wojnie światowej, gdy rzeka uwikłała się w brudny romans z wielkim przemysłem. Warta zawsze była dość kapryśna – nierzadko zmieniała koryto i wielokrotnie występowała z brzegów, nękając miasto powodziami. Dlatego poznaniacy dość wcześnie postanowili utemperować jej narowisty charakter: w drugiej połowie XIX w. uregulowali koryto, a pod koniec lat sześćdziesiątych XX w. zmusili rzekę do popłynięcia mniej meandrycznym torem (zlikwidowano zakole przy Chwaliszewie) i zaczęli betonować zaniedbane brzegi. Dziś Warta, chociaż spokojniejsza i nieco czystsza niż przed kilku laty, wciąż czeka na zagospodarowanie i ponowne włączenie w życie miasta.

Wojciech Hamerski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *